Co zrobić, żeby Morawiecki został Twoim dłużnikiem? [PIENIĄDZE]

Co miesiąc Polska zadłuża się u swoich obywateli na setki milionów złotych, sprzedając im obligacje skarbowe. W gruncie rzeczy pożyczenie państwu części swoich oszczędności nie jest głupim pomysłem.

Na początku założenie – masz oszczędności. Część odłożyłeś na czarną godzinę, część z myślą o kupnie domu. Niezależnie od celu, te pieniądze po prostu muszą być bezpieczne.

Co możesz z nimi zrobić? Możesz trzymać je na koncie osobistym w banku, ale te zwykle nie są oprocentowane, więc przy okazji inflacja coś ci jeszcze z tych pieniędzy uszczknie. Dużo lepszym i równie bezpiecznym rozwiązaniem, jest poszukiwanie dobrych lokat bankowych, ewentualnie kont oszczędnościowych. Alternatywą – zakup obligacji skarbowych.

Lokaty, konta oszczędnościowe i obligacje skarbowe to najbezpieczniejsze formy oszczędzania. Oczywiście można snuć czarne scenariusze o bankructwie państwa czy banku, ale jest to mało prawdopodobne.

Kupić i zapomnieć

Nabywając obligacje skarbowe tak naprawdę pożyczamy pieniądze państwu. Na budowę dróg, szkół, na emerytury, na 500 plus itd. Żeby była jasność – to samo robimy w stosunku do banku wpłacając pieniądze na lokatę czy konto. Inna sprawa, że z pieniędzy, które włożymy do banku, ten udzieli kredytów i świetnie na tym zarobi, a Skarb Państwa co roku jest na minusie.

Nie ma co owijać w bawełnę - jeśli umiemy poruszać się w gąszczu trików bankowych, mamy smykałkę do wertowania ofert banków w poszukiwaniu najlepszych okazji i promocji i lubimy przerzucać oszczędności między lokatami – z pewnością wyjdziemy na tym lepiej niż na obligacjach skarbowych.

Ale umówmy się, nie każdy ma do tego zacięcie. Poza tym, najlepsze lokaty to te promocyjne, np. na trzy miesiące. Podobnie szybko kończy się ponadprzeciętne oprocentowanie kont oszczędnościowych. Jeśli nie do końca dobrze się z tym czujemy, „wrzucenie” choćby części pieniędzy na obligacje skarbowe jest lepszym rozwiązaniem. Zysk – przeciętny poziom bankowy.

To jak działają te obligacje?

Obligacje skarbowe są standardowo sprzedawane w czterech wersjach – papierów dwu-, trzy-, cztero- i 10–letnich. Te dziesięcioletnie noszą nawet nazwę „emerytalnych”, co sugeruje, że najlepiej przydadzą się właśnie przy odkładaniu na „jesień życia”.

Jedna obligacja kosztuje 100 zł. Jeśli chcemy zainwestować np. 5 tys. zł, to kupimy 50 obligacji.

W przypadku obligacji z terminem wykupu (czyli po prostu datą zakończenia) za dwa lata, oprocentowanie jest stałe. W marcowej emisji wynosi 2,1 proc. w skali roku. Innymi słowy – każda obligacja (o wartości 100 zł) wygeneruje w ciągu roku 2,10 zł brutto odsetek. Jeśli kupiliśmy obligacje za 5 tys. zł, odsetki przez rok wyniosą 105 zł brutto.

Ponieważ odsetki z obligacji podlegają 19-procentowemu podatkowi od zysków kapitałowych, to z tych 105 zł naszym faktycznym zarobkiem będzie tylko ok. 85 zł. Resztę "weźmie" państwo. To trochę bez sensu, ale to prawda – Skarb Państwa pożycza od nas pieniądze, płaci nam za to wynagrodzenie, bo czym zabiera sobie jego część w ramach podatku.

Te 2,1 proc. rocznie na obligacjach dwuletnich to poziom przeciętnej lokaty założonej na ten sam okres. Jeśli ktoś się postara, bez problemu znajdzie teraz w bankach oferty na 2,5 proc. albo więcej.

Z obligacjami na trzy, cztery i 10 lat kwestia jest bardziej skomplikowana - wysokość oprocentowania jest pewna tylko w początkowym okresie. Obecnie przy „trzylatkach” to 2,2 proc. w skali roku przez pierwszych sześć miesięcy, a przy „czterolatkach” i „10-latkach” kolejno 2,4 proc. i 2,7 proc. przez pierwszy rok. W kolejnych latach oprocentowanie tych obligacji jest już zmienne. Dla papierów trzyletnich wynosi tyle, co rynkowa stawka WIBOR 6M z ostatnich dni przed każdym kolejnym okresem półrocznym oszczędzania (to oprocentowanie, po jakim banki pożyczają sobie pieniądze między sobą). Dla czteroletnich wskaźnik inflacji + 1,25 proc., a dla 10-letnich wskaźnik inflacji + 1,50 proc. (inflacja roczna podana przez GUS w miesiącu poprzedzającym kolejny rok oszczędzania).

Właśnie to jest kluczowe przy obligacjach cztero- i 10-letnich - że na pewno dadzą zarobić więcej, niż zabierze inflacja. Takiego przekonania nie ma w przypadku obligacji na dwa lub trzy lata.

Co ważne, gdy zamiast inflacji na rynku jest deflacja, to nie jest ona uwzględniana w oprocentowaniu. Innymi słowy – te 1,25 proc. czy 1,5 proc. to najmniej, ile możemy w danym roku dostać. Ale to scenariusz (na razie) czysto teoretyczny, bo do Polski kilka miesięcy temu powróciła inflacja.

Ważne jest jeszcze to, że w przypadku obligacji dwuletnich i 10-letnich, wszystkie odsetki dostajemy dopiero po zakończeniu oszczędzania. Są one co roku kapitalizowane, czyli „doliczane” do wartości obligacji, dzięki temu co roku na zysk pracuje nieco wyższa kwota. Przy papierach z trzy- i czteroletnim okresem wykupu odsetki są natomiast regularnie wypłacane - przy "trzylatkach" co pół roku, przy "czterolatkach" co rok. 

embed

Dla uściślenia – choć obligacje skarbowe mają daleki termin wykupu, to w razie potrzeby oczywiście możemy sięgnąć po ulokowane w nich pieniądze. Składa się wówczas tzw. dyspozycję przedterminowego wykupu. Niestety, w takiej sytuacji zostanie pobrana opłata w wysokości 0,70 zł od każdej obligacji dwu-, trzy- lub czteroletniej albo 2 zł od każdej obligacji 10-letniej. Przypominam – każda obligacja jest warta nominalnie 100 zł, więc koszt wcześniejszego wykupu np. trzyletnich obligacji nabytych za 5 tys. zł wyniesie 35 zł.

Warto przypomnieć, że poza standardowymi obligacjami są jeszcze sześcio- i 12-letnie tzw. Rodzinne Obligacje Skarbowe. One są jednak zarezerwowane wyłącznie dla beneficjentów programu "Rodzina 500 plus". Po prawdzie jednak cieszą się kiepskim zainteresowaniem. Od października 2016, czyli ich premiery, do końca stycznia 2017 r. (danych za luty jeszcze nie znamy), Polacy dokonali łącznie 1666 transakcji zakupu Rodzinnych Obligacji, inwestując w nie 4,2 mln zł. Dla porównania, łącznie polskie rodziny dostały z programu Rodzina 500 plus ok. 19 mld zł. Zatem w Obligacje Rodzinne Polacy włożyli ok. 0,02 proc. tego, co dostali od rządu.

Czytaj więcej: W grudniu wydawało się, że gorzej być nie może. Ale w styczniu było. Znów mizerne zainteresowanie obligacjami 500 plus

Obligacje skarbowe mają łatkę „produktu dla seniorów”. To dlatego, że ponad 70 proc. (w zeszłym roku aż 77,4 proc.) kupują osoby powyżej 50. roku życia. Poza tym, blisko 90 proc. obligacji detalicznych jest nabywanych w stacjonarnych punktach sprzedaży – czyli w oddziałach PKO Banku Polskiego oraz w Punktach Obsługi Klientów Domu Maklerskiego PKO BP. Warto jednak pamiętać, że obligacje można nabyć bez żadnych problemów przez stronę internetową zakup.obligacjeskarbowe.pl.

embed
embed

Polacy raczej nie kochają obligacji

Pieniądze, które Kowalscy inwestują w te papiery, nie są wielkie. Choć rok 2016 był pod względem popytu na obligacje najlepszy od 8 lat, to 4,63 mld zł pozyskane od obligatariuszy nie zapiera tchu. Dla porównania – w bankach przez ostatni rok przybyło ponad 50 mld zł depozytów gospodarstw domowych (razem mamy już tam, na kontach i lokatach, ponad 700 mld zł).

embed

Najpopularniejsze wśród Polaków są obligacje dwuletnie. Stanowiły one 76 proc. wszystkich sprzedanych w całym 2016 r.