Bartek Gola: dzisiaj startupy są dużo mniej naiwne, niż 8 lat temu. Ale wciąż góra rodzi mysz [WYWIAD NEXT+]

Kamil Mizera
Z internetem jest taki problem, że wzmaga on globalizację, również jej złe strony. Na końcu wszyscy używają jednego rodzaju wyszukiwania w internecie, może poza Rosjanami, Chińczykami i pracownikami Microsoftu. W internecie i cyfrowej gospodarce nie ma miejsca na lokalne biznesy. Albo jesteś sam globalny, albo ktoś tu przyjdzie i cię zje.

Kamil Mizera: Od blisko 8 lat inwestujesz w startupy. Czy jest możliwe, że w Polsce powstanie startup, który będzie innowacyjny na globalną skalę, w pełni sfinansowany przez polskie fundusze inwestycyjne?

Bartek Gola: Kiedyś być może tak, w przewidywalnej przyszłości nie. Ale to nie znaczy, że to jest złe. Może się narodzić firma, która tutaj powstanie i przeniesie swoją działalność za granicę, gdzie będzie miała dostęp do kapitału i talentów.

Kamil Mizera: Co stoi na przeszkodzie? Brakuje nam kapitału?

Bartek Gola: Tak, brakuje. Szczególnie w tym momencie. Firmy prywatne trzymają pieniądze przy orderach w oczekiwaniu na państwowe pieniądze. Ale to nie jedyny problem. Bo brakuje nam odpowiedniego ekosystemu i talentów.

Kamil Mizera: Jesteśmy wstanie w Polsce zbudować taki ekosystem?

Bartek Gola: Według mnie nie. Jesteśmy w stanie rozwijać firmy do pewnego momentu, ale aby firmy stawały się globalne, będą musiały z Polski wyjść. Jest to nieunikniony proces, ale to nie znaczy, że on jest zły dla gospodarki. Nie znaczy to, że ci ludzie wyjadą i nie wrócą.

Dobrym przykładem jest Skype, który częściowo był projektem estońskim, częściowo szwedzkim i duńskim. Pomimo, że przeniósł się do Stanów i teraz jest projektem amerykańskim, to do tego lokalnego ekosystemu sporo włożył. Znam dwa fundusze estońskie, które są ufundowane z pieniędzy pochodzących ze Skype’a. Również szwedzki ekosystem mocno się podbudował na tych pieniądzach.  

Gdy mówimy w kategoriach lokalny-globalny, to musimy mieć na uwadze, że innowacje i internet to pojęcia globalne, nie da się pewnych rzeczy zrobić lokalnie. Chociażby Izrael jest tutaj świetnym przykładem. Mały kraj z wielkimi problemami, generuje mnóstwo firm, które najczęściej i tak kończą w Stanach. One rozwijają się za kapitał izraelski do pewnego momentu, potem trafiają za ocean.

Dlatego musimy zdefiniować swoją rolę, tutaj w Polsce. Generować jak najwięcej szans, a potem robić ze startupów firmy międzynarodowe, bo o to w tym chodzi. Skończył się czas biznesów lokalnych.

Kamil Mizera: Czyli rolą polskich funduszy inwestycyjnych jest wygenerowanie szans i wstępne finansowanie, ale później firma musi wyjść na rynek globalny.

Bartek Gola: Tak. Dam ci przykład. TransferWise to biznes estoński, który do tej pory pozyskał finansowanie na poziomie około 100 mln euro, a po ostatniej rundzie finansowania jest wyceniany na blisko 1 mld dolarów. Nie ma w Polsce funduszu, czy nawet koalicji funduszy, które są w stanie zaoferować takie pieniądze przy takiej wycenie. To się po prostu nie zdarzy.

Kamil Mizera: To jak wygląda rynek startupów w Polsce teraz, patrząc z ponad ośmioletniej perspektywy. Czy dużo się zmieniło w kontekście know-how, infrastruktury i kapitału przez tę prawie dekadę?

Bartek Gola: Ja jestem, szczerze powiedziawszy, rozczarowany, jak mało ten rynek przez te osiem lat się rozwinął. Biorąc pod uwagę skalę naszej gospodarki i naszego rynku, to te nieliczne przykłady globalnych sukcesów naszych startupów to za mało. Brakuje również potencjału inżynieryjnego i intelektualnego.

Jest jednak sporo pozytywnych zmian, chociażby w otoczeniu startupów. Pojawiły się wyspecjalizowane kancelarie prawne, pojawiły się dobre usługi księgowe, pojawiło się sporo osób, które nie robią tego po raz pierwszy, potrafią pomóc, trochę na zasadzie mentoringu.

Co ważne, dzisiaj startupy są dużo mniej naiwne, niż osiem lat temu. Nie ma tego naiwnego myślenia: zrobimy kolejnego Facebooka, kolejnego Twittera. Nie, nie zrobimy. Startupy dzisiaj są skoncentrowane bardziej na rozwiązywaniu konkretnych problemów, na dostarczaniu konkretnej wartości.

Ale ciągle uważam, że góra rodzi mysz. Jest tego ciągle za mało.

Kamil Mizera: Jeżeli tak niewiele się zmieniło, to co z tym zrobić i kto to ma zrobić? Prywatny kapitał? Państwo?

Bartek Gola: Uważam, że co do zasady jest to zadanie prywatnego kapitału. Mamy jednak u nas spory problem  z pozyskiwaniem kapitału. Fundusze venture capital co do zasady korzystają z pieniędzy instytucji i prywatnych inwestorów, inwestując je i docelowo - pomnażając. Jednak zarówno inwestycje instytucjonalne jak i prywatne są u nas niewystarczające.

Weźmy inwestycje prywatne. Jeżeli chcesz mieć fundusz stumilionowy, to ilu tych ludzi musiałbyś uzbierać? Z drugiej strony fundusz VC nie jest dla każdego - to jest zbyt duże ryzyko, zbyt duże wahania, zbyt mała płynność. Dlatego tego kapitału nie ma.

Z kolei nie ma u nas komercyjnych fund of funds. W zeszłym roku pierwszy stworzyło PZU Witelo. Jednak dopóki nie będą tego robić, np. fundusze emerytalne, wciąż będzie brakować kapitału.

Zwłaszcza, że są to inwestycje długoterminowe. Zauważ, że fundusze VC mają długą perspektywę wyjścia, minimum 10 lat. Zobacz: niedawno Michał Sadowski, którego wszyscy lubimy i cenimy rzucił posta na FB, że zaczął Brand24 siedem lat temu. Ale czy on jest w momencie “exitowym”? No na pewno nie, jeszcze nie ten moment, dopiero przyśpieszył.

Nie ma na rynku wystarczającej ilości instytucji prywatnych, czy wielopokoleniowego bogactwa, by mogło zasilić fundusze VC i dlatego państwo powinno je wspierać. Państwo musi zakręcić tym kołem, a potem wyjść.

Kamil Mizera: Państwo powinno działać jak venture capital?

Bartek Gola: Bardziej jak fund of funds. Powinno wybierać fundusze, które to robią i je dofinansowywać na zasadach komercyjnych. Nie oczekuję, że państwo da mi jakieś preferencje. Chciałbym mieć po prostu miejsca, do których mogę pójść po kapitał i które chcą inwestować w tę klasę aktywów. Do tej pory zarządzający funduszami emerytalnymi nie mogli inwestować w tę klasę aktywów i stąd po części brał się problem. Nie będzie innowacyjnych firm i postępu technologicznego bez firm venture, bez tego nie da się tego zrobić.

Po to robisz fundusz VC, by móc sobie pozwolić na dużą liczbę upadków i błędów. Po to fundusz ma portfel spółek, bo nie da się wybrać tylko tych firm, którym się uda i zawsze są też takie, którym się nie uda. Tak wygląda matematyka venture.

Kamil Mizera: Jak to wygląda u nas, jaki jest ostateczny rachunek sukcesów i porażek?

Bartek Gola: Nasze doświadczenie ze SpeedUp pokazuje, że trochę więcej niż połowa spółek upada, przynosi zwrot zero. Ale tak to wygląda w funduszach venture capital. Przyjmijmy, że fundusz ma 10 projektów, 5 upada, 5 jest takich, na których zarabiasz, a wśród nich musi być 1-2, które są naprawdę duże. To nie jest biznes średnich zwrotów, jeżeli w danym portfelu nie masz czegoś, co przynosi ci zwrot 15 - 20-krotny zainwestowanych pieniędzy, to ten fundusz nie zwróci pieniędzy inwestorom. Taka jest matematyka, my tak liczymy i tak wyglądają nasze fundusze. Tak pokazujemy to również naszym inwestorom i uważam, że jeżeli ktoś twierdzi, że to działa inaczej, to nie ma racji.

Venture capital obarczone jest ryzykiem. Szuka się tej jednej, dwóch firm, które rozbiją bank i przyniosą potężne zwroty. Na przykład Stethome. To spółka z naszego portfela, która jest biznesem obarczonym dużym ryzykiem, ale jeżeli jej się uda, to będzie wielka. To trochę zakład z rzeczywistością, gdyż działają oni na rynku telemedycyny, który dopiero się tworzy w Europie. Jeżeli ten rynek się rozwinie, to będzie sukces, ale ryzykiem jest to, że rynek może w ogóle się nie wytworzyć.

Kamil Mizera: Popularne jest hasło, że innowacyjność polskiej gospodarki mają robić startupy. W jaki sposób startupy, które wyszły ze swoim biznesem poza Polskę, będą to robić?

Bartek Gola: To jest pytanie, gdzie będą centra rozwojowe tych firm. Nawet jeżeli zarząd czy marketing będą za oceanem, to wartością dla gospodarki będzie know-how tych firm, które swoje centra RnD będą miały w Polsce. Musimy jednak zapomnieć o narodowych championach innowacji. Nie będzie narodowych championów, bo to nie są stacje benzynowe.

Z internetem jest taki problem, że wzmaga on globalizację, również jej złe strony. Na końcu wszyscy używają jednego rodzaju wyszukiwania w internecie, może poza Rosjanami, Chińczykami i pracownikami Microsoftu. Mamy dwa liczące się mobilne systemy operacyjne, i są one z USA. W internecie i cyfrowej gospodarce nie ma miejsca na lokalne biznesy. Albo jesteś sam globalny, albo ktoś tu przyjdzie i cię zje.

Kamil Mizera: Przychodzi do ciebie startup po pieniądze. Co musi mieć, abyś pomyślał: OK, jest wart ryzyka.

Bartek Gola: Z mojej perspektywy musi oferować produkt z kategorii, którymi się w SpeedUp zajmujemy. Jesteśmy lokalnym funduszem, działamy w Polsce, choć wychodzimy nieco na wschodnią Europę, nie możemy pozwolić sobie na powiedzenie, że robimy tylko SaaS-y i B2B, bo nie ma tyle dobrych projektów w tych kategoriach. Ale mamy kilka dziedzin, którymi się interesujemy i w które inwestujemy: oprócz SaaS-ów, to: rozrywka, e-sport, AI, Fintech z zakresu uwierzytelniania dostępu i kryptowalut.

Oceniam również potencjał zespołu. Czy stoją za nim ludzie, którzy mogą coś osiągnąć. Czy mają wiedzę, umiejętności, czy potrafią przekuć marzenia w plan, czy mają potencjał intelektualny i kompetencyjny, by ten plan zrealizować.

Następnie zwracam uwagę na samo rozwiązanie i jego potencjał. Dlatego, że wiem, że to rozwiązanie będzie się zmieniać. My inwestujemy w zespół, który będzie umiał się dostosowywać do rynku i zmienić swój produkt, jeżeli nastąpi taka konieczność.

Jeżeli czegoś nie umiemy, to nie robimy.

Kamil Mizera: Wspomniałeś, że inwestujecie w e-sport. Jak oceniasz potencjał inwestycyjny tego zjawiska? Czy e-sport ma szansę się zakorzenić?

Bartek Gola: Rynek ten jest dość ryzykowny inwestycyjnie, ale uważam, że będzie on stałym elementem świata rozrywki. Gry będą istniały i będą ważną częścią kultury masowej, jak telewizja, muzyka, książki. Już na igrzyskach azjatyckich pojawia się e-sport jako dyscyplina. Moim zdaniem E-sport może w swoim rozwoju pójść tą samą ścieżką, co sport. Ludzie chcą oglądać graczy, projekty takie jak Twitch to najlepiej pokazują.

Dla dzieciaków e-sportowcy są takimi samymi gwiazdami, jak Ronaldo czy Messi. Dla mojego pokolenia najważniejsi byli piłkarze: wszyscy kopaliśmy w piłkę. Dziś dzieciaki pewnie częściej grają w gry niż idą na boisko. Ale to dalej jest jakiś rodzaj rywalizacji, w którym one uczestniczą i podziwiają herosów, którzy w tym ich kawałku są najlepsi.

Jednak na chwilę obecną nie wiemy, w którą stronę pójdzie e-sport. Czy to będzie takie proste powielanie zjawiska i związanego z nim ekosystemu, jak w sporcie, czy może pójdzie w jakimś zupełnie innym kierunku. Ja chcę przy tym być, bo ja w to wierzę. Nie inwestujemy w robienie gier, ale jest dużo usług wokół graczy i dla graczy, w które warto inwestować.

Kamil Mizera: Czy jednak w e-sporcie są innowacje, w które można inwestować?

Bartek Gola: Tutaj rzeczywiście nie ma innowacji. Jest Twitch, ale on już pozamiatał rynek i nie ma co się rzucać na robienie klona tej platformy. Natomiast technologia ciągle stwarza przestrzeń dla takiego rekreacyjnego, aktywnego e-sportu: grania na odległość, wchodzenia w pojedynki. Jeżeli da się monetyzować amatorski sport to da się monetyzować e-sport. Ale jeśli zapytasz mnie, co to będzie, to tutaj pokornie odpowiem, że nie wiem. To może być kopia sportu, to może być coś zupełnie innego. Obstawiam, że jednak e-sport pójdzie inną ścieżką.

Kamil Mizera: Jest ogromny hype na Fintech. Jednak tego typu startupy muszą się zmagać z różnego typu regulacjami. Trudno jest zrobić dobry Fintech?

Bartek Gola: Czemu jest hype na Fintech? Bo wytworzyło się ogromne napięcie technologiczne, którego przyczyną są banki. Banki i usługi bankowe są silnie regulowane, co oczywiście jest dobre, ale jednocześnie stały się one powolne i rozleniwione przez swoją rynkową przewagę. Albo nie dostarczają nowych rozwiązań, albo dostarczają je za wolno. Dobrym przykładem tego stanu rzeczy są kantory internetowe, które wyrosły na tym, że banki nie potrafiły zaoferować tego typu usługi, a na dodatek wprowadziły spready.

W Fintechu masz zasadniczo 2 modele biznesu: albo biznes skierowany do konsumenta, co jest trudne, bo rynek jest silnie regulowany; Albo biznes skupiający się na tworzeniu rozwiązań, które są dystrybuowane przez same banki. Mi jest bliższe inwestowanie w ten drugi typ firm. Chcemy robić rozwiązania, które będą kupowały banki. Jest popyt, bo banki potrzebują tych rozwiązań, ale same nie są w stanie ich wytworzyć. Co więcej, Fintech w Polsce może być taką dziedziną, w której okres zwrotu inwestycji może być krótszy. Jeżeli będziesz sprzedawać technologię, a nie przychody, to technologię można wytworzyć szybciej i sprzedać szybciej.

