Michael J. Miraflor: W nowych technologiach najważniejsze staną się wirtualna rzeczywistość i rozszerzona rzeczywistość. Jesteśmy w roku zero [WYWIAD NEXT+]

- Musieliśmy mieć Angry Birds, żeby potem pojawił się Uber. Najpierw ludzie muszą się zapoznać, a także, niestety, uzależnić od urządzenia, żeby mogli wykorzystać jego użyteczność w codziennym życiu. I używać go do spraw naprawdę potrzebnych, a nie jedynie rozrywkowych - mówi Michael J. Miraflor, który zajmuje się przewidywaniem trendów w technologii.

Bartosz Janiszewski: Wielkie firmy zatrudniają Pana do tego, żeby przewidywał pan trendy w technologii. Czy w branży, gdzie wszystko zmienia się szybciej niż gdziekolwiek indziej, da się to zrobić? Czy, przepraszam, to jak przewidywanie długoterminowej pogody: może padać, ale może też nie padać?

Michael J. Miraflor*: Ma pan trochę racji. Jest wiele sposobów na przewidywanie przyszłości. Technologia zmienia się szybciej niż kiedykolwiek. Jeśli pracujesz w branży, zaczynasz rozpoznawać pewne wzorce.

Ja staram się patrzeć na nie w skali makro, bo wtedy można zauważyć wielkie fale w rozwoju technologii. Lubię o nich myśleć okresami. Z reguły trwają 10 - 12 lat. 20 lat temu większość z nas miała komputer PC, szczęśliwcy mieli laptopa. Potem pojawił się internet i to zmieniło cały świat.

10 lat temu pojawił się za to pierwszy iPhone. Urządzenie Apple nie było wcale pierwszym smartfonem, ale było pierwszym, które zdobyło tak szeroką popularność i sprawiło, że dla milionów ludzi to stało się niezbędne urządzenie. 10 lat temu była przecież też na rynku Nokia, niezwykle popularne były telefony Blackberry. Na początku ery smartfonów trwała walka tych firm o dominację. Na jej końcu zostały dwie liczące się platformy: iOs i Android. Przez 10 lat tej walki i rozwoju dostawaliśmy od developerów coraz to nowsze funkcje, aplikacje i możliwości.

Niektóre 10 lat temu wydawały się wyjęte z filmu sci-fi.

Dokładnie! Gdybym powiedział ci w 2007 roku, że przylecę do Warszawy, na lotnisku wyjmę z kieszeni telefon, nacisnę jeden guzik na ekranie i zaraz podjedzie po mnie facet, który zabierze mnie swoim prywatnym samochodem do hotelu, a ja nawet nie będę musiał wyjmować gotówki, żeby zapłacić mu za przejazd, nigdy byś w to nie uwierzył. Po pierwsze dlatego, że nie wpadłbyś na pomysł, żeby wsiąść do samochodu obcego człowieka, a po drugie dlatego, że brzmiałoby to jak magia.

Ale minęło 10 lat i zamawiam Ubera w prawie każdym miejscu na świecie. To jest niezwykle inspirujące, wciąż, ale mam wrażenie, że jesteśmy na końcu drogi innowacji, które mogą przynieść nam smartfony. Pojawią się jeszcze nowe aplikacje, gadżety i tak dalej. Ale nie będzie już raczej niczego co stanie się prawdziwym „game changerem”. Jesteśmy na samym początku nowej generacji platform, które zdominują kolejne 10 lat.

Co to będzie?

Moim zdaniem, najważniejsze staną się wirtualna rzeczywistość (VR) i rozszerzona rzeczywistość (AR), sterowane sztuczną inteligencją samochody. Jeśli spojrzeć na to, jak na rozwój komputerów kiedyś, czy smartfonów potem, to jesteśmy na początku tej drogi. W roku zero rozwoju tych wszystkich technologii. To, co może się wydarzyć w ciągu najbliższych 10 lat, jest absolutnie fascynujące. Szczególnie rozszerzona rzeczywistość daje niewyobrażalne możliwości. Ludzie nie zdają sobie jeszcze sprawy z tego, że korzystają już z niej w codziennym życiu. Pamiętasz, jak pojawił się Pokemon Go?

Trudno było nie zauważyć.

No właśnie. To jest przecież rozszerzona rzeczywistość w swojej bardzo podstawowej, prostej formie, czyli połączenie czegoś, co jest cyfrowe z czymś, co pochodzi z realnego świata. I ta prosta funkcja ma niesamowitą moc. W ciągu doby, nagle, setki milionów ludzi wybiegło ze smartfonami w dłoniach z domów. Na całym świecie. Ta prosta aplikacja realnie zmieniła zachowania bardzo wielu ludzi w bardzo krótkim czasie, chociaż pewnie mało kto myślał o tym, że to rozszerzona rzeczywistość.

To pokazuje, że w tej technologii jest wielka moc, potrafiąca wywołać ogromną falę zmian w zachowaniu ludzi. Niedawno Zuckerberg ogłosił, że uruchamia otwartą platformę rozszerzonej rzeczywistości dla developerów na Facebooku. Kamera ze smartfonów ma łączyć się z tym, co daje serwis. To jest niezwykle interesujące, bo daje szanse wielkiej eskalacji RR na miliony ludzi.

RR to jest jedna z tych rzeczy, której nie da się dobrze wytłumaczyć, trzeba ją odczuć. Do tej pory bardzo niewiele osób na świecie miało do tego okazję. Połączenie Facebooka z RR to jest bodziec, dzięki któremu będziemy mogli zobaczyć, co ta technologia ma naprawdę do zaproponowania.

Co może nam zaproponować w najbliższym czasie? Jakąś wielką zmianę?

Z rewolucjami w technologii jest taka dziwna sprawa, że dzieją się niezwykle szybko, ale jednocześnie niemal niezauważalnie. Dlatego spodziewam się, że rozszerzona rzeczywistość najpierw zacznie nas po prostu bawić. Będzie rozrywką.

Żadnych wzniosłych idei?

W rozwoju technologii rozrywka jest niedoceniana, a czasami jest koniecznym elementem. Pierwszy moment, w którym ludzie zaczęli zdawać sobie sprawę z tego, że są uzależnieni od smartfonów, był wtedy, kiedy zaczęli na nich… grać. Gry zajmowały masę czasu. Angażowały.

Pamiętam, kiedy ogromnym hitem było Angry Birds. Świetna gra, nie zrozum mnie źle, ale to przecież żadna rewolucja. Nie wiem, dlaczego zdobyła tak wielką popularność. Ale grali w nią niemal wszyscy. Potem deweloperzy aplikacji i twórcy platform zaczęli się budzić: ok, gry są super, ale smartfon może przecież zaoferować ci coś więcej. Coś naprawdę użytecznego. Musieliśmy mieć Angry Birds, żeby potem pojawił się Uber.

Dlaczego?

Bo najpierw ludzie muszą się zapoznać, a także, niestety, uzależnić od urządzenia, żeby mogli wykorzystać jego użyteczność w codziennym życiu. I używać go do spraw naprawdę potrzebnych, a nie jedynie rozrywkowych. Dziś ze smartfona obsługujemy cały swój świat – banki, sport, spotkania, lekarzy, wszystko. Ale najpierw potrzebna była rozrywka.

Dlatego myślę, że RR na początku przyniesie nam coś na kształt nowego Angry Birds. Coś, co uzależni nas od tej technologii, przykuje nas do niej. Potem deweloperzy spędzą mnóstwo czasu badając zachowania ludzi z nową technologią. Będą się zastanawiać, jakie zachowania wiążą się z używaniem przez ludzi AR i jak możemy to wykorzystać.

Masz jakieś przewidywania?

Myślę, że w ciągu 5 lat urządzenia do RR będą łatwo dostępne i wygodne do noszenia. Nie wielkie hełmy, jak w rzeczywistości wirtualnej, tylko np. bardzo dyskretne okulary. I aplikacje typu Facebook czy Linkedin będą powszechnie używane na spotkaniach. Wchodzisz, widzisz kogoś i nie pamiętasz jak ma na imię, więc wciskasz guzik na urządzeniu i nad głową tego kogoś pojawia się imię, nazwisko, kilka podstawowych i publicznie dostępnych faktów.

Trochę straszne.

Tak, to brzmi interesująco, ale i mnie martwi. Smartfony ułatwiają nam niebywale życie, ale jednocześnie nas uzależniają. Myślę, że chodząc z urządzeniem, które będzie miksowało nam rzeczywistość z czymś cyfrowym, będziemy w to zaangażowani jeszcze bardziej. Ale z technologią jest tak, że nie da się jej zatrzymać. To się dzieje niezależnie od nas. My musimy nauczyć się sobie z tym radzić.

*Michael J. Miraflor pracuje na stanowisku Global Head of Futures & Innovation w agencji Blue 449. Wcześniej pracował przy tworzeniu strategii cyfrowej dla takich marek jak PUMA, H&M, Kering Luxury, Richemont czy HBO.

Więcej o: