Irańska rewolucja na polskich stacjach benzynowych

Rafał Hirsch
W Gdańsku właśnie kończy się odbiór 2 milionów baryłek ropy naftowej z Iranu. To wielkość wystarczająca do jednorazowego zatankowania do pełna ponad 3 milionów samochodów osobowych. Polskie rafinerie zaczęły kupować ropę zupełnie inaczej, niż robiły to jeszcze kilka lat temu.

Lotos się chwali i ma ku temu powody. Tankowiec z ropą z Iranu jest zarówno malowniczy, jak i opłacalny. 

Dostawa do Gdańska jest na tyle duża, że nie dało jej się tu dotrzeć na jednym tankowcu. Cieśniny prowadzące z Morza Północnego na Bałtyk są zbyt płytkie, więc jeden duży tankowiec wypełniony ropą zahaczyłby o dno. Konieczny był przeładunek części towaru na drugi statek. 

Wszystko to cieszy, ale z drugiej strony jest też dowodem na to, jak bardzo zmienił się rynek ropy naftowej w ostatnich latach.

Zmiany w polskich rafineriach

Podstawą biznesu polskich rafinerii nadal jest ropa Ural, która płynie do nas rurociągiem Przyjaźń. Do niedawna jakiekolwiek inne zakupy ropy na świecie były znacznie droższe. Kartel OPEC trzymał ceny baryłki powyżej 100 dolarów. Między producentami a rafineriami w wygodnym miejscu zasiadali pośrednicy pobierający swoje marże. To, że rosyjski Ural jest o kilka dolarów na baryłce tańszy od ropy Brent powodowało, że rosyjska oferta była bezkonkurencyjna cenowo. 

W dodatku polskie rafinerie były technologicznie tak skonstruowane, aby przerabiać właśnie ropę rosyjską. Z innymi gatunkami mogłyby mieć problem. 

W ostatnich latach zarówno Orlen w Płocku jak i Lotos w Gdańsku przeprowadziły kolosalne zmiany technologiczne. Był to proces tak kosztowny, że obydwie firmy przez parę lat były zadłużone po uszy. Ale dziś dzięki temu mogą spokojnie przerabiać ropę chociażby i z Iranu. Rura z Rosji nadal oczywiście jest czynna, ale możemy też rozglądać się po innych rynkach, które wyglądają coraz ciekawiej.

Efekt rozpadu OPEC

Kluczowe dla tego jak dziś wygląda rynek jest to, że 2 lata temu praktycznie rozpadł się OPEC. Rewolucja łupkowa w USA spowodowała, że najważniejsza w OPEC Arabia Saudyjska zamiast ograniczać produkcję i trzymać cenę wysoko, postanowiła ograć amerykańskiego konkurenta zbijając cenę jak najniżej.

Do tej gry musieli się włączyć wszyscy pozostali producenci, w tym także Rosjanie. Do tego rok temu po wieloletniej przerwie na rynek wrócił Iran, który natychmiast zaczął konkurować i z Arabią, i z Rosjanami na wszystkich rynkach, gdzie to tylko możliwe. W efekcie na początku tego roku ropa była po 30 dolarów za baryłkę. 

Koniec z pośrednikami

Efektem ubocznym wojny cenowej producentów jest wypychanie z rynku pośredników. Mercuria - do niedawna główny partner polskich rafinerii - właśnie wysyła z Gdańska do Azji rosyjską ropę, którą kupiła aby sprzedać ją Lotosowi. Lotos jej nie chce, bo kupił ropę z Iranu, więc Mercuria musiała znaleźć innych nabywców. Do Azji swój towar wyśle tym samym tankowcem, który przywiózł nam ropę z Iranu. Tankowce dzisiaj bardzo rzadko płyną puste. Dla nas ważne jest to, że kiedy kupujemy ropę od producenta, a nie od pośrednika, to cena jest troszeczkę niższa. 

Rosja też walczy o rynek

Co na to wszystko Rosja? Po pierwsze Łukoil, Gazprom i Rosnieft chcą kupić złoża w Iranie. A po drugie rząd w Moskwie właśnie obniża swoim firmom cła eksportowe. Od września spadną o 11 procent. Dzięki temu będą mogły obniżyć cenę swoim odbiorcom w Europie i skuteczniej walczyć z konkurencją z Iranu czy też Arabii Saudyjskiej. Bo nikt nie ma zamiaru w tej grze tracić rynku.

Notowania ropy BrentNotowania ropy Brent źródło: investing.com

Baryłka ropy Brent kosztuje dziś na rynku niecałe 50 dolarów. Nie tanieje już tak szybko jak rok temu, ale też nie może poważniej podrożeć, bo jak tylko cena podskoczy wyżej, to na rynek wracają Amerykanie ze swoją ropą z łupków. Dodatkowa podaż powoduje, że cena ponownie zaczyna opadać. To właśnie obecność Amerykanów powoduje, że krajom OPEC i Rosji tak trudno zawrzeć porozumienie i przestać ze sobą walczyć. I Saudowie, i Rosjanie koniecznie chcą utrzymać swój udział w rynku, nawet jeśli ceny spadają. Iran chce ten udział sobie odbudować po latach nieobecności. My na tym korzystamy.

Być może kiedyś OPEC się odrodzi i konkurencja zniknie, ale na razie patrząc na swój samochód wiedz, że patrzysz na coś, o co właśnie teraz walczą największe naftowe potęgi świata. A jak poważna to walka widać w gdańskim Naftoporcie.