Kamil Mizera: Sztuczna inteligencja - nie bardzo wiadomo, czym jest i czy już jest, czy też dopiero będzie. Jednak najwięksi giganci branży technologicznej wydają miliardy na jej rozwój. Jak to wygląda w Polsce z punktu widzenia inwestora? Czy to dobry moment, by zacząć inwestować, czy lepiej poczekać na to, co wykluje się w USA?

Bartek Gola: SI to strasznie pojemny temat. Dla nas na co dzień SI to Alexa od Amazonu czy asystent Google. Ale prawdziwe procesy i technologia związana ze sztuczną inteligencją dzieje się pod spodem: deep learning, machine learning.

W Polsce już zaczynają pojawiać się pierwsze firmy, które zajmują się tą technologią, jak chociażby Fido AI, które zajmuje się rozkładaniem języka angielskiego na czynniki pierwsze, by algorytmy mogły wnioskować o kontekście i emocjach wypowiedzi.

Jednak w Polsce nie mamy co liczyć na to, że powstanie jakaś ogromna firma budująca kompleksowe SI. Tym zajmują się ci, którzy mają niewyobrażalne budżety: Samsung, Google, Chińczycy. W Polsce powinniśmy się koncentrować na biznesach, które wytwarzają konkretne rozwiązania dla SI, które potem ktoś u góry zepnie w całość. Być może pojawi się biznes związany z językiem polskim - upatruje tutaj szansę w lokalizacji rozwiązań, tak by, np. asystent głosowy potrafił zrozumieć, że chcę dojechać do Gdańska.

Kamil Mizera: Często się mówi o tym, że startupy to bańka inwestycyjna. Ostatnio głośno jest o Uberze i jego kłopotach. Ja jednak zapytałbym cię o Teslę, której wycena bije Forda czy GM, ale sprzedaż samochodów w porównaniu z konkurencją jest mikroskopijna. Inwestorzy finansują marzenia Muska o lepszym świecie?

Bartek Gola: Trochę tak. Ale weź pod uwagę, że Amerykanie mają doświadczenie takich firm, gdzie mówiono, że to się nie może udać, to jest bez sensu, a potem tworzyli się światowi hegemoni, np. Google czy Facebook, który wchodził na giełdę z kosmiczną wyceną ok. 100 mld dolarów, wszyscy wołali, że to skandal, a Facebook się obronił. Wydaje mi się, że Amerykanie wierzą, że zwycięzca bierze wszystko. Oni szukają takich projektów. I w tym momencie stają się nieco nieracjonalni.

Na pewno za tym też stoi magia Muska, który jest wizjonerem, gwiazdą i celebrytą. Stał się tym, którym kiedyś był Steve Jobs. Są nawet głosy niektórych inwestorów, którzy mówią, że Apple powinno kupić Teslę i zrobić Muska szefem. Oni uważają, że to będzie zwycięzca, champion świata. Firmy wycenia się potencjałem przyszłości, a Musk zbudował firmę samochodową od zera, pierwszą od kilkudziesięciu lat.

Też uważam, że Musk jest przeszacowany i trwa dyskusja, czy Tesla się obroni. Czy jak BMW zrobi porządny samochód elektryczny, to ludzie będą dalej jeździli Teslą?

Bartek Gola jest partnerem generalnym SpeedUp Group - jednej z wiodących w Polsce grup funduszy inwestujących na wczesnych etapach rozwoju przedsiębiorstw (seed, pre-revenue i early growth). Bartek jest zaangażowanym w realizacje inwestycji early-stage w obszarach związanych z martech, marketplace, IoT i hardware.

Z branżą startupową związany jest od ponad 8 lat, zaczynał jako inwestor w kilku przedsięwzięciach realizowanych przez partnerów biznesowych, jest współtwórcą kilkunastu startupów technologicznych. Od kilku lat intensywnie wspiera rozwój polskiej społeczności startupowej.

Komentarze (4)
Bartek Gola: dzisiaj startupy są dużo mniej naiwne, niż 8 lat temu. Ale wciąż góra rodzi mysz [WYWIAD NEXT+]
Zaloguj się
  • 1_krzys

    Oceniono 1 raz 1

    Jedno jest pewne. Przez ostatnie osiem lat Ci wszyscy inwestorzy "Venture", jak pan Gola, wspierani darmowymi pieniędzmi od nas - Podatników, po prostu się nie popisali. Nie stworzyli żadnej firmy, która była by rozpoznawalna w Polsce, o świecie nawet nie wspominając.Bujali się przez te lata od konferencji do konferencji,po dobrych hotelach, z dobrymi wynagrodzeniami, napasieni kasą z UE.
    A teraz płaczą, tłumaczą, że Państwa za mało i przydało by się by im znowu im sypnęło darmowymi pieniędzmi.
    Tak, ale nie Im, bo Oni zawiedli.

  • skruszonybankster

    0

    Pyrlandia Forever. Niestety, Polska raczej nigdy nie będzie źródłem rewolucyjnych innowacji. Głównym powodem jest mentalność, która od ponad 600 lat ewoluuje w trendzie odwrotnym wobec cech wymaganych przez innowacyjność.

    Innowacyjność wymaga przyzwolenia na odrzucanie tradycji, norm społecznych, burzenie istniejących układów i rozwiązań. Proszę spojrzeć dookoła. Społeczeństwo jest mega konserwatywne, podporządkowane hierarchiom, wierzące w cuda, pod dyktatem grup interesów. Proszę sobie zadać pytanie: czy gdyby jutro ktoś w Polsce wymyślił czystą, tanią energię, co by się stało z jego pomysłem? W mojej opinii, zostałby po cichu zniechecony do dalszych prac. Można założyć, że taki los spotkał gaz łupkowy. Presja społeczna aby chronić górnicze miejsca pracy skutecznie blokuje wszelakie inwestycje w energetyce. Podobnie jest w innych sferach gospodarki.

  • Oceniono 3 razy -1

    Jestem zawodowym informatykiem z dużym stażem i doświadczeniem. Czytam takie artykuły z przerażeniem, dokąd TO zmierza. Do wyciskarki soku z pulpy za 400 USD czy laserowego miernika poziomu papieru toaletowego? To są te "nowe wartości"? Czy nasze życie stało się lepsze w erze Facebooka, Instagrama i Twittera. Wręcz przeciwnie, stało się dużo gorsze. Internet mojej młodości był szansą na dostęp całej ludzkości do wiedzy, kultury i sztuki. I czym dziś jest? jednym wielkim śmietniskiem, gdzie rzeczy wartościowych już nie można znaleźć. Liczy się tylko sprzedaż i zysk, za wszelką cenę. Tanio kupić, drogo sprzedać, cokolwiek. Nawet ideę. Zamiast zwiedzać Luwr ludzie czytają i oglądają Małgosię Rozenek. Zamiast wyjść z domu do knajpy, wchodzą na "pyszne.pl". Może wkrótce jakiś startup zaproponuje "wakacje bez wychodzenia z domu", uwielbiam Totall Recall tak poza wszystkim, ja mam bilet do Bangkoku i czniam wszystko. Pyszne.th jest tam na każdym rogu ulicy. Świat stał się już tak obrzydliwy, ze jeszcze inwazji "start upów" nam potrzeba. Do czego? Mało nam, to mam dla wszystkich złą wiadomość. Ma racje Hawking, że ludzkość nie przetrwa 100 lat, moim zdaniem nawet tyle nam nie zostało. Ale co tam, liczy się zysk i więcej, więcej, więcej. A życia się nie da zrestartować.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX