20 lat temu zapowiadał, że internet zniszczy branże muzyczną. Pomylił się niewiele

Brytyjskie pismo muzyczne New Musical Express w dzień po śmierci znanego muzyka przypomniało swój wywiad z nim z 1995 roku. Prince zapowiada w nim, co jego zdaniem internet zrobi z biznesem muzycznym.

W 1995 Prince właśnie rozstawał się ze statusem supergwiazdy muzyki pop. Rok wcześniej ostatni raz w życiu był ze swoją płytą na pierwszym miejscu brytyjskiej listy przebojów. Potem jego karierę zniszczył ogromny konflikt z wytwórnią Warner Brothers, z którą miał zbyt restrykcyjny jego zdaniem kontrakt. Prince mówi w wywiadzie, że wytwórnia między innymi nie pozwala mu opublikować nowej płyty w Internecie. Po czym dodaje to zdanie:

Once the Internet is a reality the music business is finished. There won’t be any need for record companies. If i can send you my music direct, what’s the point of having a music business?

Zdaniem Prince’a „kiedy Internet stanie się rzeczywistością, biznes muzyczny będzie skończony. Wytwórnie płytowe przestaną być potrzebne. Jaki miałby być powód istnienia biznesu muzycznego w sytuacji, w której mogę przesłac ci moją muzykę bezpośrednio”.

 

Oczywiście, można uznać, że muzyk się pomylił, bo po 20 latach wytwórnie płytowe nadal istnieją. Ale jednak w pewnym sensie miał rację.

Wytwórnie płytowe nadal istnieją, ale głównie jako części składowe ogromnym konglomeratów zajmujących się telewizją, kinem i generalnie rozrywką. Biznes polegają na wydawaniu płyt faktycznie podupadł na tyle, że samodzielnie te firmy zapewne nie byłyby już w stanie przetrwać.

Biznes muzyczny zmienił się diametralnie. Dziś artyści, aby zarabiać tyle co kiedyś muszą prawie nieustannie koncertować. Przychody z biletów wstępu stały się ważniejsze od przychodów ze sprzedaży płyt, bo ta sprzedaż znacznie spadła. Efektem ubocznym jest wielki rozkwit wszelkiego rodzaju festiwali muzycznych, które co roku ściągają wszystkich największych. Mało kogo stać dziś na to, żeby koncertów nie grać. W czerwcu na Glastonbury pierwszy raz zagra dzisiejsza gwiazda numer jeden w świecie muzyki - sama Adele.

Nie byłoby tego, gdyby dalej można było zarabiać tak jak kiedyś na płytach. A nie da się na nich już tyle zarobić, bo jest Internet, a w nim cała masa możliwości, aby zdobyć upragnioną płytę nielegalnie i za darmo. Piractwo bezpowrotnie zabrało sporą część przychodów ze sprzedaży płyt, a panaceum na problem znaleziono dopiero w postaci legalnych serwisów streamingowych. Ale dochody ze streamingu są jednak znacznie mniejsze niż kiedyś ze sprzedaży płyt.

Internet to także coraz większe możliwości samodzielnego docierania do widowni. Dokładnie właśnie o tym mówił Prince 20 lat temu. Po co młodym muzykom wytwórnie, skoro dziś mogą dotrzeć do fanów poprzez social media,swoje teledyski nakręcone telefonami wrzucić na youtube, a do tego dostać się na jeden z wielu festiwali i zagrać na nim przed tysiącami ludzi.

Dziś coraz częściej spotyka model kariery muzycznej wygląda tak, że artysta najpierw samodzielnie zdobywa popularność, a dopiero potem zgłasza się do niego wytwórnia i proponuje mu dystrybucję jego płyt.

Czy więc Prince naprawdę się w 1995 pomylił? Jeśli tak, to bardzo nieznacznie.

Swoją drogą to niesamowite, że chciał sam wydać płytę przez internet już wtedy. Radiohead zrobili to dopiero w 2007. Ostatnio największe gwiazdy robią to coraz częściej. Dziś w nocy, bez wcześniejszych zapowiedzi i bez żadnej kampanii reklamowej swoją nową płytę wydała w internecie Beyonce. W czasach LTE, smartfonów z aplikacjami do odtwarzania muzyki i streamingu online staje się to czymś zwyczajnym.

Ale w 1995 do Internetu jeszcze trzeba było się wdzwaniać przez telefon stacjonarny. Ewidentnie Prince wizjonerem był nie tylko muzycznym.

Więcej o: