Jak poznać na co ludzie wydają pieniądze z 500 plus. Krótki poradnik

Rafał Hirsch
Każdy, kto choćby pobieżnie śledzi polskie media musiał w ostatnich tygodniach dojść do wniosku, że rośnie sprzedaż absolutnie wszystkiego z powodu programu 500 plus. Mam z tym spory problem.

Jako szczęśliwi rodzice dwojga dzieci moja żona i ja również mamy zaszczyt otrzymywać co miesiąc od rządu 500 złotych. Nie prowadzimy żadnej działalności inwestycyjnej ani oszczędnościowej, więc przyjmuje za pewnik, że te pieniądze wydajemy. Niestety nie wiem na co. Co gorsze nie wiem jak to rozpoznać. A inni wiedzą, że na przykład Polacy wydają 500 plus na telewizory.

Mam problem bo za tydzień muszę zrobić przegląd samochodu. Takie państwowe badanie techniczne kończące się pieczątką w dowodzie rejestracyjnym. Kosztuje to 100 złotych. No i teraz czy ta stówka to będzie z 500 plus, czy nie? Bo przez zbieg okoliczności to będzie tuż po tym jak dostanę od państwa kolejny przelew, bo one przychodzą pod koniec miesiąca. A przegląd muszę zrobić do 3 sierpnia.

Jest taka metoda FIFO. Czyli first in, first out. Stosują ją księgowi, kiedy muszą wiedzieć czy jeśli firma sprzedała w sklepie na przykład kilo jabłek za 3 złote, to były to jabłka kupione 3 miesiące temu za 2,50 PLN, czy te kupione miesiąc temu za 2,60 PLN. Bo od tego zależy jaki zysk się z tego zaksięguje. Przy FIFO najpierw wychodzi z magazynu to, co weszło do niego na początku.

Jest też metoda LIFO, czyli last in, first out. Tutaj pierwsze z magazynu wychodzi to, co do niego weszło ostatnio, na samym końcu. Tak księgują na przykład rafinerie.

To może ja też powinienem tak robić. Jeśli 500 plus dostaję już po wypłacie, to stosując LIFO kasa od państwa idzie na te rzeczy, które kupuje na samym początku, tuż po otrzymaniu przelewu. A jak FIFO, to dopiero na samym końcu, po wydaniu całej wypłaty z pracy, bo dostałem ją wcześniej. Czyli przegląd zrobię za pieniądze z 500 plus tylko według metody LIFO.

ZOBACZ TEŻ: Ministerstwo Finansów zachęca obywateli - pożyczcie Polsce pieniądze z 500 plus

Ale najbardziej męczy mnie to, że doniesienia o tym, że przez 500 plus rośnie sprzedaż absolutnie wszystkiego często łączone są z ocenami natury moralnej. Na przykład to źle, że rośnie sprzedaż samochodów, bo to miały być pieniądze na dzieci (pomijam fakt, że samochód może służyć wożeniu dzieci właśnie). Albo, że jak na telewizory to bez sensu, a na pieluszki to z sensem. Takie oceny są ryzykowne, zwłaszcza, że opierają się na błędnym założeniu o tym, że wiemy na co ludzie wydają 500 plus. Tak naprawdę nie możemy tego wiedzieć, bo rzeczywistość jest skomplikowana.

Ktoś może dołożyć rządowe pięć stówek do samochodu, ktoś inny może za te pieniądze kupić wiele innych potrzebnych rzeczy, a w związku z tym, że generalnie ma wyższy dochód może łatwiej kupić samochód. Jeszcze ktoś inny mając wyższy dochód może poczuć się na tyle optymistycznie, że weźmie kredyt i samochód kupi za pieniądze z banku. W każdym przypadku 500 plus odgrywa jakąś rolę, ale nie w każdym są to konkretnie te pieniądze i z pewnością nie jest to wydatek zrobiony kosztem innego wydatku (na zasadzie – kupili samochód, nie kupią pieluszek). Takie myślenie jest bez sensu.

W związku z tym nie ma sensu tropienie na co ludzie wydają 500 plus. Tym bardziej, że ludzie po prostu sami tego nie wiedzą. Te pieniądze nie są znaczone, nie są trzymane na innym koncie, czy w innej kieszeni. Po prostu nie da się powiedzieć na co ludzie wydają swoje 500 plus, bo oni wydają pieniądze, które są dokładnie takie same, niezależnie od tego skąd je wzięli.

Możemy oczywiście sobie wszystko uprościć i uśrednić. Czyli jeśli dostaje od państwa 500 złotych na miesiąc i kupuje w ciągu tego miesiąca 500 różnych rzeczy (nieważne ile kosztują), to na każdą z tych rzeczy wydałem średnio 1 PLN od państwa. I wtedy rzeczywiście potwierdzają się doniesienia medialne, że Polacy swoje 500 plus wydają absolutnie na wszystko. Faktycznie – ta metoda nie zna ograniczeń. Jeśli w miesiącu kupiliśmy 1000 różnych rzeczy, to na każdą poszło 50 groszy od rządu. A jak 10 tysięcy różnych rzeczy – to 5 groszy na każdą. I tak dalej i tak dalej. Ale to tylko sztuczne uproszczenie.

Oczywiście ruch w gospodarce robi się większy, bo faktycznie możemy wydać i wydajemy więcej pieniędzy – o to w tym programie chodzi. Ale tego na co wydajemy akurat te od rządu zmierzyć się po prostu nie da. A już ponad wszelką wątpliwość nie da się powiedzieć tego, czego ludzie nie kupują dlatego, że kupili coś innego. 

Więcej o: