Morawiecki, chcąc "rewidować" dane o PKB, niszczy wiarygodność GUS

Rafał Hirsch
Od kilku dni trwa festiwal wypowiedzi wicepremiera Morawieckiego o tym, że Polska w poprzednich latach rozwijała się wolniej niż sugerują oficjalne statystyki. Wzrost PKB miał być sztucznie zawyżony przez fikcyjny eksport towarów, związany z działalnością różnych mafii wyłudzających VAT. Tyle, że w działalności takich mafii mamy nie tylko eksport, ale też import. Dla PKB to ma kluczowe znaczenie.

Jak działa karuzela podatkowa?

Działalność karuzeli vatowskiej w ogromnym skrócie polega na tym, że dany towar fikcyjnie sprzedaje się za granicę po to, aby uzyskać od państwa zwrot podatku VAT. Ten zwrot firmy dostają zawsze kiedy coś wyeksportują, czyli dany produkt trafi do finalnego odbiorcy na jakimś rynku zagranicznym, a nie w Polsce.

Kiedy dowodem na eksport jest fikcyjna faktura, a towar zostaje w kraju, wtedy faktycznie mamy do czynienia z wyłudzeniem VAT, które jednak w oficjalnych statystykach faktycznie wygląda jak eksport. Czyli karuzela VAT faktycznie zawyża wartość eksportu. Tu wicepremier ma rację. Tylko, że zatrzymuje się w swoim opisie przestępczego procederu w połowie. Karuzela jest karuzelą dlatego, że się kręci w kółko. Gdyby to był po prostu fikcyjny eksport na bazie fikcyjnych faktur, wtedy nie byłaby to karuzela.

Karuzela się kręci w kółko, ponieważ po fikcyjnym eksporcie następuje fikcyjny import, towar wraca do kraju i można wszystko zacząć jeszcze raz, po to aby wyłudzić kolejną kasę od państwa. To jest sedno tego procederu i właśnie dlatego nazywa się to karuzelą, a nie huśtawką, zjeżdżalnią, czy innym lodowiskiem.

Karuzela a PKB

Dlatego też karuzele vatowskie nie mogą zaniżać PKB tak, jak mówi o tym wicepremier Morawiecki. Bo mamy w nich obok eksportu także import. Eksport jest zawyżony, ale import też jest zawyżony. Różnica między eksportem a importem pozostaje więc niezmieniona, albo ewentualnie zmieniona w stopniu niewielkim – znacznie mniejszym niż 20-30 mld złotych rocznie o których wspomina Morawiecki. A do PKB wlicza się właśnie różnica między eksportem a importem, a nie sam eksport. Wg doradcy podatkowego Radka Piekarza z kancelarii AR&T, wicepremier Morawiecki w swoich twierdzeniach popełnia błąd

Kolejny błąd w rozumowaniu wicepremiera wytyka doktor Andrzej Bratkowski, były wiceprezes NBP i członek Rady Polityki Pieniężnej, który napisał na Facebooku, że w przypadku fikcyjnego eksportu wprawdzie zawyża się wartość eksportu, ale za to zaniża się wartość konsumpcji w kraju.

Inną kwestią jest to, że wicepremier mówi o tym tak, jak gdyby GUS samodzielnie nie potrafił (albo nie chciał) weryfikować swoich wstępnych danych o informacje, które spływają później i dotyczą wpływu na gospodarkę świata przestępczego. Taka sugestia wprowadza w błąd.

Kwestia wiarygodności GUS

Oczywiście GUS po jakimś czasie rewiduje swoje dane o PKB. Robi, to kiedy uzyska nowe dane, także z Ministerstwa Finansów, także na temat przestępstw gospodarczych, które wypaczają oficjalne dane. Takie rewizje są normalne i zdarzają się regularnie. Zwykle są to przesunięcia o 0,1 punktu procentowego w górę, albo w dół. Nie jest to coś, co do tej pory pojawiało się w przestrzeni publicznej w kontekście politycznym.

Nie wiem, po co wicepremier Morawiecki mówi o sztucznym "zawyżaniu” PKB, co brzmi jak jakiś przekręt, ale nie wspomina o tym, że mówi o sytuacji, która nie jest nadzwyczajna, a jej skala jest zazwyczaj pomijalna. Nie wiem też, dlaczego twierdzi, że karuzela vatowska składa się tylko z eksportu. Tak czy inaczej, najgroźniejsze w tej sytuacji jest podkopywanie profesjonalnej pozycji Głównego Urzędu Statystycznego. Sytuacja, w której dane z GUS zaczną być publicznie podważane dla celów politycznych może po jakimś czasie skutkować utratą wiarygodności.

Gospodarka, w której nie ma wiarygodnych danych statystycznych będzie rozwijać się wolniej, a nie szybciej. Mówienie przez ministra finansów, że "zrobimy rewizję wzrostu" jest skandaliczne, ponieważ sugeruje, że tę rewizję zrobi właśnie ministerstwo finansów, a nie GUS. Ewentualnie, że zrobi ją GUS, ale tak jak będzie sobie tego ministerstwo życzyć. To jest ewidentne podważanie pozycji, wiarygodności i kompetencji Urzędu Statystycznego. 

Politycy nie powinni komentować danych statystycznych w kontekście tego, czy są prawdziwe, czy może zawyżone, albo zaniżone. Nawet jeśli robią to w dobrej wierze, mogą w ten sposób narobić więcej szkody niż pożytku. Dodatkowo sami narażają się na podejrzenia, że nie robią tego w dobrej wierze i dla dobra państwa, a dla własnych celów politycznych.

Na przykład po to, aby słabszy wzrost gospodarczy z 2016 nie wyglądał na tle 2015 i 2014 aż tak słabo, albo aby móc tłumaczyć, że wcześniej Polska rosła szybciej dlatego, że ten wzrost sfałszowano. Wiem, że tego akurat wicepremier nie mówi wprost, ale raz rozpoczęta opowieść potrafi żyć swoim życiem długo i czasami wbrew pierwotnym intencjom autora. W przypadku podważania wiarygodności GUS żadnych korzyści z takiej sytuacji ani dla państwa, ani dla gospodarki nie będzie.  

Zobacz także WIDEO: PKB rośnie najwolniej od 3 lat, ale konsumpcja wzrasta. Co jest przyczyną? Wyjaśniamy