Andrzej Sadowski: Podwyżki podatków dla bogatych i uderzenie w przedsiębiorców? To głęboko niemoralne [WYWIAD NEXT+]

Piotr Skwirowski
Próba dorwania garstki zamożnych ludzi w Polsce nie udawała się do tej pory i w przyszłości też się nie uda. Na koniec okaże się, że sytuacja ludzi mniej zamożnych wcale z tego powodu nie jest lepsza. Natomiast liczba przedsiębiorców, którzy dla świętego spokoju i bezpieczeństwa przenoszą już nie tylko firmy, ale także swoje majątki do funduszy powierniczych za granicą, cały czas rośnie.

Piotr Skwirowski: Jaka jest dziś kondycja polskich przedsiębiorców? Mają szansę konkurować z firmami zachodnimi?
Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha, członek Narodowej Rady Rozwoju przy Prezydencie RP: Pod względem stanu posiadania polscy przedsiębiorcy mają najnowocześniejsze fabryki na kontynencie, a niektóre nawet na świecie. Przedsiębiorcy wykorzystali tzw. rentę zacofania, czyli nie podążali po śladach zachodnich przedsiębiorców, tylko przeskakiwali kilka poziomów i jeżeli już zaciągali kredyty, to na najnowocześniejsze linie technologiczne dostępne na świecie.

Oczywiście, w końcu lat 80. XX wieku kupowali zdekapitalizowane maszyny po to, żeby ich używać przez jakiś czas, ale później był skok o kilka pięter powyżej tego, co jest u naszych zachodnich sąsiadów. I to we wszystkich dziedzinach. Jeśli inwestowano na przykład w rozwój przemysłu cementowego, to on dzisiaj należy do najnowocześniejszych, najbardziej efektywnych, energooszczędnych, ekologicznych w tej części świata. Gdyby więc badać jedynie stan posiadania polskich przedsiębiorstw, to inni mogą nam tylko pozazdrościć.


Jeśli jednak wziąć pod uwagę stan otoczenia, w jakim funkcjonują nasze firmy, to jest na odwrót. Im nowsze technologie wprowadzają przedsiębiorcy, z tym gorszymi przepisami mają do czynienia. Codziennie słyszymy komunikaty o odczytach z urządzeń rejestrujących emisję takich czy innych pyłów zanieczyszczających powietrze, którym oddychamy. Podobnie powinno się rejestrować liczbę przepisów, które danego dnia przyjął polski parlament, bo większość z nich zanieczyszcza środowisko pracy, w jakim muszą działać polscy przedsiębiorcy. Bicie rekordów przez polski parlament w uchwalaniu jeszcze większej liczby przepisów niż rok wcześniej jest miarą dramatycznego stanu systemu politycznego, który odbiera nam wolność gospodarczą. Z tego powodu, a nie z braku umiejętności czy technologii, nie możemy czasami sprostać zagranicznej konkurencji.


Mimo to przyciągamy zagranicznych przedsiębiorców. Ostatnio budowę fabryki w Polsce zapowiedziała Toyota. Może nie jest więc aż tak źle?


- Nie przyciągamy, tylko korumpujemy zachodnie koncerny łapówkami w postaci grantów, bo tak to się elegancko nazywa. Zaproszony przez nas do Polski Milton Friedman powiedział, że jeśli w warunkach takich, jakie panują w Polsce, nasi przedsiębiorcy odnoszą sukces, to jest to najlepszy dowód dla zagranicznych przedsiębiorców, iż jesteśmy krajem, w którym warto inwestować. Natomiast sztuczne przyciąganie koncernów za pieniądze polskiego podatnika jest strategią, która zemściła się na wszystkich krajach, które to robiły, od Ameryki Południowej po Azję. Zagraniczne koncerny budują tzw. fabryki kieszonkowe, czyli takie, które w jednej chwili można przenieść w dowolne miejsce na świecie. I to się dzieje po skonsumowaniu wszelkich grantów, ulg podatkowych czy przywilejów, jakimi kuszą je rządy. Zamiast stworzyć konkurencyjne warunki dla wszystkich, a przede wszystkim dla własnych przedsiębiorców, rządy kuszą zagranicznych inwestorów pieniędzmi polskiego podatnika.


Ale rząd mówi, że poprawia klimat działania dla przedsiębiorców. Obniżył stawkę CIT dla małych podatników, zapowiada konstytucję dla biznesu.


- Zamiast kolejnych tzw. ułatwień trzeba przywrócić wolność gospodarczą. Polscy przedsiębiorcy do tej pory pamiętają, ile zawdzięczają ustawie Wilczka. Mieliśmy dzięki niej jedyne jak dotąd masowe powroty do Polski, bo byliśmy krajem największego cudu gospodarczego na świecie końca XX wieku za sprawą tylko przywrócenia wolności gospodarczej. Polacy potrafili zrobić z wolności użytek i masowo zakładali firmy. Polska przyciągnęła również firmy zagraniczne, które wtedy mogły liczyć tylko na siebie, a nie, jak dziś, na przywileje i ulgi. U siebie mieli szklane sufity, których u nas na początku lat 90. XX wieku nie było. To dlatego pojawili się u nas m.in. rolnicy holenderscy, którzy mogli bez żadnych limitów, jak w swojej ojczyźnie, mieć tyle krów, ile zapragnęli. Potrzebujemy przywrócenia wolności gospodarczej, która jest naturalnym środowiskiem dla polskiej pracy i przedsiębiorczości.


Może to już jest niemożliwe? Czasy się zmieniły, może ci, którzy mieli zakładać własne firmy, już to zrobili?


- Polacy dziś zakładają najwięcej przedsiębiorstw w Niemczech. Pod tym względem wyprzedziliśmy nawet dotychczasowego lidera, czyli Turków. Przedsiębiorczość jest naszym narodowym DNA, a duch przedsiębiorczości nie ginie w kolejnych młodych pokoleniach.


Politycy w Polsce często odwołują się do przykładu Irlandii. Zapominają, że tam w czasach dramatycznej emigracji z tego kraju wszystkie siły polityczne porozumiały się co do fundamentalnej zmiany systemu gospodarczego. Irlandia stała się gospodarczym tygrysem nie dlatego, że tak sobie ktoś zaczął ją nazywać, lecz dlatego, że wprowadziła najkorzystniejsze warunki do zakładania firm w tej części świata, łącznie z gwarancjami, że każda firma, która zostanie założona, będzie korzystała z niezmieniania przepisów na gorsze przez 25 lat. Do tego doszedł dobry system podatkowy. W efekcie w ciągu dwóch pokoleń Irlandia przeskoczyła pod względem poziomu dobrobytu Wielką Brytanię. Mamy dowód na to, jak poprzez zmianę systemu można dokonać czegoś, co naszym politykom nie mieści się w głowie, czyli że Polska może wyprzedzić Niemcy w poziomie dobrobytu i rozwoju w dwa pokolenia.


Nasi politycy boją się, że poważna reforma systemu podatkowego zachwieje wpływami do budżetu, a te są potrzebne na realizację coraz bardziej rozdmuchanych wydatków socjalnych, jak program 500+ czy na obniżenie wieku emerytalnego.


- Przed laty premier Saksonii powiedział, że polskie rządy powinny konkurować z krajami Zachodu nie na stawki podatkowe, lecz na korzystniejsze rozwiązania podatkowe. Łatwiej jest wygrać z konkurencją lepszym systemem podatkowym, niż budowaniem przez ćwierć wieku autostrad, które od dawna już są w innych krajach.


Ależ autostrady są potrzebne. Dobra infrastruktura to jeden z warunków skutecznego przyciągania inwestorów.


- Są miejsca na świecie, gdzie nie ma jeszcze autostrad, a przepisy są lepsze. Przecież we Francji jest sieć autostrad, a nie słychać o nadzwyczajnych inwestycjach zagranicznych w tym kraju, tylko o karach za ich przenoszenie w inne miejsca. Jest to m.in. skutek prawa pracy, które liczy już kilka tysięcy stron. Prowadzenie tam przedsiębiorstwa jest podobnie trudne, jak w Polsce. Dodatkowo, kiedy polska firma kupuje francuską, wybuchają strajki przeciwko Polakom, którzy mieli być szefami kupionych przez siebie przedsiębiorstw. Nic zatem dziwnego, że pogłębia się przepaść gospodarcza między Francją i nie tylko Niemcami.


Rumunia zaś, konsekwentnie obniżając VAT i likwidując dziesiątki podatków, jest liderem wzrostu gospodarczego w UE przy zachowaniu wpływów do budżetu. Mieliśmy w Polsce podobne doświadczenia, choćby wtedy, gdy radykalna obniżka akcyzy na alkohol spowodowała zatrzymanie przemytu i wznowienie produkcji na trzy zmiany w zakładach spirytusowych.


U nas nie mówi się w tej chwili o obniżce podatków. Jeśli już, to raczej o ich podwyżce, przynajmniej dla najlepiej zarabiających. Był pomysł, by likwidować 19-proc. liniową stawkę PIT dla firm, rzekomo zbyt dla nich korzystną.


- Kolejny polski rząd stoi przed historyczną szansą. Albo będzie powielał nieefektywne rozwiązania sprowadzające się do ślepej wiary w arkusz kalkulacyjny, w którym powiązanie kolumny stawek z kolumną wpływów budżetowych powoduje po wpisaniu wyższych podatków w jednej wzrost wpływów w drugiej, albo przeciwstawi się szantażowi nieruszania systemu podatkowego, „bo budżet się zawali od obniżki opodatkowania”.


Wszystko sprowadza się do kwalifikacji moralnych rządzących. Polega to na tym, że podejmuje się decyzje korzystne dla obywateli na podstawie doświadczeń innych krajów. Jeśli, do tej pory, obniżki podatków w Polsce i innych krajach okazywały się zbawienne zarówno dla tego bożka, jakim dla części polityków jest budżet państwa, a jednocześnie zwiększały poziom dobrobytu obywateli, to takie decyzje należy bez zwłoki podejmować.


W Polsce, ale też w innych krajach, do głosu dochodzą ugrupowania populistyczne. Zgłoszą raczej propozycję wyższego opodatkowania najbogatszych, uderzenia w przedsiębiorców niż powszechnego obniżenia obciążeń. Tu będą szukały poklasku.


- To jest głęboko niemoralne. Na koniec okaże się, że sytuacja ludzi mniej zamożnych wcale z tego powodu nie jest lepsza. Natomiast liczba przedsiębiorców, którzy dla świętego spokoju i bezpieczeństwa przenoszą już nie tylko firmy, ale także swoje majątki do funduszy powierniczych za granicą, cały czas rośnie.


W Polsce nikt nie próbował wygrać wyborów, mówiąc uczciwie, że dobrobyt obywateli poprawimy, bo będziemy mniej zabierać i więcej zostawiać im do dyspozycji. Obecny rząd chce zwiększyć dobrobyt obywateli oraz poziom kapitału polskich przedsiębiorców. Nie ma do tego innej, lepszej, sprawdzonej na świecie metody niż obniżka podatków - od konsumpcji oraz podatków osobistych, które zresztą trzeba zlikwidować, bo są jednymi z bardziej demotywujących i szkodliwych. Tym sposobem można skutecznie wygrać wybory.


Natomiast próba dorwania garstki zamożnych ludzi w Polsce nie udawała się do tej pory i w przyszłości też się nie uda. Jeśli popatrzymy na listę 100 najbogatszych Polaków, to oni nie byliby najbogatsi, gdyby wszyscy tu płacili podatki w pełnej wysokości. Wielu z nich ma rezydentury podatkowe poza Polską, w różnych krajach w Europie i na świecie.


Dziś już nie pojawiają się propozycje wprowadzenia podatku liniowego czy rozwiązań w stylu 3 x 15. Dlaczego? To przejaw tego populizmu?


- Politycy nie wierzą w mądrość obywateli. Dobrze to było widać, gdy badaliśmy preferencje wyborców poszczególnych partii politycznych. Gdy okazało się, że duża część sympatyków jednej z nich opowiada się za obniżką opodatkowania oraz podatkiem liniowym, jeden z liderów stwierdził, iż linia partii jest inna i nie będzie jej zmieniał dla potrzeb własnego elektoratu. To pokazuje, że politycy partyjni nie reprezentują nawet swoich wyborców.


Jest pan optymistą, gdy patrzy na to, co się dzieje w naszej polityce i w gospodarce?


- Polska praca i przedsiębiorczość jest poważana i szanowana w całej Europie. To Polacy są najlepszymi ambasadorami naszego kraju. Gdy nad Londynem nastąpiło oberwanie chmury, to do pracy dotarli przede wszystkim Polacy. Wchodzili do pustych biur, bo Anglicy uznali, że oberwanie chmury to tak nadzwyczajne wydarzenie, iż nie trzeba ruszać się z domu. Takie symboliczne wydarzenia zbudowały nam reputację. Angielska prasa opisywała przypadki, gdy przedstawiciele innych nacji podszywali się pod Polaków po to, żeby dostać pracę. Bo Polak wyznaczał standard najbardziej odpowiedzialnej, solidnej, ciężkiej pracy.


Rysuje pan bardzo korzystny obraz Polaków, polskich przedsiębiorców. Tymczasem mamy jedną z największych luk w VAT, to samo w CIT. Zdaniem rządu, dowodzi to, że Polacy lubią omijać prawo, oszukiwać na podatkach i dorabiać się tym sposobem.


- Komisja Europejska szacuje, że wyłudzenia VAT w UE sięgają setek miliardów euro rocznie. Wniosek jest jeden: VAT jest podatkiem kryminogennym. Sama Komisja mówi, że należy go zamienić na podatek przychodowy. Tam gdzie mamy VAT tam mamy najlepiej zorganizowaną przestępczość, która rozkwitła jeszcze bardziej po tym, jak transakcje zwrotu tego podatku stały się transakcjami transgranicznymi. To jest nie do opanowania i dlatego trzeba zmienić lub zlikwidować obecny podatek VAT.
Nie można stawiać tezy, że Polacy są narodem kombinatorów bo są to międzynarodowe grupy przestępcze, które wykorzystują każdy kraj. W Polsce dodatkowo rządzący tworzyli system, który sprzyja oszustom, a to dlatego, że przepisy dotyczące VAT, wraz z ich interpretacjami liczą dziś ok. 1,5 mln stron.


Chyba 1,5 tys. stron?


- Nie tysiąca, tylko półtora miliona. Deklaracja VAT w Wielkiej Brytanii liczy do 9 pozycji w Polsce ponad 60, czyli nawet podatek VAT może być mniej skomplikowany. Im bardziej jest on skomplikowany, tym większe są możliwości przestępcze. Tak zwane uszczelnianie polegające na dalszym komplikowaniu systemu i nakładaniu na uczciwych podatników, coraz to nowych obciążeń, spowoduje tylko większą niesprawiedliwość. Z rosnącą patologią VAT ma coraz większy problem cała UE bo to taki podatek. Dodatkowo im wyższe stawki tego podatku, a w Polsce należą one do najwyższych, tym wyższa jest premia za jego niezapłacenie.


„Innowacyjna” przestępczość to nie rabowanie banków, lecz wysyłanie deklaracji o zwrot VAT do urzędów skarbowych.


Ma pan jakąś receptę na to, co złego dzieje się w polskich podatkach?


- Do czasu, aż UE coś zrobi z VAT, możemy z systemu VAT wyłączyć
milion małych firm. Dziś, gdy idziemy do publicznej toalety, dostajemy paragon fiskalny. To absurd. Zmuszono drobnych przedsiębiorców do przyjęcia VAT i stworzono raj dla przestępczości. W tłumie drobnych firm łatwiej ukryć tzw. słup, który służy potem do wyłudzania podatku. Liczbę podatników VAT trzeba więc radykalnie ograniczyć i dzięki temu pozostałych łatwiej będzie kontrolować. W idealistycznym założeniu VAT miał być przywilejem tylko dla największych firm. Potem jednak małych zmuszono do wejścia w VAT, co powoduje straty w tym podatku, bo mali przedsiębiorcy są znaczącymi konsumentami VAT.


Od ręki należy zlikwidować osiem różnego rodzaju podatków i składek nałożonych na pracę na etacie, płaconych w czterech przelewach. Na koniec mamy dwóch płatników, czyli przedsiębiorcę i pracownika.


Natomiast zmiana fundamentalna, to obniżenie opodatkowania pracy. To kluczowe dla konkurencyjności wszystkich polskich przedsiębiorców. Proponujemy też likwidację podatku CIT, czyli podatku dochodowego, który jest podatkiem od braku umiejętności jego niezapłacenia, bo nie płaci go legalnie od 60 do 80 proc. firm. Podatek ten jest bardziej bohaterem medialnych niż poważnym źródłem wpływów budżetowych w przeciwieństwie do podatków z pracy.


Mimo to daje on budżetowi 30 mld zł rocznie.


- Tak, ale to zaledwie 4-5 proc. udział w finansach publicznych. 20 proc. wszystkich tytułów podatkowych daje 80 proc. wpływów do budżetu. Mamy w Polsce odważnych samorządowców, którzy rezygnują z części podatków, bo ich pobór jest droższy niż korzyści, które ów podatek przynosi. Niektóre samorządy rezygnują więc na przykład z pobierania np. podatku za posiadanie psa, bo jest on nieefektywny albo szkodliwie za wysoki. Poprzedni rząd potwierdził słuszność naszych propozycji dotyczących redukcji opodatkowania pracy, ale niestety tylko do jednej grupy pracowników. Uznał mianowicie, że opodatkowanie pracy naszych marynarzy, uniemożliwia naszym armatorom konkurowanie na rynkach międzynarodowych i dlatego rząd przygotował ustawę, która miała to opodatkowanie obniżyć. Skoro wysokie opodatkowanie pracy jest szkodliwe dla marynarzy to również jest szkodliwe dla wszystkich pozostałych branż od górnictwa do startupów. Trzeba wprowadzić redukcję podatków od pracy dla wszystkich zatrudnionych w Polsce.


Rząd dał też przemysłowi stoczniowemu zgodę na stosowanie podatku przychodowego zamiast CIT. Taki podatek miał pomóc stoczniom w czasie kryzysu. Ten system powinien objąć wszystkich przedsiębiorców a nie tylko wybrańców.


Czy gmeranie w systemie sądownictwa jest niebezpieczne dla biznesu?


- W Polsce jest dziś tak źle, że zmiany w wymiarze sprawiedliwości mogą przynieść tylko poprawę sytuacji.


Myśli pan, że zapowiadane upolitycznienie będzie lepsze dla firm niż to, co dziś mamy w sądach?


- Wymiar sprawiedliwości jest sektorem usług dla obywatela, który musi mieć prawo wyboru sędziów, przynajmniej na poziomie lokalnym. Tak samo, jak wybiera się wójtów czy prezydentów miast. To samo powinno dotyczyć prokuratorów czy komendantów policji. Dlaczego w niektórych państwach, które stoją na najwyższym stopniu demokracji, obywatel może wybierać właśnie sędziów czy prokuratorów? W wyborach bezpośrednich wybieramy prezydenta kraju, którego przeciętny obywatel nigdy w życiu nie spotka, w przeciwieństwie do sędziego, komendanta policji, tymczasem nie ma żadnego wpływu na jego wybór. Wybory powinniśmy sprowadzić na poziom władz, z którymi obywatel ma na co dzień do czynienia i które mają bezpośredni wpływ na komfort jego życia.


Mielibyśmy wtedy wybory chyba co roku. A i tak jest przecież problem z frekwencją przy urnach.


- Jeżeli za wzór demokracji przyjmiemy Szwajcarię, to tam wszystkie ważne decyzje
obywatele podejmują w czasie głosowań, w referendach. Szwajcaria powinna być dla nas punktem odniesienia. W literaturze polskiej końca XIX wieku, choćby u Prusa, Szwajcar pojawia się jako emigrant z biednego kraju, który w warszawskich hotelach otwiera gościom drzwi. Szwajcaria była wtedy krajem dotkliwej biedy. W ciągu kilku dekad kraj ten stał się oazą dobrobytu.


GUS podał niedawno, że w pierwszym kwartale tego roku mieliśmy 4 proc. wzrostu gospodarczego. To chyba dowód, że w tym trudnym otoczeniu prawnym i gospodarczym polscy przedsiębiorcy radzą sobie całkiem dobrze? Może to pana utyskiwanie jest nieco na wyrost?


- Te 4 proc. jest poniżej naszych możliwości. W Polsce jest potencjał i możliwości na wzrost dwucyfrowy.


Na tle Europy wyglądamy całkiem nieźle.


- Mówienie, że gdzieś jest gorzej niż u nas, to najgorsza motywacja, jaką można sobie wyobrazić. W każdym przedsiębiorstwie patrzy się na wyniki i na potencjał. I zastanawia się, co trzeba zrobić, żeby ten potencjał wykorzystać. Dzisiaj najcenniejszym kapitałem. jaki ma Polska, są ludzie. Mamy młode, dynamiczne, dobrze wykształcone społeczeństwo. To był powód, dla którego Wielka Brytania i kilka innych krajów od razu otworzyło dla nas swoje rynki pracy. To pomogło im utrzymać funkcjonowanie wielu sektorów ich gospodarek.


Nasz premier cieszył się przed laty jak dziecko, że w czasie kolacji z premierem Blairem na Wyspach, w grupie czterech obsługujących go kelnerów, trzech było Polakami. Wcześniej rozkładał ręce wobec dramatycznie wysokiego bezrobocia, które sztucznie obniżała i obniża do tej pory emigracja. Rządzący z ulgą pozbywali się obywateli, czyli najcenniejszego, czym dysponowali. Dziś Polacy nie wracają, bo niestety nic nie zmieniło się na korzyść w traktowaniu pracy i przedsiębiorczości, a przekonali się, że w innych krajach jest pod tym względem korzystniej. I nie przyjmuję tłumaczenia, że „nie da się”. Przy takiej argumentacji nie stworzylibyśmy w Polsce „Solidarności”, nie wyprowadzilibyśmy z Polski Armii Radzieckiej i nie zrobilibyśmy w naszym kraju wielu innych wyjątkowych w skali świata rzeczy. Powtarzanie jak mantrę, że „nie da się” albo „gdzie na świecie to zrobiono”, jest dyskwalifikujące w świetle naszej historii. Polska była i może być liderem zmian w Europie, które przywrócą nam nie tylko możliwość konkurencji, ale też mogą pomóc innym krajom wyrwać się ze swoich pułapek rozwojowych.


Andrzej Sadowski (1963) założyciel i prezydent Centrum im. Adama Smitha – Pierwszego Niezależnego Instytutu w Polsce (1989), założyciel Zespołu Badań nad Myślą Konserwatywną i Liberalną na Uniwersytecie Warszawskim (1984-1989). Współzałożyciel i członek zarządu Towarzystwa Gospodarczego w Warszawie (1986–1989). Współzałożyciel wraz z Mirosławem Dzielskim i Aleksandrem Paszyńskim i członek zarządu Akcji Gospodarczej (1988-1989). Jeden z założycieli (1996) i członek Zarządu Transparency International Polska (do 2003).
Członek Narodowej Rady Rozwoju przy Prezydencie RP (2009-2010).
Członek Rady Naukowej Ośrodka Badań nad Przedsiębiorczością Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości (2009-)
Przewodniczący rady Fundacji „Razem w chorobie” (2015-).
W 2014 roku odznaczony przez Prezydenta RP Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski za propagowanie przedsiębiorczości.
Ponownie powołany do Narodowej Rady Rozwoju przy Prezydencie RP (2015-).

Więcej o:
Komentarze (101)
Andrzej Sadowski: Podwyżki podatków dla bogatych i uderzenie w przedsiębiorców? To głęboko niemoralne [WYWIAD NEXT+]
Zaloguj się
  • leoleo

    Oceniono 9 razy 9

    najbogatsi przedsiębiorcy przypadkowo nie płacą podatków, kulczyk kiedyś pochwalił się że płaci w holandii - czytaj gdzieś na karaibach - 1,5 %, a sprzedawał i kupował w polsce

  • dziordzio1965

    Oceniono 9 razy 5

    Oczywiście, że nas stać, więcej - nie stać nas na brak obniżki podatków !
    Zlikwidować cały PIT !!!!!
    Przychody z PIT w Polsce to około 40 mld. Teoretycznych "płatników" jest ok. 24 mln.
    Tzw. dochodów wirtualnych, czyli dochodów ludzi otrzymujących pieniądze... od państwa jest 10 mln
    Dotyczy to budżetówki (ok. 2,5 mln osób) oraz emerytów i rencistów (ok. 7,5 mln osób. Czyli państwo przerzuca pieniądze z jednej kieszeni do drugiej, produkując przy tym rocznie dziesiątki milionów dokumentów.
    Kolejne 10 mln podatników to tzw. podatnicy wyzerowani, którzy "również zmuszani są do przelewania z pustego w próżne, ale w przeciwnym kierunku. Najpierw wpłacają zaliczki na podatek, a następnie dzięki ulgom otrzymują zwrot tych pieniędzy (...). 20 milionom podatników rząd pracowicie oddaje to, co wcześniej zabrał, albo zabiera to, co dał"! Według obliczeń Centrum im. Adama Smitha w rzeczywistości w Polsce podatek od dochodów osób fizycznych płacą zaledwie 4 mln osób , a faktyczny "zysk" dla budżetu jest znacznie niższy od rzekomych 39,8 mld zł. Tylko rezygnacja z wypełniania deklaracji PIT to oszczędność równa 16 tys. etatów! Na samych kosztach wysyłki pocztowej oszczędzamy ponad 40 mln zł. Na poparcie zmian przytoczyli wstrząsające dane: podatek dochodowy jest tak skomplikowany, bo ustawę o PIT zmieniano już 210 razy, a tylko w ubiegłym roku sądy rozstrzygały 4633 sprawy dotyczące PIT. Last but not least - podatek jest nieefektywny, bo pochłania aż 80 proc. czasu pracy skarbówki, a w zamian przynosi tylko 15 proc. dochodów budżetu. Koszt poboru tego podatku przekracza 2 mld zł. Wpływy z niego są niewielkie m.in. dlatego, że duża część idzie na koszty jego ściągnięcia. Ciężko oszacować związane z PIT koszty podatników i przedsiębiorców (wydatki na wyspecjalizowanych doradców, strata czasu na korespondencję z urzędami skarbowymi, kontrole, kary, sprawy sądowe, egzekucje).
    Dane z artykułu Polska bez PIT by Tomasz Cukiernik.

  • toreon

    Oceniono 6 razy 4

    Co zrobić żeby facet tego pokroju dostał się przynajmniej jakoś w pobliże gospodarczych kręgów decydenckich?

  • maxthebrindle

    Oceniono 10 razy 4

    Ustawa Wilczka? To nie wolność gospodarcza przyciągnęła wtedy 'przedsiębiorców', tylko wolna amerykanka. Miałeś 10 tysięcy marek? To w Niemczech byle emeryt by cię wyśmiał - ale przyjechaleś do Polski i byłeś Pan Byznesmen pełną gębą, można był lody kręcić do woli. A reszta to nie był żaden wybuch przessiębiorczości, tylko brak wyjścia - większość z powstałych wówczas firm to były Zdzisiexy Hurt, Detal, Wulkanizacja, filmowanie wesel w jednym - Polska była wtedy bankrutem, padliną, na której żywiły się miliony padlinożerców. Za tamtą wolność gospodarczą zapłaciliśmy biedą, wykluczeniem, wielomilionową emigracją. To, że Polska jest dziś w miarę normalnym krajem, zawdzięczamy stopniowemu ograniczeniu tamtej, dzikiej wolnści dzięki przynależności do UE.

  • beastiebot

    Oceniono 5 razy 3

    Sadowski nie wspomniał o co najmniej 40% Polaków zainteresowanych utrzymaniem status quo. To są zbyt poważne liczby żeby (na razie) coś się zmieniło. Muszą najpierw odejść żeby zaczęło się coś nowego.

  • wiesscar

    Oceniono 6 razy 2

    pokradna bogaczom te majatki w tych funduszach powierniczych,

  • brauling

    Oceniono 4 razy 2

    A poddaktowanie biednych to jest wysoce moralne nygusie?

  • hmmm11

    Oceniono 1 raz 1

    Nie wierzcie w Te Bzdury !!!!
    Podam wam najprostszy przykład mojego ojca !!! w 93 roku wrócił z USA z pieniędzmi, całe życie ciężko pracował ( po 12 godzin,przy szefie,który uważał, że praca , praca i praca -taki azjatycki sposób) piął się w górę od szefa grupy do zastępcy dyrketora gdy to firma została sprzedana "Niemcowi". Ten nakazał przejść do agencji pracy . Tata znalazł inną firmę, dali mu dużo ale po 5 latach ( gdy zresturkuryzował 2 zakłady oraz dał know how) zwoniono go ale wcześniej kazano pracować na niższym stanowisku. Tak wygląda PL , jego konto emrytalne nie jest jakieś fajne ( państwowe i prywatne) . Bo przecież ZUS to świstek papieru a OFE nie ma. Prywatne konto Emerytalne też nie wygląda dobrze bo wiecie jakie banki mają władze. A wtym czasie nasza siąsiadka pracująca w pomocy społecznej ( na państwowej posadzie 13 pensja , prawo do dodaktów za pracę oraz wyjazdu z osobą towarzyszącą na wakacje) dorabiała się niezgorzej od nas.

    Mieszkam w DE bo nie zamierzam być nawozem dla Liberałów. Mamy dogonić Niemiecki poziom czyli Mieszkanie, stabilne życie , samochód oraz wyjazd 2 razy do roku ?! Powiem wam szczerze pracowałem tutaj w MC po 156 godzin i stać mnie na to co wymieniłem. W polsce pracowałem 4 lata na 2 prace a potem w jednej ( 240 godzin plus 20 godzin niezapłaconych bo "robienie zamówień to nie praca, ja nie zarabiam to czemu mam płacić" cyt. z szefa) i co z tego miałem ??? 1600 zł

    Sami przemyście co oni opowiadają !!!!

  • caramba000

    Oceniono 1 raz 1

    @"Podwyżki podatków dla bogatych i uderzenie w przedsiębiorców? To głęboko niemoralne"
    ...lol...
    Te Mołotowy propagandy z GW są już komiczne.
    A dlaczego nie taki tytuł?
    "Podwyżki podatków dla bogatych i bicie dzieci? To głęboko niemoralne"
    To miałoby tyle samo sensu, a moc propagandowa byłaby większa. ...lol...

    W GW od zawsze byli bolszewicy kapitalizmu. Oszołomy i libtardy ekonomiczne.
    Tyle bzdur w tym artykuliku, że nie ma co czasu tracić.
    Oszołomy anarchistyczne z tego angloidalnego "Centrum im. Adama Smitha" są kabareciarzami na poziomie K*rwina Mikke. Niestety wbrew swojej woli.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX