Kaczyński widzi Polskę w euro, kiedy dogonimy Niemców. My wiemy, jak to zrobić na skróty ;)

Rafał Hirsch
Jarosław Kaczyński powiedział w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej", że Polska może wejść do strefy euro, kiedy nasz dochód narodowy na głowę mieszkańca sięgnie 85 procent tego samego wskaźnika dla Niemiec. To zupełnie nierealne w najbliższych latach, ale teoretycznie można to osiągnąć, zmieniając kurs walutowy.

Oto przepis na wejście Polski do strefy euro zgodnie z warunkiem postawionym przez prezesa Kaczyńskiego w rozmowie z Rzeczpospolitą:

Dane

PKB Niemiec za 2016 rok według niemieckiego biura statystycznego Destatis to 3,13 bln EUR. Liczba ludności Niemiec na koniec 2015 to 82,2 mln osób (danych na koniec 2016 nie znalazłem).

Polskie PKB na koniec 2016 to 1,853 biliona PLN. Ludność Polski na koniec 2016 roku to 38,437 mln osób (na koniec 2015 było dokładnie tyle samo).

Z tego wynika, że PKB na głowę mieszkańca Niemiec to 38114 EUR, a PKB na głowę mieszkańca Polski to 48209 PLN. 

Porównań międzynarodowych dokonuje się zwykle w dolarach amerykańskich, przeliczmy więc te dane na USD. Euro to obecnie 1,06 USD, czyli PKB Niemiec per capita to 40401 USD. Z kolei u nas dolar jest po 4,07 PLN, czyli PKB Polski per capita to 11845 USD. 

Czyli nasze PKB na mieszkańca to tylko 29,3 procent niemieckiego. Aby spełnić warunek Jarosława Kaczyńskiego i dociągnąć do 85 procent nasz dochód narodowy na mieszkańca musiałby urosnąć do 34341 USD. Czyli o 190 procent. To bardzo dużo. To prawie niemożliwe do osiągnięcia. Tym bardziej, że w czasie, w którym nasze PKB rosłoby o 190 procent, niemieckie PKB musiałoby ciągle stać w miejscu. 

Ale jest jeden sposób, w który możemy osiągnąć to szybciej. Porównań dokonuje się w dolarach, wystarczy więc odpowiednio zmienić kurs dolara. Oczywiście tak się na pewno nie stanie, więc znajdujące się poniżej wyliczenie proszę traktować tylko jako rozrywkę.

Rozrywka 

Nawet dzisiejsze PKB Polski w wysokości 48209 PLN na głowę mieszkańca może być warte wymagane 34341 USD. Jest to możliwe, tylko dolary muszą kosztować 1,40 PLN. Złoty musiałby więc horrendalnie się umocnić. Dolary musiałyby u nas potanieć o 66 procent. 

To oczywiście nierealne (podobnie jak dojście z PKB per capita do poziomu 85% Niemiec), ale teoretycznie możliwe. Chodzi o to, że papier jest cierpliwy, z liczbami można zrobić bardzo wiele rzeczy, a we wszelkich porównaniach międzynarodowych zawsze bardzo istotny jest przelicznik walutowy. 

To samo na przykład dotyczy wchodzenia Polski do pierwszej dwudziestki największych gospodarek świata, o czym marzy premier Szydło, a kilka lat temu marzył premier Tusk.

Jak wejść na skróty do G20?  

Dziś Polska na liście największych gospodarek świata jest na 25. miejscu i zapewne prędzej dojdzie do miejsca 30-tego niż 20-tego, ale oczywiście wystarczy zmienić kurs walutowy i będziemy na miejscu dwudziestym. Proszę bardzo: 

Dwudziesta na świecie Arabia Saudyjska miała wg MFW na koniec 2016 PKB w wysokości 637,8 mld USD. My z kolei mieliśmy PKB na poziomie 467,4 mld USD. Aby nasze PKB warte 1,853 bln złotych zamieniło się w 637,8 mld USD wystarczy, aby dolary były po 2,90 PLN. Tutaj więc wystarczy, że dolary potaniałyby o 29 procent.

Zresztą 2,90 PLN za dolara to nie jest poziom niewyobrażalny – dolary kosztowały tyle jeszcze w 2011 roku. Tak więc wszystko da się załatwić na rynku walutowym. Pytanie tylko: po co? Co zmieni w naszym życiu fakt bycia dwudziestą, a nie dwudziestą piątą gospodarką świata? 

ZOBACZ TEŻ: Miały ożywiać polską gospodarkę. Tymczasem wciąż mamy problem z funduszami unijnymi.

Do G20 i tak przez to nie wejdziemy, bo wbrew temu, co niektórzy myślą, G20 to nie jest klub dwudziestu największych gospodarek świata. Na przykład należąca do G20 RPA to zaledwie 41. gospodarka świata – ich PKB to tylko 60 procent naszego. Z drugiej strony, w G20 nie ma Hiszpanii, Holandii i Szwajcarii, które są w gronie 20 największych gospodarek świata. 

Nie ma ich tam, bo są z Europy, a G20 to klub państw dobranych także pod względem geograficznym. RPA jest biedniejsza od nas, ale jest ważnym regionalnym graczem w Afryce. Argentyna jest w G20, bo jest istotna w Ameryce Południowej. Polski nie ma i raczej nie będzie w G20 nie dlatego, że jesteśmy za biedni, tylko dlatego, że są już tam Niemcy, Francuzi, Włosi i Brytyjczycy i tyle państw z Europy wystarczy. A do tego uczestnikiem G20 jest Unia Europejska jako całość (czyli tak naprawdę za pośrednictwem UE jednak w G20 jesteśmy, reprezentowani tam obecnie przez Donalda Tuska). 

Bezpieczniej więc zakładać, że do G20 nie wejdziemy, podobnie jak nie wejdziemy do dwudziestki najbogatszych państw świata. Nie osiągniemy także poziomu 85 procent niemieckiego PKB per capita. To wszystko raczej nie stanie się za naszego życia. 

Natomiast jeśli koniecznie chcemy przed państwem stawiać jakiś cel liczbowy związany z gospodarką, to oczywiście wchodzenie do światowego top20 będzie znacznie łatwiejsze, niż wchodzenie do strefy euro na warunkach Jarosława Kaczyńskiego. Łatwiej wyobrazić sobie dolary po 2,90 PLN niż po 1,40 PLN.