O tym, jak można nabawić się urazów od klawiatury i o innych przypadkach, kiedy praca szkodzi [WYWIAD]

Dzięki niej czujemy się potrzebni, mamy w niej przyjaciół, rozwijamy się i bogacimy. Ale z medycznego punktu widzenia praca, także biurowa, może przyczyną wielu chorób. W przekornym wywiadzie, o tym, jak praca wpływa na ciało i ducha opowiada nam dwoje lekarzy - ortopeda Łukasz Nagraba i psychiatra Agnieszka Sławińska-Ceran*.

- Bartosz Sendrowicz: Praca szkodzi?

- Agnieszka Sławińska-Ceran: Może wywoływać poważne schorzenia i to na bardzo różnych płaszczyznach, a w skrajnych przypadkach, nawet praca biurowa, może być pośrednią przyczyną śmierci.

- Może zabić?

- Słyszał pan o Karoshi?

- Śmierć z przepracowania w Japonii. Przypisywałem to raczej mentalności Japończyków. Nam też grozi Karoshi?

- Pracując w biurze możemy się nabawić na przykład nadciśnienia tętniczego, choroby niedokrwiennej serca, czy zawałów. Schorzenia na tle kardiologicznym mogą prowadzić do nagłej śmierci

- Do czego jeszcze może nas doprowadzić praca w biurze?

- Na przykład do choroby wrzodowej żołądka, zespołu jelita drażliwego, wielu schorzeń stawów, otyłości, czy wad postawy. A z obszaru mojej specjalizacji bardzo groźne i niestety wcale nie rzadkie są: bezsenność, obniżenie poczucia własnej wartości, kłopoty z koncentracją i z pamięcią. Wszystko zebrane razem prowadzi do stanów depresyjnych, które niszczą nie tylko karierę, ale i odpowiadają też za rozpad więzów towarzyskich i rodzinnych.

- Te choroby - nazwijmy je biurowymi - mają jakąś konkretną przyczynę?

- Owszem, głównym winowajcą jest przewlekły stres. Jego stałe i duże stężenie ma bardzo niekorzystny wpływ na organizm. Stres pobudza układ współczulny do produkcji adrenaliny, co w krótkiej perspektywie nam pomaga. Zwiększa koncentrację, czujność, rozjaśnia myśli, pozwala pracować wydajniej. W dłuższej jednak jest zgubne.

To trochę tak, jak u drapieżnika, który musi złowić zwierzynę albo się bronić. Przez chwilę jest nieprawdopodobnie zmobilizowany, ale potem zaszywa się i odpoczywa, bo jeśli układ współczulny stale pracuje na najwyższych obrotach, zaczyna wyniszczać organizm. A na skutek przewlekłego stresu tak właśnie pracuje

- I nas spala...

- To nie jest termin medyczny, powiedziałabym, że przez ciągłą aktywację osi podwzgórzowo-przysadkowo-nadnerczowej produkującej kortyzol objawiają się różne zaburzenia. Miedzy innymi osłabieniu ulega układ odpornościowy, co sprawia, że na przykład częściej się przeziębiamy. Mogą się pojawić kłopoty ze snem i odżywianiem - jemy kompulsywnie albo zupełnie nic, przesypiamy całe dnie albo nie możemy spać w ogóle. Szukamy więc łatwych sposobów odreagowania, zapomnienia o kłopotach i sięgamy po alkohol, papierosy, różne psychostymulanty, które mogą być źródłem następnych problemów.

Mogą wystąpić zaburzenia lękowe , somatyzacyjne - ściskanie w żołądku , uczucie kołatania serca, bóle brzucha, omdlenia, które nie maja wyjaśnienia w izbie przyjęć szpitala ogólnego.

Obowiązki Obowiązki  Fot. Shutterstock

- Mam wrażenie, że pani omawia pewien schemat

- U osób podanych, stała ekspozycja na stres może wywołać zaburzenia depresyjne czy lękowe. Źródeł stresu jest klika: nadmiar obowiązków, wymagający szef, oczekiwania klientów, nieustanna presja czasu, krytyka, niezadowolenie z pensji, czy atmosfery w biurze. Od pacjentów często słyszę też, że boją się utraty pracy. Proszę zwrócić uwagę, że prawie każdy odnajdzie jeden lub kilka z tych czynników u siebie w firmie.

Jeśli nie umiemy ich okiełznać, jesteśmy na prostej drodze do stanu, który potocznie nazywamy depresją. Konkretnie wygląda to mniej więcej tak: długo nie śpimy, analizujemy w domu, rozmyślamy o kwestiach zawodowych, bo nas gryzą na długo po wyjściu z biura. Jeśli już zaśniemy sen staje się przerywany, w efekcie obniżają się nasze zdolności adaptacyjne, pojawiają się kłopoty z koncentracją i poczucie, że gorzej sobie radzimy.

Na początku jest ono subiektywne, ale z czasem faktycznie coraz gorzej wykonujemy swoje obowiązki. Zaczynamy być więc drażliwi, krytykę traktujemy bardzo osobiście, popadamy w konflikty, mamy poczucie, że nikt nas nie rozumie, nie widzimy szansy na rozwiązanie problemu. Te zaburzenia nastrojów stają się trwałe, ograniczamy więc kontakty towarzyskie, na nic nie mamy siły, rezygnujemy ze sportu, nie wykonujemy obowiązków rodzinnych.

- Sam tryb pracy ma wpływ na zdrowie?

- Ogromny! Weźmy choćby system zmianowy, część osób się przystosuje, cześć sobie nie poradzi. Taka praca prowadzi do desynchronizacji wewnętrznych rytmów biologicznych, co wpływa np. na zdolności poznawcze i ocenę sytuacji, pogarsza się koordynacja wzrokowo ruchowa. A przecież w systemie zmianowym pracują przedstawiciele bardzo ważnych zawodów - policjanci, lekarze, pielęgniarki, ich praca wiąże się z ogromną presją. Nie ma przypadku w tym, że wiele katastrof ma miejsce na nocnej zmianie, tak np. było w przypadku wybuchu w Czarnobylu.

- A z punktu widzenia ortopedy praca biurowa szkodzi?

Łukasz Nagraba: - Szkodzi bardzo, ponieważ wiąże się z siedzącym trybem pracy, który ma negatywny wpływ. Zwłaszcza na odcinek lędźwiowy i szyjny kręgosłupa. Siedzenie wpływa na nieprawidłowe, często asymetryczne napięcie mięśni prostowników grzbietu, które stabilizują naszą postawę ciała. Zresztą wysiadujemy nie tylko w pracy, ale też w samochodzie, czy na spotkaniach ze znajomymi. Spędzamy mnóstwo czasu w wymuszonej pozycji, a potem np. rano schylimy się, żeby wejść do wanny albo coś podnosimy i trach...”psują” się nam plecy.

Dysk wyskakuje...

- Nie, to potoczne pojęcie i przekonanie. To nie jest tak, że „dysk” - czyli krążek międzykręgowy - nagle nam wyskakuje. On się degeneruje, znienacka nigdzie nie wyskakuje. Zawsze jak mi pacjent mówi, że mu „dysk wyskoczył”, pytam, czy go znalazł. Bo jak nie, to ja nie mam co włożyć w jego miejsce.

Prawda jest taka, że zmiany zwyrodnieniowe krążków międzykręgowych postępują w sposób naturalny, a siedzący tryb życia je pogłębia. Głównie „zepsute” są „dyski” między czwartym a piątym kręgiem lędźwiowym i między piątym kręgiem a kością krzyżową. To dwa ostatnie „dyski” w odcinku lędźwiowym kręgosłupa. Myślę, że są one zużyte u 80 proc. czterdziestolatków.

No to dlaczego w takim razie boli?

- Jeśli chodzi o bóle dolnego odcinka kręgosłupa, przewlekłe i nagłe, to najczęściej przyczyną jest uraz mięśni prostowników grzbietu lub ich nieprawidłowe często wzmożone napięcie. Zespół bólowy odcinka l-s kręgosłupa jest wieloczynnikowy, nieprawidłowe napięcie mięśni prostowników, zmiany zwyrodnieniowe krążków międzykręgowych, brak ergonomii miejsca pracy, niewłaściwe uprawianie sportu itd.

A w jakiej kondycji są stawy pracownika biurowego

Oczywiście, gdy trwamy w wymuszonej pozycji, nasze stawy są również nieruchome, a przecież chrząstka stawowa odżywia się przede wszystkim, gdy staw prawidłowo pracuje, czyli gdy się ruszamy. Wówczas płyn stawowy obmywa chrząstkę wewnątrz stawu odżywiając ją. Kiedy siedzimy proces ten jest zaburzony.

Ponadto bardzo ważna jest biomechanika stawów. Powinniśmy dbać aby nasze stawy miały pełen zakres ruchu, żeby były stabilne. Często nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy, że działają nieodpowiednio, przez co szybciej pojawiają się zmiany zwyrodnieniowe. Ortopedia jest bardzo logiczna

Praca biurowaPraca biurowa Fot.Tomasz Wiech / Agencja Gazet

Koleżance wyskoczył ganglion na nadgarstku, ortopeda powiedział, że to skutek np. pisania na klawiaturze. Nie miałem pojęcia, że ta aktywność też bywa kontuzjogenna

- Kiedyś w nadgarstku koleżanki pojawiły się mikrourazy, a potem kolejne i tak się nakładały przez jakiś czas, bo staw był stale przeciążony. Wreszcie rozwinął się stan zapalny, który objawia się zwiększoną ilością płynu stawowego w nadgarstku i w końcu uwypuklił się ganglion. Przyczyną mogą być powtarzające się ruchy w wymuszonej pozycji, np. używanie myszki, czy właśnie pisanie na klawiaturze. Logiczne, prawda?

Bardzo! A da się temu wszystkiemu przeciwdziałać?

Oczywiście, najłatwiejszym i najprzyjemniejszym sposobem jest uprawianie sportu, ale komplementarnego, znoszącego negatywne skutki np. siedzącego trybu pracy. Niestety pracownicy biurowi często uprawiają sport modny. Bieganie, crossfit, siłownia, czy kolarstwo, w zależności na co jest akurat moda. A taki izolowany rodzaj sportu może tylko pogłębiać problemy układu kostno-stawowego i często prowadzić do nowych kontuzji. Musimy zawsze patrzeć kompleksowo.

Czyli co uprawiać?
Zdziwi się pan, ale jeśli mamy siedzący tryb pracy powinniśmy przede wszystkim uprawiać pilates, czyli ćwiczenia rozwijające mięśnie głębokie, te których nie widać a są bardzo istotne.

Jako lekarz i pracownik naukowy na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym, na co dzień bazuję na wynikach badań i proszę mi wierzyć, na całym świecie ortopedzi jako przeciwwagę dla siedzącego trybu pracy przedstawiają m.in. zajęcia typu pilates, jest mnóstwo badań udowadniających skuteczność tej metody. To doskonała profilaktyka u pacjentów z bólami kręgosłupa, czy stawów. Dzięki aktywności sportowej typu pilates mamy prawidłowo napięte prostowniki grzbietu, rozwinięte mięśnie, o których często zapominamy na siłowni.

Bardzo ważne jest też, aby się rozciągać. Ale nie tylko samemu, jeśli uprawiamy sport, od czasu do czasu warto udać się do fizjoterapeuty, który stosuje terapie manualną.
Większość osób myśli, że na rehabilitacje chodzą tylko chorzy. A to nieprawda. Fizjoterapeuta wie, jak ochronić pacjenta przed kontuzjami związanymi z rekreacyjnym uprawianiem sportu. Rehabilitację powinniśmy traktować nie tylko jako leczenie ale też jako profilaktykę lub najlepiej jako część naszego treningu.

* Oboje rozmówcy solennie zapewniają, że za swoją pracą przepadają i nie ma ona nich zgubnego wpływu. Za pomoc w realizacji materiału dziękuję portalowi Znanylekarz.pl