"Żaden CD-Rom nie zastąpi nauczyciela", czyli jak 22 lata temu wieszczono koniec internetu [FORMAT C:]

Robert Kędzierski
Nikita Chruszczow, pierwszy sekretarz Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego, straszliwie zdenerwował Dwighta D. Eisenhowera wysyłając w kosmos Sputnika. Pierwszy sztuczny satelita dumnie przeleciał nad światem dając jasno do zrozumienia, kto nad nim dominuje. Prezydent USA postanowił odpowiedzieć na ten groźny incydent i wezwał na pomoc naukowców. Właśnie w takich okolicznościach narodził się internet, którego my, zwykli użytkownicy, mogliśmy nigdy nie doświadczyć.  

Dziś mało kto dokładnie pamięta atmosferę, jaka panowała po zakończeniu II wojny światowej, kiedy Stany Zjednoczone i Związek Radziecki zaczęły zacięty bój o dominację nad światem. Tymczasem atmosfera wczesnych lat 50. była o wiele bardziej napięta, niż dzisiaj. Nie brakowało różnych incydentów, które podsycały wzajemną wrogość dwóch stron globalnego konfliktu. 

W 1955 roku USA posłały nad terytorium Związku Radzieckiego samolot szpiegowski - naszpikowany najnowocześniejszą elektroniką Lockheed U-2. Dwight D. Eisenhower, prezydent USA, chciał upewnić się, że Stany Zjednoczone są najpotężniejszym krajem świata.  

Lockheed U-2Lockheed U-2 US Air Force

Nikita Chruszczow, ówczesny pierwszy sekretarz Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego, nie pozwolił, by Amerykanie latali nad jego krajem bezkarnie. Chciał udowodnić, że to Związek Radziecki jest liderem. Nakazał więc uruchomić program kosmiczny. Rozkaz wykonano. 

Już w 1957 roku z kosmodromu Bajkonur wystrzelono pierwszego sztucznego satelitę. Sputnik zdenerwował Eisenhowera do tego stopnia, że Stany Zjednoczone postanowiły jak najszybciej przegonić swojego największego wroga pod względem technologicznym, militarnym i naukowym. Rosyjski program kosmiczny został uznany za zagrożenie na skalę światową.  

SputnikSputnik Fot. Additive Theory/Flickr/CC 2.0

Amerykanie odkryli, że Rosjanie kształcą każdego roku trzy razy więcej naukowców. Przestraszony tym faktem prezydent USA zwrócił się po pomoc do własnych naukowych elit. W ramach wyścigu zbrojeń, zapoczątkowanych przez misję Sputnika, na samym początku Zimnej Wojny, powołano do życia organizację, która dała początek internetowi.  

Internetowe średniowiecze 

W takich okolicznościach w 1958 roku narodziła się agencja ARPA - Advanced Research Projects Agency. O tym jak istotna okazała się dla potencjału USA świadczy fakt, że w 1972 roku dodano do jej nazwy literkę "D" przekształcając w DARPĘ -  Defense Advanced Research Projects Agency. Agencja istnieje do dziś.  

Zadaniem ARPY było połączenie komputerów w celu przyspieszenia wymiany informacji. W połowie lat 60. sieć komputerową mogli wykorzystywać do tego celu nieliczni naukowcy. Pierwszą wiadomość przesłano z laboratorium Uniwersytetu Kalifornijskiego do węzła sieciowego Instytutu Badawczego Stanford.  
Rozmowa za pomocą komputerów nie była zbyt długa. Zamierzano wysłać słowo "login", jednak okazało się to zbyt trudne.  

Z pierwszej maszyny wysłano literę "L" 

Czy widzisz L? - spytał przez telefon swojego kolegę ze Stanford badacz z Los Angeles. -Tak, widzę L - odparł. 

Wtedy z pierwszego z komputerów wysłano literę "O" 

- Czy widzicie "O"? - spytali naukowcy. - Tak, widzimy "O"- usłyszeli potwierdzenie. 

Kiedy jednak wpisywano literę "G", komputer zawiesił się. 

Tę nieudaną transmisję danych uważa się za narodziny internetu. W zeszłym roku Werner Herzog, ceniony niemiecki dokumentalista, zaprezentował film pt. "Lo i stało siępróbujący znaleźć odpowiedź na to, dokąd zaprowadzi nas technologiczna rewolucja zapoczątkowana przez transmisję dwóch liter.  

Kolejne przełomowe wyniki prac przyniósł dopiero rok 1969, kiedy to dwa amerykańskie uniwersytety nawiązały dwustronne połączenie. Od tego momentu połączonych ze sobą komputerów przybywało, tym bardziej, że do tworzenia globalnej sieci włączyli się również Brytyjczycy.  

Narodziny internetu naszej ery 

Przez kolejne 32 lata powstało wiele protokołów i technologii, bez których internet nie mógłby dziś istnieć. Przeciętny użytkownik rzadko o nich słyszał. To oczywiście nie oznacza, że nie wydarzyły się rzeczy ważne, jak wysłanie pierwszej wiadomości e-mail w roku 1971.

Mimo postępu wciąż nie było pewności, że my, zwykli użytkownicy doświadczymy internetu. Jeszcze w roku 1989 znany był w zasadzie garstce entuzjastów, naukowców, wojskowych. Ten stan rzeczy mógłby się utrzymać, bo w internecie nie można było niczego wygodnie przejrzeć. 

W 1990 roku powstało jednak coś, co stało się znanym powszechnie przełomem. W laboratoriach CERN w Genewie Tim Berners-Lee zawołał kolegów do swojego biurka i pokazał im nowe narzędzie do przeglądania zawartości wewnętrznej sieci: stronę WWW.  

Pierwsza strona WWWPierwsza strona WWW Fot. Wikipedia

"World Wide Web" czyli „ogólnoświatowa sieć internetowa” miała za zadanie ułatwić współpracę naukowcom. Berners-Lee od początku zdawał sobie sprawę, że sednem projektu jest użycie hipertekstu i internetu razem. Czyli umożliwianie za pomocą sieci przeglądania za pomocą linków danych pochodzących z różnych, bardzo odległych komputerów.  

Od stworzenia WWW sprawy zaczęły nabierać tempa. W 1991 roku istniały trzy strony internetowe. W roku 1993 już 130. 

Właśnie wtedy telewizja NBC wyemitowała materiał o narodzinach czegoś istotnego: "informacyjnej autostrady". Eksperci wyjaśniali, że w przyszłości nie będzie podziału na firmy telekomunikacyjne i operatorów telewizji. Wszyscy będą dostarczać bity informacji.  

Eksperymentalny interaktywny serwis wideoEksperymentalny interaktywny serwis wideo Fot. NBC

W reportażu zaprezentowano nawet pierwsze "interaktywne kanały telewizyjne". Protoplaści Netflixa czy YouTube wyglądali nieco komicznie, ale za ich pomocą można było "wybrać film, który chce się obejrzeć bez konieczności wizyty w lokalnej wypożyczali kaset". Testowane były też usługi edukacyjne - uczniowie mogli na ekranie telewizora oglądać materiały szkoleniowe i zdawać egzaminy. Interaktywne kanały nie były zbyt drogie - kosztowały zaledwie 10 dolarów. 

Liczba komputerów podłączonych do internetuLiczba komputerów podłączonych do internetu Fot. Marta Kondrusik

W 1994 roku dostępnych było 2738 stron internetowych. Niektórzy uwierzyli, że nic tej rewolucji nie powstrzyma..  

W tymże roku pojawił się Netscape Navigator – pierwsza komercyjna przeglądarka Internetowa, prababcia Firefoxa. W 1994 r. powstała też niekomercyjna wersja Opery. Swój serwis uruchomił Yahoo! (jeszcze z wykrzyknikiem w nazwie). Ruszył Amazon. Rok później zadebiutował Windows 95 i Internet Explorer. Charakterystyczna ikonka pojawiła się na milionach komputerów. Pierwszą transakcję odnotował eBay. Elon Musk, długo przed uruchomieniem PayPala,  stworzył cyfrowy "Przewodnik po internecie".  

Lawina technologicznej rewolucji przetaczała się przez świat. Operatorzy internetowi, którzy działalność w USA rozpoczęli pod koniec lat 80. zaczęli oferować pierwsze szeroko dostępne usługi. Ruszył "internet wdzwaniany". W 1995 roku z internetu korzystało już 16 milionów ludzi. Na giełdzie zadebiutował Netscape, odnotowując spektakularny sukces. Dla wielu równie zaskakujący jak niedawny sukces spółki Snap, której głównym produktem jest przynoszący straty komunikator Snapchat, umożliwiający dodawanie psiego języka do zdjęcia użytkownika.  

