Niezwykłe słowa o dolarze ze strony administracji Trumpa. Dotąd nikt tego głośno nie mówił

Rafał Hirsch
Amerykański sekretarz skarbu Steven Mnuchin powiedział w Davos, że słabszy dolar jest dobry dla handlu. Dał tym samym do zrozumienia, że nie ma nic przeciwko dalszemu osłabianiu się waluty USA. To bardzo zaskakujące słowa, bo Amerykanie od wielu lat nie pozwalali sobie na publiczne podważanie wartości swojej waluty.

Dolar coraz słabszy

Reakcja rynku walutowego była piorunująca. Dolar natychmiast się osłabił, co najlepiej było widać na wykresie euro do dolara. Waluta europejska wspięła się na poziom najwyższy od ponad trzech lat.

W Polsce efekty słów Mnuchina też są widoczne. Dolar w czwartek rano spadł poniżej 3,33 PLN, czyli do poziomu najniższego od października 2014.

Notowania dolara do złotegoNotowania dolara do złotego wykres: investing.com

Ale oczywiście gdyby chodziło tylko o wywołanie ruchu na rynku, to nie byłoby sensacji – takie reakcje na słowa polityków zdarzają się często. Wypowiedź Mnuchina wprawiła rynek w konsternację, bo jak zauważył np. dziennikarz Reutera Jamie McGeever, powiedział on głośno coś, czego przez ostatnie lata żaden z amerykańskich sekretarzy skarbu nie mówił.

Amerykańska administracja od lat oficjalnie twierdzi, że w interesie Ameryki jest mocny dolar. Nawet jeśli czasami ktoś dochodzi do wniosku, że gospodarce USA można pomóc osłabiając dolara, to nie mówi tego głośno. Czasami na dolara swoimi słowami wpłynie ktoś z Fed, ale bankierzy centralni nie są politykami. A tu mamy przypadek polityka mówiącego głośno, że słabszy dolar mu pasuje.

Perspektywa wojny walutowej

Co więcej, Mnuchin mówi, że słaby dolar jest dobry, bo pomaga w handlu zagranicznym. Oczywiście ma rację, słabsza waluta sprawia, że wpływy z eksportu po przeliczeniu na tę walutę są większe. Tyle, że jeśli wszyscy będą chcieli w ten sposób pomagać handlowi, to zrobi się z tego globalna wojna walutowa.

Dlatego też dotychczas największe gospodarki świata wystrzegały się komentarzy mogących sugerować, że chcą takiej wojny. Mnuchin to niepisane prawo zmienił. Od kilkudziesięciu godzin świat zastanawia się, czy administracja Trumpa faktycznie, obok rozpętania wojny handlowej przeciwko Chinom (co już się dzieje) chce dodatkowo także powalczyć na kursy walutowe.

ZOBACZ TEŻ: Shutdown w USA. Donald Trump zapisał się w historii, ale to głębszy problem

Wygląda na to, że Trump i jego sekretarz skarbu mogą nie zdawać sobie sprawy z tego, jak wygląda konstrukcja globalnego systemu finansowego. Jego fundamentem jest amerykański dolar - pieniądz najszerzej na świecie wykorzystywany, taki, w którym praktycznie wszystkie państwa na świecie trzymają większość swoich rezerw walutowych. Wynika to z ogromnego zaufania do waluty, którą emituje najpotężniejsza od lat gospodarka świata.

Co ważniejsze: zyski z handlu, czy rola dolara na świecie?

Celowe i jawne osłabianie dolara przez Waszyngton może poprawić dochody z eksportu i tym samym zwiększyć zyski amerykańskich firm, ale z drugiej strony może to podważyć zaufanie świata do dolara. Co ważne, słowa Mnuchina padły w kilka dni po tym jak okazało się, że szereg państw w Europie dorzuca do swoich rezerw walutowych chińskiego juana, prawdopodobnie właśnie kosztem dolara.

Wygląda więc to tak, jak gdyby Trump i jego drużyna tak bardzo skupiali się na zyskach amerykańskich firm, że aż zapominają o roli USA w globalnym porządku finansowym. Także politycznym, bo przecież Amerykanie mogą wykorzystywać dominującą rolę dolara w świecie w sposób polityczny i czasami to robią. 

Dlatego Mnuchin swoimi słowami w Davos wywołał konsternację. Kilka godzin później sekretarz handlu Wilbur Ross próbował przekonywać, że Mnuchinowi wcale nie chodziło o to, co powiedział, ale nikt na rynku Rossowi nie uwierzył. Dolar traci na wartości, bo amerykańskiemu sekretarzowi skarbu to nie przeszkadza. 

W rankingu najważniejszych zdań, które wypowiedziano w 2018 roku, to co powiedział Mnuchin w Davos jest w tej chwili zdecydowanie na pierwszym miejscu.

Więcej o: