Awans Morawieckiego, czyli jeszcze więcej polityki w gospodarce

Rafał Hirsch
Przejęcie przez wicepremiera Morawieckiego resortu finansów oznacza, że teraz już nie będzie miał on wyjścia i będzie musiał pokazać efekty swojego planu rozwoju. Możemy się spodziewać więcej inwestycji państwowych za pieniądze ze znacjonalizowanych banków i więcej polityki w gospodarce. Inwestycje prywatne od tego raczej nie wzrosną.

Wicepremier Morawiecki w przeszłości

Muszę przyznać, że miałem spory problem, żeby napisać, co myślę o objęciu przez wicepremiera Morawieckiego ministerstwa finansów. To dlatego, że od pewnego czasu w ogóle o nim nie myślę i niezbyt uważnie go słucham.

W pewnym momencie wicepremier Morawiecki został dla mnie człowiekiem od gospodarskich wizyt w zakładach pracy. A to odwiedzi fabrykę mebli i powie, że meble są ważne dla gospodarki, a to pojedzie to stoczni i powie, że stocznie są ważne dla gospodarki, potem spotka się ze start-upami i powie, że start-upy są ważne dla gospodarki i tak dalej.

ZOBACZ TEŻ: Odwołają ministra finansów, bo przeszkadza wicepremierowi? Jeśli tak, to na pewno nie będzie to dobra zmiana

Nie traktowałem ostatnio wicepremiera Morawieckiego serio, bo nie jestem w stanie serio traktować kogoś, kto mówi publicznie, że wyprzedaliśmy za granicę większość polskiego przemysłu a środki pozyskane z prywatyzacji nie zostały zainwestowane w gospodarkę dla jej unowocześnienia. Polska gospodarka rozwija się od 1991 bez recesji. Dłużej od nas recesji nie widzieli tylko w Australii. Każdy kto mówi o gospodarce III RP w kategoriach porażki gospodarczej jest moim zdaniem niepoważny albo niewyposażony w wiedzę. A jeśli to mówi były prezes dużego banku w Polsce, to ja absolutnie nie wierzę w to, że on wierzy w to, co mówi.

Wicepremier ma też oczywiście swój plan, a za kilka tygodni ma mieć nawet strategię. Kiedyś Jerzy Hausner był wicepremierem i ministrem w paru ministerstwach jednocześnie i miał Plan. Pamiętacie? Nie pamiętacie? No właśnie. Strategię jeszcze wcześniej miał wicepremier Kołodko. Pomijam pytanie, czy pamiętacie. Najwyraźniej z grubsza co 10 lat wicepremier od gospodarki musi mieć plan albo strategię. Tak naprawdę jednak Mateusz Morawiecki przez ten blisko rok moim zdaniem nie zrobił ani nic ciekawego, ani nic ważnego.

Może to dlatego, że nie był ministrem finansów. Teraz już więc nic nie stoi na przeszkodzie, abyśmy zobaczyli, na co wicepremiera stać.

Wicepremier Morawiecki w przyszłości 

Głównym celem planu Morawieckiego jest zwiększenie poziomu inwestycji w polskiej gospodarce. Niestety odkąd plan został zaprezentowany, inwestycje w Polsce nieustannie spadają. Oczywiście nie przez wicepremiera Morawieckiego i jego plan.

Inwestycje spadają, bo firmy boją się inwestować pieniądze własne, a samorządy boją się inwestować pieniądze unijne. Boją się, bo od kilku miesięcy sytuacja jest wysoce niestabilna. Mamy Brexit, Unia Europejska trzeszczy, w Polsce trzeszczy trójpodział władzy, a państwo prawne jest bardzo poważnie zagrożone przez rządzącą partię. Do tego mamy fatalny styl pracy nad ustawami. Wersji podatku od marketów było co najmniej kilka i nikt przez kilka miesięcy nie wiedział, jak to się skończy, nadal nie wiadomo, czy będzie ustawa o przewalutowaniu kredytów frankowych, czy nie będzie. Idą jakieś poważne zmiany w podatkach, ale nie wiadomo jakie, a kraj zalała fala #misiewiczów. W takich warunkach po prostu się nie inwestuje i żaden plan ani strategia tego nie zmienią. Aby to zmienić minister Morawiecki musiałby zapewnić państwu elementarną stabilność, a to już niestety nie zależy od niego.

ZOBACZ TEŻ: Paweł Szałamacha odwołany, resort finansów dla ministra rozwoju. Premier ogłosiła zmiany w rządzie

Podejrzewam, że wicepremier Morawiecki wie, że inwestycje prywatne nie ruszą, dlatego zamierza się ratować rozkręcaniem inwestycji publicznych. Aby dało to zauważalny efekt, skala tych inwestycji musi być duża, więc Mateusz Morawiecki zostanie takim trochę nowym Gierkiem, który industrializował. Teraz będziemy reindustrializować ręką państwa i za pomocą finansowania ze świeżo znacjonalizowanych banków. To się da zrobić. Niestety, w długim terminie może to oznaczać zmianę charakteru polskiej gospodarki na zdecydowanie mniej wolnorynkowy. Taki, w którym decyzje o przeznaczaniu miliardów złotych na taki czy inny projekt podejmuje jakiś umotywowany politycznie komitet centralny. Ale o tym przekonamy się znacznie później.

Wcześniej natomiast bardzo mnie ciekawi, co się stanie z projektem uszczelniania podatku VAT. Wydaje się, że minister Szałamacha był w tym temacie już dość zaawansowany i miał za sobą pierwsze sukcesy.

Ciekawe, czy po zmianach personalnych tych sukcesów będzie więcej, czy jednak ze względu na bałagan towarzyszący każdej zmianie szefa wszystko się rozejdzie na boki ku wielkiej radości karuzel vatowskich.

Plus zamiany ministra Szałamachy na ministra Morawieckiego jest taki, że według niektórych pogłosek Paweł Szałamacha może zostać nowym szefem Komisji Nadzoru Finansowego. To byłoby akurat dobre, bo po pierwsze sam były minister finansów ma do tego kwalifikacje, a po drugie dzięki temu szefem KNF (a to niezwykle ważny urząd) nie zostanie nikt inny, bez takich kwalifikacji - a takie ryzyko do tej pory występowało.

Czyli zawsze są jakieś plusy. Tego się trzymajmy.

Zobacz też WIDEO: Główny bohater "Taśm Beger" nowym pełnomocnikiem rządu ds. równego traktowania