50 lat temu The Beatles przestali bronić funta, a ten bez nich wytrzymał tylko parę miesięcy

Rafał Hirsch
Pół wieku temu, w 1966 John Lennon złamał karierę Beatlesów w USA mówiąc, że są popularniejsi od Jezusa. Ta wypowiedź uruchomiła łańcuch wydarzeń, który doprowadził w kilkanaście miesięcy do dewaluacji funta i sporych problemów brytyjskiej gospodarki.

Jeśli ktoś bardzo chce może ten łańcuch powiązanych ze sobą wydarzeń ciągnąć dalej i próbować bronić tezy, że dzięki The Beatles Wielka Brytania weszła do Unii Europejskiej. Ale to już bardziej naciągana historia. Ta z dewaluacją broni się znacznie lepiej. Na tyle dobrze, że wspomina o niej nawet Międzynarodowy Fundusz Walutowy

Koncert w USA, czyli eksport 

29 sierpnia 1966, Candlestick Park, San Francisco The Beatles dają ostatni wspólny koncert w historii, na który można było wejść kupując bilet. Potem w 1969 grają razem jeszcze raz na dachu budynku swojej wytwórni w Londynie, ale bez biletów. Wejść mogą tylko ci nieliczni, którzy znają drogę na dach.

Te bilety są tu bardzo ważne. The Beatles koncertowali w USA w 1964, 1965 i 1966. Mieli też trasy po Japonii i Europie. Zespół był u szczytu sławy, więc wpływy ze sprzedaży biletów były ogromne. Co ważne dla brytyjskiej gospodarki, były to wpływy w walutach obcych. To, co robili The Beatles, z punktu widzenia gospodarki było po prostu eksportem usług.

Za co te ordery?

Fani Beatlesów znają historię o tym, jak członkowie grupy palili marihuanę w toalecie podczas wizyty u królowej brytyjskiej, która im wręczała ordery. Członkowie zespołu potem zaprzeczali, ale legenda pozostała jako bardzo rockandrollowa. Ale ciekawsze było, za co te ordery dostali. Nie za to, że ładnie grali. Odznaczenie przyznano za zasługi dla brytyjskiego eksportu.

The Beatles dostali ordery za wkład do brytyjskiego eksportuThe Beatles dostali ordery za wkład do brytyjskiego eksportu źródło: Aldag, Austin '15 (2015) 'Can't Buy Our Love: Prime Minister Harold Wilson and His Attempts to Woo The Beatles,' Res Publica - Journal of Undergraduate Research: Vol. 20

W latach 60. obowiązywał jeszcze system sztywnych kursów walutowych, ustalony w 1944 roku w Bretton Woods. Dolar był wymienialny na złoto, a waluty innych krajów trzymały stały kurs wobec dolara. Aby było to możliwe, państwa musiały mieć eksport w miarę zrównoważony z importem. Wielka Brytania miała z tym problem: więcej importowała, eksport wyglądał słabo. Taka sytuacja oznaczała, że kraj potrzebował więcej obcych walut, aby zapłacić za import (bo z eksportu miał za mało). To z kolei oznaczało, że funt miał skłonność do tracenia na wartości, bo dolary i inne waluty kupowano za funty, które sprzedawano.

180 tysięcy dolarów za koncert

I tu wchodzą Beatlesi oraz drogie bilety na ich koncerty. Strumień dolarów, jenów i niemieckich marek, który firma pod nazwą The Beatles po powrocie do domu zamieniała na funty, pomagając w obronie kursu brytyjskiej waluty. Za ostatni koncert w San Francisco The Beatles dostali 90 tysięcy dolarów plus 65 procent ze sprzedaży biletów, które kosztowały 4,50–6,50 USD. Sprzedano ich 25 tysięcy. Za ten jeden koncert The Beatles dostali więc 180 tysiący dolarów. 

W USA zagrali 29 koncertów w 1964 roku, kolejnych 10 w 1965 i 17 w 1966. Razem 56 koncertów. Do tego kilka wieczorów w Kanadzie, Niemczech, Japonii i na Filipinach.

Łącznie około 70 koncertów. Licząc przykładowo po 200 tysięcy dolarów za koncert (25 tysięcy ludzi w San Francisco to nie była duża publiczność, jak na standardy The Beatles, ale w 1964 mogli mieć niższe stawki za koncert) wychodzi 14 milionów dolarów. Do tego dochodzą, oczywiście, wpływy ze sprzedaży płyt i pamiątek.  

The Beatles i dewaluacja funta

W roku 1966 The Beatles kończą działalność koncertową, bo są zmęczeni i zniechęceni chociażby tym, że grając na środku stadionu baseballowego, z trudem dostrzegają publiczność na trybunach. Z drugiej strony tej publiczności jest coraz mniej (efekt skandalu po porównaniu do Jezusa). Postanawiają więc skupić się na nagrywaniu płyt w studiu, co dla świata muzyki jest korzystne. Ale dla bilansu płatniczego Wielkiej Brytanii korzystne już nie jest. Znika strumień dolarów za bilety. Nie ma czym go zastąpić.

Już rok później, w 1967, Wielka Brytania się poddaje i dewaluuje funta. Jego kurs spada do 2,40 USD z 2,80 USD. W kraju, który wciąż pamięta, że 50 lat wcześniej był największym światowym imperium, jest to odbierane jako hańba. Co gorsze, Wielka Brytania w latach 1967 i 1969 jest zmuszona prosić Międzynarodowy Fundusz Walutowy o pożyczki stabilizacyjne. W 1967 zgłasza się także do EWG - prośba ta zostaje zablokowana przez Francuzów, podobnie jak wcześniejsza próba w 1961. To wszystko w rok po tym, jak Beatlesi zakręcili kran z dolarami. Oczywiście, były też inne przyczyny problemów, na skalę brytyjskiego deficytu wpływali nie tylko Beatlesi.

Dziś wszystko jest inaczej 

W 1969 roku The Beatles nagrywają swoją ostatnią płytę. W 1970 ogłaszają koniec wspólnej działalności. W 1971 prezydent USA Richard Nixon wyrzuca ustalenia z Bretton Woods na śmietnik i „odpina” dolara od złota. W 1972 na świecie zostają wprowadzone płynne kursy walutowe, które dziś są już oczywistością. W 1973 Wielka Brytania w końcu wstępuje do EWG, czyli dzisiejszej Unii Europejskiej.

Dziś Wielka Brytania wciąż ma drugi największy na świecie (po amerykańskim) deficyt handlowy. Nie ma on jednak tak dużego przełożenia na kurs funta jak 50 lat temu, bo o kursach decyduje spekulacja na rynkach finansowych. Nie ma zresztą ustawionych na sztywno zobowiązań dotyczących kursów walutowych, więc nie jest to aż tak istotne.

Muzyka rozrywkowa nadal jest ogromnym biznesem, ale jej wpływ na wskaźniki makroekonomiczne państw nie istnieje. Drudzy The Beatles nigdy nie powstali.

Więcej o: