Co po Brexicie? Trzeba wybrać mniejsze zło, zacisnąć zęby i wejść do strefy euro

Rafał Hirsch
Decyzja Brytyjczyków jest tak jasna i wyraźna, że trudno sobie wyobrazić, aby teraz ktoś ją podważał. Nadchodzi więc okres, w którym Unia Europejska będzie się zmieniać znacznie bardziej i szybciej niż dotychczas. Od tego jak się w tym procesie ustawimy będzie zależeć, czy stracimy mniej czy więcej.

Po pierwsze bardzo ważne jest to, że rynek finansowy na świecie dobrze znosi Brexit. Dobrze, czyli generalnie działa. Notowania prawie wszystkiego poleciały bardzo mocno w dół, ale rynek działa. To bardzo ważne, bo w 2008 po Lehman Brothers rynek w ogóle nie działał, zrobił tango down. Konsekwencje tego były i są do dzisiaj znacznie poważniejsze, niż konsekwencje bardzo dużych spadków, które będzie można odrobić w ciągu dni czy tygodni.

TraderTrader RUSSELL BOYCE / REUTERS / REUTERS

Nawet jeśli to co widzimy teraz wygląda jak krach. Bo jeśli funt kosztuje tyle, ile ostatnio kosztował za Margaret Thatcher, giełda w Hiszpanii spada o 16 procent, a w Warszawie na otwarciu zawieszonych jest 19 spółek z 20 wchodzących w skład WIG20 to faktycznie jest to krach. Ale to szybko minie.

Ważniejszy jest powód tej rynkowej paniki. Nie jest nim Brexit sam w sobie, tylko obawa o to, że Brexit może być początkiem rozpadu całej Unii Europejskiej. Rynek panikuje, bo nie wie, co będzie za parę lat, a zwłaszcza nie wie co będzie po Unii, jeśli ta się faktycznie rozpadnie. Możemy mieć tylko recesję związaną z przywróceniem ceł i ograniczeniami w handlu. Ale mogą dziać się też rzeczy gorsze. Nie wiadomo.

Dlatego wraz z upływem kolejnych godzin nerwowa reakcja rynków finansowych będzie coraz mniej istotna, a coraz ważniejsze będzie to, co teraz z tym zrobią politycy. Kluczowa może być niedziela, kiedy w Berlinie mają spotkać się przedstawiciele sześciu państw - założycieli Unii (Europa dwóch prędkości zrobiła się nagle sama, prawda?), a w Hiszpanii będą wybory parlamentarne - ich wynik na pewno częściowo będzie pod wpływem wieści z Londynu. Zobaczymy, czy duży naród europejski w obliczu ryzyka rozpadu Unii skręca bardziej w stronę dotychczasowych dużych partii prounijnych, czy jednak w stronę nowych idei i nowych pomysłów.

Donald TuskDonald Tusk FRANCOIS LENOIR / REUTERS / REUTERS

Dziś niemiecki minister finansów Wolfgang Schaeuble mówi, że Unia pozostanie zjednoczona, a Donald Tusk mówi, że Europa ma przygotowany scenariusz na Brexit. Ale z drugiej strony Alain Juppe z Francji mówi, że trzeba natychmiast wstrzymać proces rozszerzania Unii (przykro nam, Serbio). A kilka dni temu jeden z francuskich ministrów mówił, że strefa euro powinna mieć swój własny rząd i parlament.

Niewątpliwie Francuzi będą chcieli teraz szybszej i głębsze integracji, ale tylko w strefie euro i bardzo widocznego podziału właśnie na tę strefę i resztę Unii. Nie wiadomo, co zrobią z tym Niemcy. Ale faktycznie teraz może być moment, aby przestraszone Brexitem europejskie narody przekonać do szybszej integracji. Zwłaszcza, że z drugiej strony do wyboru jest triumfująca Marine Le Pen. Akurat teraz to się może udać i pewnie to miał dziś rano na myśli Wolfgang Schaeuble mówiąc, że z Brexitu trzeba wyciągnąć maximum korzyści.

Jeśli pójdzie to w tę stronę, to moim zdaniem Polska powinna jak najszybciej zmienić stanowisko i jednak rozważyć, czy teraz rozwiązaniem lepszym nie byłoby wejście do strefy euro. Zawsze uważałem, że to zły pomysł i nadal uważam, że państwo powinno mieć swoją własną walutę, którą samodzielnie kontroluje i swoje własne stopy procentowe. 

Długoterminowy sens Brexitu może jednak polegać na tym, że dalsze trwanie poza strefą euro może okazać się wyjściem gorszym, a wejście do euro będzie wyjściem mniej złym. 

O głębokich przemianach naszego świata, polityce Wielkiej Brytanii i przyszłości Europy przeczytaj też w tych książkach >>

Brexit już pewny. Brytyjczycy zdecydowali: 51,9 proc. za wyjściem z UE: