Kronika rozwodu z Wielką Brytanią. Tydzień pierwszy [NEXT EUROPA]

Rafał Hirsch
W środę 29 marca pękła Unia Europejska. Brytyjczycy oficjalnie zgłosili zamiar opuszczenia Wspólnoty. Od tego momentu proces wychodzenia Wielkiej Brytanii z Unii stał się nieodwracalny, a sprawy zaczęły biec w szybkim tempie.

DWA WAŻNE DOKUMENTY

List Theresy May do Donalda Tuska jest bardzo łagodny, podkreślający chęć porozumienia. Londynowi zależy na tym, aby jak najszybciej dogadać się w kwestii przyszłego modelu współpracy między Unią a Wielką Brytanią. Brytyjska prasa żartuje nawet, że list May miejscami brzmi tak, jak gdyby premier Wielkiej Brytanii zgłaszała chęć wejścia do Unii, a nie wyjścia ze Wspólnoty.

CZYTAJ WIĘCEJ: Procedura wyjścia Wielkiej Brytanii z UE rozpoczęta. May chce "głębokiego i specjalnego partnerstwa"

Odpowiedź Brukseli, która pojawia się dwa dni później, kategorycznie odrzuca to, na czym Londynowi zależy najbardziej – nie będzie szybkiego porozumienia w sprawie przyszłości. Najpierw trzeba bowiem rozliczyć się z przeszłości. Ustalić, jak w szczegółach ma wyglądać wychodzenie Brytanii z Unii. Dopiero w drugiej kolejności będzie można porozmawiać o przyszłej współpracy. 

Kluczowe w stanowisku Unii jest stwierdzenie, że rozmowy o przyszłości będzie można zacząć wtedy, kiedy Unia uzna, że w rozmowach o Brexicie został osiągnięty „wystarczający postęp” (sufficient progress). To sformułowanie, którym Unia od lat szachuje Grecję w negocjacjach o redukcji jej zadłużenia. W sytuacji, w której Bruksela chce coś przeforsować po prostu stwierdza, że nie ma „wystarczającego postępu”. Określenie to nie ma nigdzie dokładnej definicji. W rozmowach z Londynem Unia również będzie mogła używać tego sformułowania jako nacisku.

Fragment stanowiska Unii Europejskiej w sprawie rozmów o BrexicieFragment stanowiska Unii Europejskiej w sprawie rozmów o Brexicie źródło: Rada Unii Europejskiej

Ciekawe w zaznaczonym fragmencie tekstu jest też to, że zdaniem Unii rozmowy o przyszłości relacji z Wielką Brytanią będzie można zakończyć dopiero wtedy, kiedy Wielka Brytania będzie już poza Unią.

Brzmi to logicznie, ale oznacza, że pomiędzy faktycznym wyjściem z Unii a osiągnięciem porozumienia o modelu współpracy z Unią będzie okres, w którym nie będzie obowiązywać żadne porozumienie. Nie wiadomo, ile będzie trwał, ale wiadomo, że będzie to sytuacja bardzo niekorzystna dla Londynu. To daje Brukseli znaczną przewagę w negocjacjach.   

CO DALEJ?

W tej chwili Bruksela stara się wywierać nacisk na Londyn manifestując skrajny brak pośpiechu. Szczyt unijny, który ma się zająć Brexitem odbędzie się dopiero 29 kwietnia. Jednak faktyczne rozmowy będą mogły się rozpocząć dopiero wtedy, gdy rada unijnych ministrów spraw zagranicznych uzgodni szczegółowe stanowiska negocjacyjne. Spotkanie tej rady zaplanowano dopiero na 22 maja.  

Liderzy Niemiec i Francji: Angela Merkel i Francois Hollande twierdzą, że rozmowy najpierw powinny skupić się na rozliczeniach finansowych i wzajemnym zagwarantowaniu praw obywateli UE w Wielkiej Brytanii i Brytyjczyków w UE. W tej pierwszej kwestii w mediach pojawiła się wstępna kwota 60 mld euro, która oczywiście Londynowi się nie podoba.

PIERWSZY DUŻY PROBLEM, CZYLI GIBRALTAR

Odpowiedź Unii Europejskiej na list Theresy May ma dziewięć stron. Pod koniec ósmej strony, w niepozornym punkcie numer 22 napisano, że po Brexicie jakiekolwiek porozumienia między UE a Wielką Brytanią będą dotyczyć także Gibraltaru, pod warunkiem, że osobną zgodę na to wyrazi Hiszpania.

Fragment stanowiska Unii Europejskiej w sprawie rozmów o BrexicieFragment stanowiska Unii Europejskiej w sprawie rozmów o Brexicie źródło: Rada Unii Europejskiej

Oznacza to, że Hiszpania ma de facto prawo weta wobec całego przyszłego porozumienia Unii z Wielką Brytanią. Z drugiej strony dla Londynu może to oznaczać perspektywę utraty kontroli nad Gibraltarem. W sprawie natychmiast pojawiły się ogromne emocje, których apogeum były wypowiedzi sugerujące możliwość brytyjskiej interwencji zbrojnej w obronie Gibraltaru przed Hiszpanami.

Brytyjskie władze Gibraltaru określiły sytuację jako haniebną, a minister spraw zagranicznych Boris Johnson w sposób znacznie bardziej spokojny dał do zrozumienia, że Gibraltar jest dla Londynu bardzo ważny i nic się w tej sprawie nie zmieni.

DRUGI DUŻY PROBLEM, CZYLI SZKOCJA

Szkocja, która nie chciała Brexitu, wysyła do Londynu list formalnie domagający się zgody na drugie referendum w sprawie niepodległości Szkocji. Wcześniej pomysł drugiego referendum uzyskał poparcie szkockiego parlamentu. Premier Wielkiej Brytanii odpowiada, że organizowanie referendum w trakcie trwania negocjacji związanych z Brexitem to zły pomysł.

Głosowanie miałoby się odbyć na przełomie 2018 i 2019 roku. Szkoci wybrali taką datę wcześniej, myśląc, że wtedy będzie już wiadomo, jakiego rodzaju porozumienie o współpracy po Brexicie podejmą Londyn i Bruksela. Dziś wiadomo, że w tym czasie ustaleń końcowych może jeszcze nie być, a więc stanowisko Theresy May wydaje się być uzasadnione. Pierwszy minister Szkocji (odpowiednik premiera) Nicola Sturgeon zapowiedziała, że będzie chciała dalej rozmawiać o tym z brytyjskim rządem w sposób konstruktywny. 

Tymczasem Hiszpania ogłasza, że rezygnuje z pomysłu blokowania wniosku Szkocji w sprawie wejścia do UE. Oczywiście dziś nie wiadomo, czy kiedykolwiek taki wniosek się pojawi, ale dotąd było wiadomo, że jeśli się pojawi, to Madryt postawi weto i Szkocja i tak do Unii nie wejdzie. Dlatego zmiana zdania przez Hiszpanów jest ważna. Jednak aby Szkocja weszła do Unii, musi najpierw uniezależnić się od Wielkiej Brytanii, a w tym celu wcześniej obywatele Szkocji muszą się za tym opowiedzieć w referendum. Jak wiemy, na razie nie ma nawet jego daty.

Hiszpania wcześniej była gotowa zrobić wszystko, aby zniechęcić Szkotów do oderwania się od Wielkiej Brytanii. Kierowała nią obawa, że jeżeli Szkotom się uda, to na podobny krok względem Hiszpanii zdecydują się Katalończycy. Niewykluczone, że niekorzystna dla Londynu zmiana stanowiska Madrytu w sprawie Szkocji może być elementem hiszpańskiej gry politycznej w sprawie Gibraltaru. 

UNIA BEZ KASY Z LONDYNU 

Brexit oznacza, że z unijnego budżetu zniknie około 10 mld EUR rocznie – tyle wynosiła składka płacona przez Londyn. W takiej sytuacji można kosztem funduszy zmniejszyć unijny budżet, albo zostawić go bez zmian podnosząc składkę pozostałym państwom Wspólnoty. Unijny komisarz do spraw budżetu, Gunther Oettinger powiedział, że woli to drugie rozwiązanie.

CZYTAJ WIĘCEJ: Przez Brexit może wzrosnąć nasza składka do UE. Tak uważa unijny komisarz

Kolejny odcinek za tydzień.