Tych rzeczy szukam w ludziach podczas rozmowy o pracę

Wielu z Was, początkiem roku, pewnie myśli o swojej sytuacji zawodowej. Na część, na bank czekają jakieś zmiany.

A jeśli tak, napiszę dziś trochę o własnych doświadczeniach.

Przez długi czas zatrudniałam ludzi w opcji na tzw. „pałę”. Czyli jak przyjdzie ktoś, kto dobrze zapisze się w moim mózgu, to zatrudnię, wezmę głęboki wdech i zobaczę, co z tego wyjdzie. Nie zawsze była to dla mnie dobra strategia <tu zacieszyłam pod nosem>, bo efekty bywały różne. Najczęściej intuicja mnie nie zawodziła, ale zdarzały się i spektakularne porażki.

Kilka lat temu postanowiłam więc trochę lepiej ogarnąć tę sferę. Chwilę porozmawiałam sama ze sobą i wybrałam elementy, które w procesie rekrutacji są dla mnie wyjątkowo ważne.

Po co ci to?

Szukam ludzi, którzy wiedzą dlaczego i po co przychodzą. Potrafią odpowiedzieć na pytanie czego oczekują od firmy i ode mnie osobiście (zawsze pytam o oczekiwania wobec mnie, jako przyszłej przełożonej). To dla mnie ważne. I już nawet nie chodzi o to, jakie człowiek ma konkretnie wyobrażenia. Chodzi o gotowość i łatwość odpowiedzi na tak postawione pytanie. Lubie, gdy ludzie mają oczekiwania. Wiadomo przecież, że każdy ma. Pytanie w jaki sposób o nich opowiadają.

O co ci chodzi?

To zasadniczo jest moment, w którym (za pomocą różnych metod – pozwólcie, że zostawię je dla siebie) badam, kim jest człowiek. Jakie wartości są dla niego ważne i w jaki sposób je komunikuje. Gdzie są jego limity, a w jakich sferach myśli kategorią oceanu. Jakie ma ambicje i jaki pomysł na ich realizację. W tym bloku jestem uparta. Kiedy człowiek wymienia jedną odpowiedź, pytam dalej. Czasami męczę bułę. Wszystko po to, żeby dotrzeć do odpowiedzi niewyuczonych. Tych, które siedzą w człowieku naturalnie.

Kim jesteś?

Sekcją CV, którą zawsze uważnie czytam, jest informacja o zainteresowaniach. Lubię tam widzieć coś, co mnie zainteresuje. Mam takie przekonanie, że zatrudniając ciekawych ludzi, sami się wzbogacamy. Lubię się wzbogacać. Przyznam, że często drażni mnie, gdy ludzie piszą, że czytanie książek jest ich pasją. Najczęściej potem czerwienieją, gdy pada pytanie o ostatnio przeczytaną książkę. Bo nie, „Tele Tydzień” nie zrobi roboty.

A co na to moje czucie?

Większość poradników powie, że intuicja (jak-zwał-tak-zwał) to najgorszy doradca. To pewnie prawda, bo nie jest ani obiektywna, ani niezawodna. Tylko, od dłuższego czasu, gdy zapraszam do siebie nowych współpracowników, chcę żeby byli lubialni (tak, tak – z „l” po środku). Doceniam, gdy ludzie na spotkaniu zabiegają o to, żeby atmosfera była odpowiednia. Doceniam tych, którzy chcą współtworzyć lekkie relacje, oparte na zaufaniu i szacunku do pracy człowieka, który siedzi obok.

Już od dłuższego czasu przestałam usztywniać się w kategorii wymagane doświadczenie zawodowe. Bo jaka to różnica, czy człowiek ma 5 czy 4,5 roku praktyki.

Nie szukam też wybitnych/geniuszy/najjaśniejszych gwiazd w kosmosie. Zazwyczaj wypatruję człowieka. Zwyczajnego. Jak ja sama. Takiego, który ma sukcesy i porażki.

Te pierwsze docenia, a z drugich się uczy. Szukam ludzi, którzy mają plany, pasje, rodziny albo koty czy rybki. Mają coś, co sprawia, że działają. Bo jeśli istnieje kategoria, która wydobywa z takiego człowieka pokłady naturalnego zaangażowania, jest szansa, że mi uda się podobną energię uwolnić z tej osoby w pracy.

Do tej pory miałam szczęście.

O przyszłość nie obawiam się wcale.

Twoją również, drogi Basta-Czytelniku.

Dziś stanie Ci się coś dobrego.

Pstryk.

Tekst pochodzi z bloga paulinabasta.com

Co mówisz, a co tak NAPRAWDĘ słyszy pracodawca na rozmowie kwalifikacyjnej

Więcej o:
Komentarze (67)
Tych rzeczy szukam w ludziach podczas rozmowy o pracę
Zaloguj się
  • maxgazeta.pl

    Oceniono 15 razy 15

    Po spotkaniach na rozmowach rekrutacyjnych z takimi kretynkami, miałem dość całej tej szopki z rozmowami rekrutacyjnymi prowadzonymi przez haery i niedorozwojow. Mam swoj biznes i szczerze wspolczuje normalnym ludziom ktorzy musza sie meczyc z takimi kmiotami. Po przeczytaniu tego krotkiego tekstu juz wiem, ze z jego autorka nie chcialbym miec nic wspolnego, nawet przez 10 minut.

