Polska giełda jest o krok od nowego rekordu wszech czasów. Czekamy na to już ponad 10 lat

Rafał Hirsch
Indeks WIG ostatni raz tak wysoko jak teraz był 9 lipca 2007, czyli w dniu, w którym ostatni raz jak dotąd bił rekord wszech czasów. Do tego, aby ustanowić nowy rekord brakuje wzrostu zaledwie o 2 procent. To znak, że polskie firmy - przynajmniej te giełdowe - mają się świetnie, a giełdowi inwestorzy stają się coraz bogatsi.

WIG tuż tuż od rekordu

Warszawski Indeks Giełdowy od początku tego roku, a więc w ciągu dwóch tygodni urósł o ponad 4 procent. Czyli przeciętny inwestor giełdowy w ciągu pół miesiąca powinien na giełdzie zarobić więcej niż na najlepszej lokacie bankowej zarabia się w rok.

W tym kontekście wzrost o kolejne 2 procent nie wydaje się czymś trudno osiągalnym. Można uznać, że pierwszy raz od 2007 roku giełda ma nowy rekord wszech czasów w zasięgu ręki. Chociaż na razie możemy mówić tylko o tym, że WIG jest najwyżej od lipca 2007.

I co z tego, że będzie rekord?

Rekordowy poziom indeksu giełdowego będzie oznaczać, że rekordowo wysokie są wyceny spółek notowanych na giełdzie. Sam indeks jest wyliczany na podstawie zmian cen akcji ponad 350 firm. Największe z nich to państwowe: PKO BP, PKN Orlen, PZU, czy KGHM, ale także te prywatne: BZ WBK, LPP, CCC czy CD Projekt.

Można je traktować jako ważną reprezentację polskiej gospodarki. Najlepsze z tych firm swoje rekordy z 2007 pobiły już dawno, ale dopiero rekord całego indeksu będzie stanowił sygnał mówiący coś o naszej gospodarce.

Na wycenę firm na giełdzie wpływ mają dziesiątki czynników, ale zawsze najważniejszy z nich, to perspektywa zysków, które te firmy mają osiągać w przyszłości. Oczywiście na to nakładają się różne ryzyka, związane z nastrojami na giełdach światowych, ze stanem gospodarki, a czasem także z polityką państwa.

Rekord wszech czasów na giełdzie oznaczać będzie, że przynajmniej zdaniem inwestorów perspektywy polskich firm są dobre, a ryzyka które je otaczają są stosunkowo małe. Dlatego taki rekord to dobra rzecz. Chociaż oczywiście trzeba pamiętać, że inwestorzy w swoich ocenach mogą się mylić.

Doganiamy świat

Ważne jest też to, że rekord WIG (kiedy już w końcu nastąpi) można traktować w kategorii doganiania rynków światowych, które nam kilka lat temu wyraźnie uciekły do przodu.

Na tej planszy WIG to linia niebieska, giełda niemiecka to linia zielona, a giełda amerykańska to linia pomarańczowa. Po kryzysie z 2008 roku mniej więcej do 2011 nasza giełda zachowywała się tak samo jak zachodnie. Ale potem zaczęła wyraźnie zostawać w tyle.

Zachowanie indeksó giełdowych: WIG, DAX i S&P500 w ciągu ostatnich 10 latZachowanie indeksó giełdowych: WIG, DAX i S&P500 w ciągu ostatnich 10 lat wykres: stooq.pl

Jedną z przyczyn gorszego zachowania naszego rynku były zmiany w funduszach OFE, które przeprowadzono w 2014 roku, ale zaczęto o nich mówić już w 2012. Potem w 2015 mieliśmy znaczące spadki na wszystkich rynkach wschodzących na świecie, a większość roku 2016 nasza giełda spędziła w marazmie powiązanym także z sytuacją polityczną i ryzykiem konfliktu Polski z Unią Europejską. Dopiero rok temu inwestorzy jakoś się pozbierali i uznali, że warto znów kupować polskie akcje.

Tym czasem Amerykanie, czy Niemcy rekord z 2007 pobili już w 2013. Niemiecki indeks DAX od tamtej pory poszedł o kolejne 60 procent wyżej, a nowojorski S&P500 aż o 75 procent, prezentując wszystkim jak wygląda prawdziwa, trwająca już dziewiąty rok giełdowa hossa

Amerykański indeks S&P500 jest już o ponad 70 procent powyżej szczytu z 2007 rokuAmerykański indeks S&P500 jest już o ponad 70 procent powyżej szczytu z 2007 roku wykres: investing.com

Wzrosty cen akcji na świecie trwają praktycznie nieprzerwanie od 2009 roku. I to na wszystkich kontynentach. Nie dalej jak wczoraj swój rekord wszech czasów pobiła giełda w Hong Kongu.

Skąd ta hossa?

Od czasów bankructwa Lehman Brothers i krachu giełdowego z 2008 roku żyjemy w świecie rekordowo niskich stóp procentowych, które powodują, że pożyczanie pieniędzy jest niezwykle tanie. Z drugiej strony kompletnie nie opłaca się trzymać pieniędzy na bankowych lokatach. Te dwa czynniki łącznie pchają kapitał na rynki giełdowe, gdzie wprawdzie ryzyko jest znacznie większe niż w banku, ale za to pokusa osiągania wysokich zysków jest ogromna.

Hossa powiązana jest też z rosnącymi na świecie nierównościami dochodowymi. Inwestycje giełdowe to domena głównie osób najbogatszych. Im większa część dochodu pozostaje w ich rękach, tym więcej pieniędzy może płynąć na giełdy napędzając w ten sposób kolejne wzrosty cen.

Oczywiście pomaga też ożywienie gospodarcze na świecie dzięki któremu wszyscy liczą na wzrost zysków w firmach, a co za tym idzie także na wzrost cen ich akcji. I tak to się kręci.

Jacek Gadzinowski: Nie trzeba pracować 10 godzin dziennie, żeby osiągnąć sukces [NEXT TIME]