Jak działa biznesowy silnik Biedronki? Największy polski sklep od zaplecza

W Polsce jest blisko 2700 sklepów Biedronki, a każdy z nich codziennie ma ponad 40 tysięcy złotych przychodu. Ale kluczowy dla biznesu Biedronki jest układ z dostawcami

Ponad 10 miliardów złotych obrotu

Biedronka w drugim kwartale miała prawie 2,4 mld euro przychodu. Czyli 10 i pół miliarda złotych. Aż o 10,2 procent więcej niż rok temu. Dzieląc to na 2693 sklepów i na 91 dni drugiego kwartału wychodzi nam średnio ponad 40 tysięcy złotych obrotu w każdym sklepie, każdego dnia. Sprzedaż rośnie bo Polacy mają coraz więcej pieniędzy (kłania się wzrost dochodów wywołany programem 500 plus). Właściciel Biedronki – portugalskie Jeronimo Martins w swoim raporcie wspomina o tym aż dwa razy

Biedronka zawdzięcza wzrost obrotów większym dochodom PolakówBiedronka zawdzięcza wzrost obrotów większym dochodom Polaków źródło: Jeronimo Martins

Zysk operacyjny Biedronki (tzw zysk EBITDA) w drugim kwartale sięgnął 176,3 mln EUR. Tak zwana marża EBITDA to 7,4 procent. Na pierwszy rzut oka to mało efektowne, ale jak na branże detaliczną to sporo. Dla porównania: Orlen w swojej części detalicznej (stacje benzynowe) miał w ostatnim kwartale marżę detaliczną na poziomie 5,8 procent.

Biznes niskomarżowy

Od zysku operacyjnego trzeba odliczyć koszty kredytów i podatki i wychodzi zysk netto. Jeronimo Martins nie podaje go w rozbiciu na poszczególne marki. Dla całej portugalskiej grupy ten zysk to 99 mln EUR. Tutaj marża netto to zaledwie 2,8 procent.

Biedronka to aż dwie trzecie całej sprzedaży i 84 procent całego zysku operacyjnego grupy Jeronimo Martins, można więc przypuszczać, że także na poziomie zysku netto ogromna jego większość jest wypracowywana w Polsce. Zapewne także pod względem marży netto Biedronka nie różni się od reszty grupy.

Czyli jest to biznes, w którym ze stu złotych zapłaconych przez klienta przy kasie na końcu w firmie zostaje ledwie 2,80 PLN. To jest cecha charakterystyczna całego handlu detalicznego. Tu pieniądze zarabia się maksymalizując obrót. Marży nie da się zwiększyć, bo jest zbyt duża konkurencja. Skoro więc marża musi być mała, to aby dużo zarobić, trzeba ją pobierać jak najczęściej. Stąd nacisk na obrót.

Rotacja kapitału, czyli sedno sprawy

W takiej sytuacji kluczowe jest to, co widzimy na tym fragmencie sprawozdania Biedronki

Sedno biznesu Biedronki: czas rotacji zapasów i zobowiązańSedno biznesu Biedronki: czas rotacji zapasów i zobowiązań źródło: Jeronimo Martins

To tak zwana rotacja kapitału obrotowego, czyli samo sedno biznesu detalicznego. Widzimy, że rotacja zapasów (inventories) w Jeronimo Martins to 17 dni. Czyli czas, który upływa od momentu przyjęcia towaru od dostawcy do momentu sprzedania go przy kasie klientowi to średnio 17 dni. Niżej widać rotację zobowiązań wobec dostawców (suppliers). Wynosi 58 dni. To czas, który mija od momentu, w którym Jeronimo kupuje towar od dostawcy do momentu w którym mu za ten towar faktycznie zapłaci.

Czyli mamy sytuację, w której dzisiaj, czyli 28 lipca sklep dostaje towar od dostawcy. Na przykład paletę wody mineralnej. Sprzeda ją i zainkasuje pieniądze od klientów do 14 sierpnia (17 dni od dzisiaj). Ale dostawca pieniądze za paletę wody dostanie dopiero 24 września (58 dni od dzisiaj).

Co się dzieje między 14 sierpnia, a 24 września? Jeronimo dysponuje tą gotówką i może ją przeznaczyć na kolejne zakupy kolejnych towarów. Czyli zatowarowuje sobie sklepy za pieniądze dostawców. Co więcej, zanim zapłaci dostawcy może tak zrobić dwa razy (towar schodzi w 17 dni. 17 dni razy dwa to 34 dni, a dostawcy płacimy dopiero po 58 dniach). Tak działa ta branża.  

Dostawcom i tak się opłaca

Dla sieci detalicznych to jak długo mogą trzymać u siebie pieniądze należne dostawcom jest kluczowym parametrem biznesu. A ten czas zależy oczywiście od tego na ile dostawca się zgodzi. Nikt przecież żadnego partnera Biedronki nie zmusza siłą do tego, żeby czekać na kasę 2 miesiące. Oni się na to godzą. Po pierwsze Biedronka jest na tyle dużą siecią, że dzięki niej można sprzedawać naprawdę dużo. Czyli czekają wprawdzie 2 miesiące, ale na całkiem niezłe pieniądze. Po drugie jest kwestia wiarygodności. Lider rynku może dyktować trudne warunki współpracy, ale na końcu zapłaci. To lepsze rozwiązanie niż sieć mniejsza i mniej wiarygodna, która deklaruje, że zapłaci po miesiącu, ale potem raz płaci a raz nie płaci.

Sieci, które siłę wynikającą z liczby klientów i wielkości sprzedaży potrafią przełożyć na korzystną dla siebie formę rozliczeń z dostawcami wygrywają. Pozostałe – niekoniecznie, co w tym roku pokazał Marcpol.

Jeronimo Martins w tym roku zainwestował w Biedronkę 77 mln EUR. W całym roku ma zamiar tu wydać od 250 do 290 mln EUR. Będą kolejne sklepy Biedronki, w których swoje towary będą chciały sprzedawać tłumy dostawców. Nie wszyscy się na te półki dostaną. Ci, którzy to osiągną będą czekać na kasę za towar 2 miesiące, ale i tak będzie to dla nich dobry biznes.