  • naz_niepoprawna

    Oceniono 18 razy 14

    Czemu/komu te wypociny mają służyć? O języku nie będę się rozpisywał - szkoda palców.

  • sir_fred

    Oceniono 10 razy 10

    Nigdy nie wypełniam w CV sekcji "zainteresowania". Chooj ci pracodawco do tego, co robię po pracy, bo to jest mój czas. A w godzinach pracy chyba jednak wolałbyś, żebym pracował, a nie jeździł na ryby albo godzinami opowiadał ci o swoich lekturach...

  • t.t

    Oceniono 10 razy 10

    Zabrakło mi pytania o to, czy kandydat ma pojęcie o pracy, którą będzie wykonywał. Cała reszta to HR'owy bełkot i wyuczone formuły. Nie... nie u kandydata... U zatrudniającego...

  • logique

    Oceniono 9 razy 9

    Megalomański, pusty i głupi tekst. Żałuję czasu, który poświęciłam.
    Natomiast - ciekawe, prawdziwe komentarze internautów.

  • kukuryku20

    Oceniono 8 razy 8

    Z tego wynika, że najważniejsze są zainteresowania kandydata, a nie jego kwalifikacje. Uważajcie ludziska! Jeśli napiszecie w CV, że po prostu lubicie sobie poleżeć na kanapie przed telewizorem, tak jak 99,99% ludzi, to jesteście spaleni i nikt Was do roboty nie przyjmie. Musicie interesować się czymś niebanalnym, jakąś fizyką kwantową czy origami, ewentualnie robieniem z glutów obrazków. Wtedy, według rekrutera, będziecie godni zatrudnienia. Prawdziwe szaleństwo :-/

  • wiesenblum

    Oceniono 8 razy 8

    U mnie wygląda to trochę inaczej. Jeżeli rekrutuję na stanowisko kluczowe to na pierwszej rozmowie bardzo dużo mówię ja. Opowiadam o firmie, o jej historii, tym jak wygląda teraz, dokąd idzie w przyszłości, o jej strukturze, sposobie zarządzania, etyce pracy, zadaniach i celach firmy, różnicach między nami a konkurencją. Opowiadam o tym czym jest to stanowisko na które rekrutuję, jakie są oczekiwania na już a jakie będą w przyszłości, jakie będzie umiejscowiony kandydata w strukturze, jaka będzie jego pozycja, jakich cech, doświadczeń i umiejętności oczekujemy.
    Bywa że ten wstęp trwa 30-45 minut. Potem jest przerwa, tak przerwa, na kawę czy herbatę - tak ok 10 min zeby kandydat miał czas przetworzyć to co usłyszał, następnie zaczynamy od pytań (jeżeli kandydat nie pytał w trakcie wstępu) a potem jest rozmowa na temat tego jak się kandydat w tym widzi, oczywiście w kontekście CV ale też planów życiowych i zawodowych. Bywa że taka rozmowa to 1,5 do 2 godzin. Chodzi mi o jedno: jeżeli kogoś zatrudniam na ważną pozycję to chciałbym aby był to ktoś zostanie na długo i będzie to właściwa osoba a po drugie jeżeli kogoś namawiam aby przyszedł do nas a kandydat ma obecnie pracę, to chcę aby wiedział na co się godzi, żeby po przyjściu za chwilę nie było rozczarowania, bo kandydat zmienił na coś czego się nie spodziewał więc stracił czas i pracę (lepsze "zło" znane niż nie znane) a zmiana pracy to zawsze duży stres, a ja straciłem czas i szybko pracownika a co najmniej jego zaangażowanie. Efekt uboczny jest taki, że niektóre procesy rekrutacyjne dość długo trwają.

  • onetimetrader

    Oceniono 7 razy 7

    Jak rzeczywiscie tak wygladaja rozmowy kwalifikacyjne w Polsce to bardzo mi was zal. Osobiscie odmawiam udzialu w rozmowie kwalifikacyjnej wylacznie z osoba z HR. Pani ktora jeszcze wczoraj pracowala w kiosku z gazetami dzis jest specjalista od HR. Jezeli ktos jest zainteresowany moim CV i chce mnie zaprosic na rozmowe bardzo chetnie sie zgodze pod warunkiem ze w rozmowie bedzie uczestniczyl moj przyszly szef. To ja jestem najlepszy i ja przynosze doswiadczenie i ekspertyze do firmy. Dlatego to firma musi sie tak sprzedac abym po rozmowie kwalifikacyjnej byl zainteresowany. To firma musi mi powiedziec jaka stawke proponuja a ja wtedy odpowiadam ze owszem, albo jestem usatysfakcjonowany albo nie. Za pytanie "czy planuje pani zajsc w ciaze" pracowniczka HR wyleciala by na zbity pysk z pracy w kazdym normalnym kraju. No ale jak na razie takie podejscie do pracownika to w PL marzenie scietej glowy .. tu gdzie mieszkam, nie podaje sie nawet daty urodzenia czy stanu cywilnego do momentu wypelnienia deklaracji podatkowej po podpisaniu angazu i pracownik ma na to miesiac. Moze za 50 lat tez w PL bedzie sie szanowalo potencjalnego kandydata na stanowisko ..

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX