Pracodawca płaci, żebyś został w pracy? Nie rób tego

Zdarza się, że pracodawca chce zatrzymać odchodzącego z firmy pracownika za wszelką cenę. Podwyżka, ciekawe wyzwania, rozwój - czy takie obietnice świadczą o tym, że jesteśmy niezastąpieni, czy tak naprawdę chodzi o coś innego?

Raz na jakiś czas zmieniamy pracę. W zależności od branży i konkretnej firmy rotacja pracowników może znacznie się różnić, ale przeciętnie Polak zmienia miejsce pracy od 5 do 7 razy w życiu. Jedni odpowiedniej oferty szukają miesiącami, do innych przychodzą one same. Potem rozmowa kwalifikacyjna, kilka spotkań z nowym pracodawcą, być może zadań, i oczekiwanie na odpowiedź. Wszystko to trwać może miesiącami. Ale kiedy decyzja o zmianie pracy jest już podjęta, może pojawić się coś, co wywróci sytuację do góry nogami - kontroferta.

To propozycja wysunięta przez obecnego pracodawcę na wieść o planowanym odejściu pracownika z firmy. Zapewnia lepsze warunki współpracy po to, żeby zatrzymać nas w firmie. Pracodawcy oferują najczęściej wzrost wynagrodzenia, dodatkowe benefity, awans lub zmianę stanowiska, dodatkowe obowiązki czy udział w najciekawszych projektach. Czasami - jeśli zatrudniali kogoś na tzw. umowie śmieciowej - oferują etat.

Wywrotowa oferta

Te obietnice mogą się wydawać świetną propozycją zawodową - szansą na rozwój i możliwością wyboru. Jednak jak uważa Michał Młynarczyk, managing director z Hays Poland, kontroferta rzadko jest powodem do świętowania. - Zmiana miejsca pracy wymaga wcześniejszego psychicznego i logistycznego przygotowania, a otrzymanie kontroferty może z łatwością wybić z równowagi i pokrzyżować plany zawodowe. Decyzja o opuszczeniu dotychczasowej firmy nigdy nie jest łatwa, więc w obliczu kontroferty należy zachować jasność umysłu i dać sobie czas na rozważenie wszystkich opcji - radzi Młynarczyk.

Zmiany zawodowe często wymagają miesięcy przygotowań. Jesteśmy gotowi zmienić zarówno nasze życie zawodowe, jak i prywatne. Otrzymanie propozycji od dotychczasowego pracodawcy w ostatniej chwili to najczęściej ogromny dylemat.

Dlatego Młynarczyk doradza, żeby przede wszystkim przypomnieć sobie powody, dla których w ogóle zaczęliśmy myśleć o odejściu z firmy: - Czy związane z kontrofertą dodatkowe benefity rozwiążą problemy, które skłoniły nas do rozważań nad zmianą pracy? Jeśli powodem odejścia jest brak wyzwań na obecnym stanowisku, to wzrost wynagrodzenia nie zagwarantuje większej satysfakcji zawodowej.

Cenni czy tańsi?

Oprócz własnej motywacji do zmian, warto też zastanowić się, dlaczego pracodawca, który do tej pory nas nie doceniał, nagle oferuje lepsze warunki. Jesteśmy w firmie niezbędni? Być może. Ale gdyby tak było, szef powinien docenić to wcześniej, a nie w chwili, kiedy podjęliśmy decyzję o zmianie.

Tak naprawdę powody złożenia kontroferty mogą być inne. Szef może się bać, że znalezienie odpowiedniego zastępcy będzie kosztowne, a rekrutacja w tym okresie roku nie zmieści się w zaplanowanym budżecie. Być może wyszkolenie nowej osoby będzie trwać na tyle długo, że prowadzone projekty opóźnią się i sparaliżuje to pracę całego zespołu. Firma może też nie mieć czasu na realizację dodatkowego procesu rekrutacyjnego, albo obawiać się, że utrata pracownika i zbyt duża rotacja negatywnie wpłyną na jej wizerunek jako pracodawcy.

Zaufanie w cenie

- Kiedy zdecydowałem się odejść, szef zaproponował mi sporą podwyżkę. Pomyślałem, że skoro mam zarabiać tyle samo co u nowego pracodawcy, lepiej zostać w dotychczasowym miejscu - wspomina Łukasz, który jest programistą. Ale ostatecznie pracę i tak zmienił. - Wiedziałem, że szefowi zależało tylko, żebym dokończył projekt, który robiliśmy dla klienta. Po jego zakończeniu atmosfera w zespole psuła się z dnia na dzień i czułem się jak piąte koło u wozu. Czułem też, że straciłem zaufanie kolegów, a przede wszystkim szefa. Bo przecież chciałem odejść - tłumaczy i dodaje, że chociaż nie miał problemów ze znalezieniem nowej pracy, to przez przyjęcie kontroferty spalił za sobą mosty w dwóch firmach: tej, w której pracował i tej, której ofertę w ostatniej chwili odrzucił.

Doświadczenia Łukasza potwierdza Michał Młynarczyk. - Poinformowanie pracodawcy o chęci odejścia sprawi, że lojalność pracownika już zawsze będzie kwestionowana. Może to w przyszłości negatywnie wpłynąć na decyzję zarządu o przyznaniu awansu, ale też na atmosferę w zespole i dalszą współpracę - tłumaczy. I dodaje, że argumentów do nieprzyjmowania kontroferty dostarczają liczby. - Doświadczenie Hays pokazuje, że 80 proc. pracowników, którzy przyjęli kontrofertę, i tak odchodzi z firmy w ciągu kolejnych 6 miesięcy - podsumowuje.