Coraz więcej Polaków spodziewa się wzrostu inflacji. To bardzo niedobry sygnał

Rafał Hirsch
Odsetek Polaków spodziewających się wzrostu inflacji jest najwyższy od 2014 roku. Wskazują na to przeprowadzane co miesiąc badania Komisji Europejskiej. To zły sygnał, bo oczekiwanie na podwyżki cen może sporo popsuć w gospodarce, jeśli jest powszechne.

Czekamy na wyższą inflację

Komisja Europejska co miesiąc mierzy poziom tak zwanych oczekiwań inflacyjnych we wszystkich państwach UE. Jest to sondaż, w którym ludzie pytani się o to co będzie się dziać z cenami w ciągu najbliższych 12 miesięcy.

Aby obliczyć wskaźnik trzeba od odsetka tych, którzy sądzą, że ceny będą rosnąć odjąć odsetek tych, którzy sądzą, że ceny będą stabilne, albo będą spadać. Tak wyliczony dla Polski wskaźnik sięgnął w grudniu 19,3 punktów. Polska Agencja Prasowa twierdzi, że to najwyższy poziom od 2014 roku.

Wskaźnik oczekiwań inflacyjnych rośnie nam ostatnio bardzo szybko. Jeszcze w czerwcu 2017 był na poziomie tylko 4,1 punktów.

Co w tym złego?

Ze wzrostu oczekiwań inflacyjnych wśród konsumentów mogą wyniknąć dwie negatywne konsekwencje. Po pierwsze może to nakręcać faktyczną inflację, czyli działać jako samospełniająca się przepowiednia.

O cenach produktów w sklepach nie decydują bezpośrednio kupujący, ale sprzedawcy. W ich interesie leży, aby sprzedać wszystko jak najdrożej, bo wtedy najwięcej zarobią. Nie podnoszą oni jednak cen w nieskończoność, bo nie pozwala im na to konkurencja. Klienci widząc wyższe ceny idą do innego sklepu oczekując, że tam kupią to samo, ale po starych, niższych cenach. Ten mechanizm działa dobrze, gdy klienci oczekują, że ceny się nie zmienią.

Sytuacja się zmienia, kiedy klienci dochodzą do przekonania, że ceny będą rosnąć. Wtedy sprzedawcy mogą próbować podnosić ceny, bo ryzyko, że klient się wzburzy i pójdzie do konkurencji jest mniejsze. Skoro i tak już oczekuje wzrostu cen, to nie powinien przecież się denerwować kiedy zobaczy, że one faktycznie są większe.

W dodatku w takiej sytuacji ceny mogą próbować podnosić wszyscy sprzedawcy, bo każdy z nich odczuwa, że ryzyko utraty klienta jest mniejsze. A kiedy ceny idą w górę wszędzie, wtedy mamy już nie tylko oczekiwania inflacyjne, ale prawdziwą inflację.

Inflacja a wzrost płac

Po drugie ludzie, którzy oczekują wzrostu cen są bardziej skłonni walczyć o rekompensatę w postaci podwyżki płac. Skuteczność takiej walki oczywiście zależy od wielu rzeczy takich jak poziom uzwiązkowienia w gospodarce, albo stopa bezrobocia (przy niskiej stopie ryzyko, że pracownik, który zażąda podwyżki zostanie zwolniony z pracy jest niższe, niż przy wyższej stopie bezrobocia). Pomijając te wszystkie czynniki generalnie bardziej powszechne oczekiwania inflacyjne mogą nasilać tak zwaną presję płacową w gospodarce.

Przedsiębiorstwa w sytuacji, w której trudno zastąpić dotychczasowych pracowników nowymi (a taką sytuację mamy dzisiaj w Polsce) często muszą tej presji ulegać i płace podnosić. W takiej jednak sytuacji aby zachować dotychczasową opłacalność swojego biznesu powinny też podnosić ceny. Zwykle mają z tym ogromny problem, ale (i tu wracamy do tego o czym była przed chwilą) w sytuacji wyższych oczekiwań inflacyjnych wprowadzenie podwyżek cen w ślad za podwyżkami płac może się udać.

Oczywiście wyższe ceny w sklepach mogą w kolejnym kroku jeszcze bardziej nakręcać oczekiwania inflacyjne, które jeszcze bardziej nakręcą wzrosty cen, i tak dalej i tak dalej.

ZOBACZ TEŻ: Inflacja może dalej rosnąć. Wszystkie warunki są spełnione

Gospodarka rynkowa na szczęście jest na tyle skomplikowana, że tylko ten jeden mechanizm nie doprowadzi do hiperinflacji – bo wyższe ceny mogą skusić do wejścia na rynek zupełnie nowe firmy, które mogą starać się zdobyć udział w rynku nieco niższymi cenami – to powinno wystarczyć, żeby spiralę inflacyjną zatrzymać. Ale nie chodzi przecież o to, że czeka nas katastrofa (bo nie czeka) tylko o to, że rosnące oczekiwania inflacyjne mogą stanowić problem.

Można nawet uznać, że skoro te oczekiwania są najwyższe od 4 lat, to ten problem jest już tuż za rogiem.