Pomimo tak wielu inicjatyw, w roku 1995 sukces internetu wcale nie był przesądzony.   

Jak rosła liczba internautówJak rosła liczba internautów Fot. Marta Kondrusik

Kasandryczne wizje

Ludzkość miała już wszystkie narzędzia do utrzymywania globalnej łączności. Internet przedostał się do mas, a mimo to zaczęły pojawiać się wątpliwości. Naukowcy i dziennikarze pytali: dokąd to wszystko zmierza? Słychać było głosy rozczarowania, a nawet wizje upadku internetu.  

27 lutego 1995 w Newsweeku ukazał się bardzo krytyczny wobec nowego zjawiska artykuł. Jego autor miał gorzkie przemyślenia. 

Wizjonerzy widzą w przyszłości zdalnych pracowników, interaktywne biblioteki i multimedialne klasy. Mówią o elektronicznych obradach i wirtualnych społecznościach. Firmy przeniosą się z biur do sieci i modemów. A wolność sieci elektronicznej uczyni rządy bardziej demokratycznymi? Bzdury! Czy naszym ekspertom od komputerów nie brak czasem zdrowego rozsądku? Prawda jest taka, że żadna baza danych nie zastąpi codziennej gazety, żaden CD-Rom nie zastąpi kompetentnego nauczyciela, a żadna sieć komputerowa nie zmieni sposobu pracy rządu.  

Według Newsweeka powszechny dostęp do internetu miał się stać jego przekleństwem, a nie siłą.  

Akwizytorzy internetowej rewolucji nie powiedzą ci, że internet jest gigantycznym oceanem nieprzetworzonych danych bez krzty jakiekolwiek kompetencji. Brak redaktorów, recenzentów, krytyków sprawia, że internet staje się pustkowiem nieprzefiltrowanych danych. Nie wiesz, co ignorować, a co jest warte przeczytania. Zalogowany w sieci WWW próbowałem odnaleźć datę bitwy pod Trafalgar. Pojawiły się setki plików. Sprawdzenie co jest biografią napisaną przez ośmioklasistę, co niedziałającą grą, a co obrazem zajęło kwadrans. Żaden z odnalezionych plików nie odpowiedział na moje pytania, a moje poszukiwania były przerywane komunikatem: zbyt wiele połączeń, spróbuj ponownie później.

Ojciec internetu robi sobie papierowego drinka  

Nie brakowało innych krytycznych komentarzy. Robert Metcalfe, uznawany za jednego z ojców Internetu, twórca Ethernetu, powiedział w roku 1995 na konferencji InfoWorld:

Przewiduję, że internet wkrótce stanie się supernową i w 1996 roku katastrofalnie się zapadnie.  

Erik Sandberg-Diment na łamach New York Timesa w grudniu 1995 r. również wątpił w sens rozwoju nowej technologii. Nie widział nawet powodu posiadania przenośnego komputera.

Zapewne wiele osób chciałoby pracować na komputerze w domu, ale czy naprawdę chcą zabierać go ze sobą z biura? Łatwiej chyba włożyć do torby kilka dyskietek. [...] Prawdziwa przyszłość laptopów to specjalistyczne nisze. Nieważne jak tanie staną się urządzenia. Nie wyobrażam sobie, by ktokolwiek zabrał jakieś na przykład na ryby. 

- stwierdził. 

Zamiast katastrofy rok 1996 okazał się rokiem intensywnego rozwoju. Potencjał innowacji dostrzegli liderzy świata technologii.  

Internet przyniesie korzyści tym, którzy będą chcieli coś sprzedać. Ludzie przestaną odwiedzać wiele fizycznych sklepów, będą kupować przedmioty w sieci

 - stwierdził w roku 1996 Steve Jobs, zanim jeszcze powrócił do Apple po wygnaniu go przez ówczesny zarząd.   

Bill Gates również nie miał wątpliwości co do przyszłości sieci.

Treść dostępna w internecie będzie równie cenna jak ta nadawana przez radio i telewizję.

Na szczęście dla nas, Internet sobie poradził. Metclafe dwa lata po swojej zupełnie nietrafionej przepowiedni, w roku 1997, wypił własne słowa. Dosłownie. Wycięty artykuł przy użyciu wody i blendera został zmieniony w niezbyt smaczny koktajl. 

Rok później powstał Google, a historia internetu jaki znamy dziś dopiero się rozpoczęła.