Polacy będą w mniejszym stopniu finansować życie prywatne biznesmenów. Fiskus zaostrzy przepisy?

Rafał Hirsch
Rząd chce zmienić zasady korzystania przez przedsiębiorców z samochodów służbowych. Trudniej będzie sobie dzięki nim obniżyć podatek.

Przedsiębiorcy będą mieć trudniej

W projektach ustaw przedstawianych przez wicepremiera Morawieckiego jako konstytucja dla biznesu znajduje się zapis o tym, że kosztów eksploatacji samochodu służbowego nie będzie można wpisać w koszty firmy w stu procentach tak jak dotąd. Po wejściu w życie nowych przepisów kosztem będzie mogła być kwota tylko 50 procent wydatków związanych z autem.

Rada Podatkowa Konferencji Pracodawców Lewiatan twierdzi, że to zmiana niekorzystna przede wszystkim dla osób prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą. Lewiatan obliczył też, że każdy z pół miliona małych przedsiębiorców płacących liniowy podatek PIT na poziomie 19 procent będzie musiał w ciągu roku zapłacić do budżetu średnio o 2000 PLN podatku więcej. Skoro takich osób jest pół miliona, to łączna korzyść dla finansów państwa z tego powodu sięgałaby miliarda złotych.

Kilometrówka, albo wyższy podatek

Zmiany mają wejść w życie 1 czerwca 2017. Co ważne, przedsiębiorcy będą mogli tak jak dotąd wpisywać w koszty całość wydatków na auto służbowe, ale pod jednym warunkiem. Będą oni musieli prowadzić i przedstawiać fiskusowi jako dowód tak zwaną kilometrówkę, czyli szczegółowy wykaz wszystkich podróży związanych z prowadzeniem biznesu. W ten sposób podatek dochodowy przedsiębiorcy będzie pomniejszany o koszty rzeczywiście związane z jego firmą, a nie o wszystkie koszty związane z samochodem służbowym.

Dzięki temu nie będzie można już odliczać od podatku na przykład wyjazdu biznesmena na wczasy nad morze, albo na wesele syna siostry do miejscowości oddalonej o 400 km od miejsca prowadzenia działalności gospodarczej. Natomiast wszystkie wyjazdy służbowe będzie można rozliczać tak jak dotąd, tylko trzeba będzie wozić ze sobą notes i za każdym razem spisywać stan licznika i wpisywać datę. Faktycznie jest to pewne utrudnienie.

Wczasy przedsiębiorcy to co innego, niż wczasy pracownika

Ale też jednocześnie jest to zrównanie w zakresie praw i przywilejów osób prowadzących działalność gospodarczą i osób, które jej nie prowadzą, na przykład tych zatrudnionych na etatach. Według GUS tych pierwszych jest w Polsce 2,9 miliona, a tych drugich 12,8 milionów. Kluczowe jest to, że chodzi o przywilej dotyczący życia prywatnego, a nie biznesu. Dzisiaj blisko 13 milionów ludzi zatrudnionych na etatach, kiedy jedzie na wakacje nad morze (jeśli ich na to stać), to kosztów tego wyjazdu nie odlicza od żadnego podatku, bo nie ma takiej możliwości. Z kolei blisko 3 miliony przedsiębiorców, kiedy jedzie na wakacje nad morze (jeśli ich na to stać) autem służbowym, to koszty z tym związane może księgować w firmie i dzięki temu płacić niższy podatek.

Oczywiście jest to nieuczciwe. Nawet jeśli jest to dzisiaj legalne, to jest to nieuczciwe wobec tych, którzy takiej możliwości nie mają i którzy siłą rzeczy muszą płacić wyższe podatki, bo ktoś inny może je sobie w ten sposób obniżać. W całej sprawie chodzi o małe kwoty, bo 2 tysiące złotych rocznie na osobę to nie są pieniądze, które decydują o sukcesie, bądź porażce biznesu. Ale bardziej chodzi o zasadę niż o konkretne pieniądze.

Warto też pamiętać o tym, że nawet po zmianach ten sposób na zaniżanie sobie podatku dochodowego nadal będzie obecny i legalny. Wciąż przedsiębiorca będzie mógł obniżyć sobie podatek kosztami prywatnej wycieczki. Wprawdzie już tylko połową, a nie całością tych kosztów, ale nadal będzie to sytuacja uprzywilejowania w życiu prywatnym w stosunku do osób nie prowadzących żadnego biznesu.

Zobacz także WIDEO: Morawiecki: dla osób, które zarabiają więcej, nie powinno być kwoty wolnej