Twierdzenie, że rząd nie ma swoich pieniędzy to nieprawda. Oczywiście, że ma. Oto argumenty

Rafał Hirsch
Przez media przetacza się sondaż na temat źródeł finansowania programu 500 plus. Masowo krytykowana jest odpowiedź, że z "pieniędzy rządowych". Tymczasem jest to odpowiedź prawidłowa, bo wbrew temu, co twierdziła kiedyś Margaret Thatcher, rząd ma swoje pieniądze.

Dla porządku. Sondaż zrobiony na panelu Ariadna dla portalu ciekaweliczby.pl wygląda tak:

Sondaz o tym skąd rząd bierze pieniądze na program 500 plusSondaz o tym skąd rząd bierze pieniądze na program 500 plus źródło: ciekaweliczby.pl

W komentarzu dołączonym do wyników badań można przeczytać, że „Niezależnie od sympatii politycznych poziom edukacji ekonomicznej Polaków pozostawia wiele do życzenia. Część społeczeństwa nie ma świadomości, że coś takiego jak „pieniądze rządowe” nie istnieje.”

Moim zdaniem poziom edukacji ekonomicznej autora (anonimowego, bo tekst jest niepodpisany) tego zdania pozostawia wiele do życzenia, ponieważ „pieniądze rządowe” istnieją.

To faktycznie dość popularna koncepcja, że wszystkie pieniądze należą do podatników, a rząd dysponuje tylko tym, co dostanie od podatników. Wskazuje to na uzależnienie rządu od gospodarki prywatnej tworzonej właśnie przez podatników. Tylko że ta wizja pomija to, że istnieje też równie ważne uzależnienie w drugą stronę.

Oto kilka luźno ze sobą powiązanych argumentów za tym, że rzeczywistość nie jest taka prosta, jak się czasami wydaje:

1. Teoria, że rząd nie ma swoich pieniędzy oparta jest na tym, że ma tylko to, co dostał od podatników. Czyli ma pieniądze, które WCZEŚNIEJ były u podatników, czyli WCZEŚNIEJ nie były jego. Są jego tylko dlatego, że on podatnikom te pieniądze zabrał.

Pieniądz w gospodarce nieustannie krąży, więc jeśli trzymać się zasady, że należy do tego, kto go właśnie posiada, to jest raz obywateli, a raz państwa – czyli jednak państwo też go czasami posiada. W tym kontekście pieniądze są jednocześnie i podatników i państwa. Trochę podobnie jest z tlenem w powietrzu – to, że go używasz nie oznacza, że jest tylko twój, a kogoś innego nie jest.

2. Generalnie własność można przypisywać tylko rzeczom, czyli aktywom. Budynki, samochody, krzesła, ubrania, smartfony itd. mają swoich właścicieli. Pytanie jednak, czy pieniądze są aktywami, czy może tylko służą do nabywania aktywów, czyli są tylko środkami płatniczymi?

Aktywa to rzeczy, które mogą przynosić jakiś zysk, na przykład można je drożej sprzedać. Generalnie można je sprzedać. Czy 10 złotych można sprzedać za 20 złotych? Przypuszczam, że wątpię. Pieniądze nie przynoszą żadnego zysku także dlatego, że nie są oprocentowane. Pieniądze na przykład na lokacie bankowej – tak. To już są aktywa i z pewnością mają właściciela. Ale z samymi pieniędzmi jest inaczej.

Nie sprzedajesz pieniędzy zawierając pisemną umowę, tak jak robisz to, gdy sprzedajesz samochód. Każdy dysponuje jakimś bogactwem, którego wartość można określić w pieniądzach. Ale pieniądze same w sobie to inna kategoria, dlatego nie można kategorycznie stwierdzać, że do podatnika należą, a do rządu nie należą.

3. Wszystkie pieniądze pochodzą od państwa, a tam, gdzie nie ma państwa, nie ma pieniędzy. W 1918 na terenach polskich pod zaborami podatnicy też mieli „swoje pieniądze” a państwo miało je tylko dlatego, że pobierało podatki. A potem zmieniło się państwo i nagle się okazało, że to, co było pieniędzmi, już nimi nie jest. Z kolei w 1995 r. w Polsce państwo zarządziło denominację. Znów okazało się, że to państwo zachowuje się wobec pieniędzy tak, jakby je posiadało, a podatnicy są tylko widzami.

Być może państwo tak się zachowuje, bo faktycznie to ono decyduje, jak wygląda cały system związany z pieniądzem i jego obrotem. A nie podatnicy. W tym kontekście nie sądzę, żeby pieniądze były podatników, a rząd nie miał żadnych swoich pieniędzy.

4. Pieniądze także fizycznie powstają dzięki państwu – te namacalne – banknoty i monety – pochodzą z banku centralnego, czyli instytucji państwa. Te nieuchwytne, w postaci zapisów na kontach, pochodzą z banków prywatnych, które jednak działają nie tak, jak im się podoba, ale według ścisłych reguł narzuconych przez państwo.

Te reguły to na przykład narzucane przez instytucje państwa wskaźniki wypłacalności, których każdy bank musi przestrzegać. Aby to osiągnąć, nie może rozdawać kredytów na prawo i lewo wszystkim po kolei, kreując przy tym dowolne ilości nowego pieniądza.

5. Od państwa i jego kondycji zależy też wartość pieniądza, którym dysponuje podatnik – gdy stracisz pracę, pieniądze w twoim portfelu nie tracą na wartości. A przecież gdyby były twoje, to powinny tracić, bo właśnie straciłaś źródło dochodów, prawda?

Hrywna po napaści Rosjan na Ukrainę gwałtownie straciła na wartości nie dlatego, że podatnicy w Kijowie czy we Lwowie zaczęli gorzej pracować, tylko dlatego, że uderzone zostało całe państwo. To samo było potem z rosyjskim rublem, kiedy nałożono na Rosję sankcje. Rosyjscy podatnicy nie zmienili się ani na jotę. Ale zaatakowano (gospodarczo) państwo.  

6. Istnieje teoria (modern monetary theory), że pieniądzem jest tylko to, czym można opłacić podatki – czyli pieniądzem jest tylko to, na co państwo pozwala. Nawet gdyby w obrocie był jakiś inny pieniądz, to na końcu, aby rozliczyć się z państwem, musiałabyś ten inny pieniądz zamienić na ten uznawany przez państwo. Skoro o tym, co jest pieniądzem decyduje państwo, to znaczy, że wszystkie pieniądze są państwa. A ty jako podatnik jesteś tylko ich przejściowym posiadaczem.

7. To, że pieniądze należą do państwa, pośrednio potwierdza też kariera bitcoina, którego najróżniejsi naganiacze nazywają „pieniądzem oderwanym od państwa”. Podobnie zresztą uzasadnia się sens inwestowania w złoto – kiedy nadejdzie kataklizm (ufo, sharknado, komuniści, itp.) i państwa poupadną, to wtedy przetrwa tylko złoto, bo jest niezależne od państw.

Nie będę tu wchodził w dyskusję, czy takie poglądy mają sens, ale z nich też wynika, że pieniądz zależy od państwa. Gdyby rząd nie miał swoich pieniędzy, to upadek rządu czy też państwa nie powinien mieć żadnego wpływu na to, co się z tym pieniądzem dzieje. A wychodzi na to, że nawet ci, którzy wolą bitcoina lub złoto przyznają, że jednak pieniądz bez państwa nie może istnieć.

Tyle argumentów wystarczy, chociaż zapewne można wymieniać kolejne. 

Oczywiście nie należy wpadać w skrajność przeciwną do tej propagowanej kiedyś przez Margaret Thatcher. Państwo nie może istnieć bez podatków, nie może więc istnieć bez tych którzy je płacą, ale to truizm i nie przesądza to o tym, że państwo nie ma własnych pieniędzy.

Państwo nie może istnieć bez podatników, bo generalnie nie może istnieć bez ludzi, bo to ludzie je tworzą. A skoro to ludzie tworzą państwo, według zasad opisanych w konstytucji, którą sobie sami przyjęli i w tej konstytucji jest napisane, że będziemy płacić podatki, aby utrzymać państwo, to chyba nie ma w tym nic złego. Podatki nas kosztują i zmniejszają wartość naszego bogactwa, ale dzięki temu mamy państwo, bez którego tego bogactwa moglibyśmy w ogóle nie mieć. 

Inną kwestią jest to, na co potem to państwo te nasze podatki wydaje. Ale nie może być tak, że grupa ludzi, którym nie podoba się, na to co państwo wydaje pieniądze, podważa ten wybór twierdząc, że to wcale nie są „pieniądze państwa”, tylko „ludzi”. Zresztą taki argument pada wyłącznie wtedy, kiedy ktoś chce pokazać, że państwo źle wydaje pieniądze. W przypadku wydatków, co do których nie ma żadnych kontrowersji, nie słychać „dobrze, że rząd wydał na to pieniądze, chociaż przecież ich nie ma, bo to nie są jego pieniądze”.

A więc gadanie, że rząd nie ma pieniędzy to część publicznego sporu o to, na co te pieniądze wydawać, a nie czyje one są. A spór, na co wydawać publiczne pieniądze, to samo sedno polityki. Tak więc mamy do czynienia nie z zasadami ekonomii, ale z fundamentalną debatą polityczną. Margaret Thatcher też była tylko politykiem, proszę o tym pamiętać. 

Pisanie „wydawanie publicznych pieniędzy na 500 plus jest głupie, ponieważ uważam, że powinny być wydane na coś innego” ma sens. I każdy tak może pisać. Pisanie „rząd wydaje na 500 plus nie swoje pieniądze, bo nie ma swoich pieniędzy” jest kompletnie bez sensu.

Więcej o: