Holandia oskarża Rosjan o atak hakerski. Ławrow: Agenci przebywali na "rutynowym wyjeździe"

Ambasador Holandii w Moskwie została wezwana do rosyjskiego MSZ w związku z oskarżeniami o próbę dokonania przez rosyjskich agentów ataku hakerskiego na Organizację do Spraw Zakazu Broni Chemicznej.

Ambasador Renee Jones-Bos została wezwana przez Kreml "na dywanik" po tym, jak oświadczyła, że Rosja musi zaprzestać praktyk naruszania prawa międzynarodowego.

Po wyjściu z rosyjskiego MSZ Renee Jones-Bos powiedziała, że wyjaśniła Rojsanom, iż Holandia jest odpowiedzialna za organizacje międzynarodowe, które znajdują się na jej terytorium. Dlatego nie może dopuścić do ataków hakerskich. "My daliśmy bardzo jasny sygnał, że to powinno ustać"- powiedziała ambasador Renee Jones-Bos.

Czytaj też: Holandia powstrzymała groźny atak rosyjskich hakerów. Moskwa drwi

Ławrow: "Agenci byli na rutynowym wyjeździe"

W ub. tygodniu minister obrony Holandii poinformowała, że służbom jej kraju udało się zapobiec w kwietniu atakowi hakerskiemu na mieszczącą się w Hadze Organizację do Spraw Zakazu Broni Chemicznej. W związku z tym z Holandii wydalono czterech Rosjan podejrzanych o udział w tej akcji.

Minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow tłumaczył dziś, że Rosjanie, których władze Holandii uznały za agentów rosyjskiego wywiadu wojskowego przebywali w Hadze na - jak to określił - "rutynowym wyjeździe". Rosyjski MSZ tłumaczy, że zatrzymane przy Rosjanach - jak to określono - środki techniczne miały służyć do testowania systemów informatycznych rosyjskiej ambasady w Holandii.

Jak ożywiono antyczną Grecję. Rozmawialiśmy z twórcami ACOD