Czekając na kosmiczny list w butelce. Dlaczego nie znaleźliśmy jeszcze życia we wszechświecie?

Robert Kędzierski
Im więcej wiemy o Wszechświecie, tym bardziej zasadne wydaje się pytanie: jak to możliwe, że jesteśmy kompletnie sami. Sami, chociaż ze statystyk, analiz i zdrowego rozsądku wynika, że powinniśmy mieć całe mnóstwo gwiezdnych sąsiadów. Tylko w naszej galaktyce mogłoby istnieć 3000 inteligentnych cywilizacji. 

Układ Słoneczny to jedyne miejsce we wszechświecie, gdzie z całą pewnością istnieje życie. Otacza nas niewyobrażalnie wielki ocean galaktyk, gwiazd i planet, a jednak pewności, że gdzieś jest druga Ziemia wciąż nie ma.   

Antyczni spoglądają w niebo  

Droga, jaką przeszliśmy, by osiągnąć dzisiejszy stan wiedzy o wszechświecie liczy sobie tysiące lat. W niebo spoglądali badawczym wzrokiem już starożytni. Chińczycy nazywali na przykład Drogę Mleczną  Huáng Hé czyli Żółtą Rzeką. Kilkaset lat przed naszą erą badali zjawisko zaćmienia a 240 lat p.n.e. odnotowali pojawienie się na niebie obiektu, który dziś znamy jako kometa Halleya.    

Starożytni Grecy astronomią zajmowali się już ok. 600 r. p.n.e. Konstrukcję wszechświata próbował opisać sam Platon. Pitagoras dał nam pojęcie kosmosu i jako pierwszy wyobraził sobie Ziemię jako kulisty obiekt. W trzecim wieku p.n.e. próbowano oszacować odległość Ziemi od Słońca i Księżyca, a wiek później Ptolemeusz, w "Założeniach teorii planet" opisał kolejność ciał niebieskich: Ziemię, Księżyc, Merkury, Wenus, Słońce, Mars, Jowisz i Saturn.  

W średniowieczu dzięki Galileuszowi, Keplerowi i Kopernikowi ludzkość wiedziała już, że Ziemia nie jest centrum kosmosu. I że wypełnia go więcej obiektów, niż sądziliśmy.   

Hubble przeciera oczy ze zdumienia  

Prawdziwy przełom nastąpił jednak dopiero na początku XX wieku. Do tego czasu byliśmy przekonani, że Droga Mleczna to jedyna galaktyka we wszechświecie.  Edwin Hubble w roku 1924 ze zdziwieniem odkrył, że to, co uznawaliśmy do tej pory za mgławice mieszczące się w obrębie Drogi Mlecznej to tak naprawdę kolejne galaktyki. Pięć lat później doszedł do wniosku, że te oddalają się od nas i przyspieszają. To doprowadziło do powstania Teorii Wielkiego Wybuchu i uświadomiło nam ogrom kosmosu. Rewolucja w rozumieniu wszechświata nigdy wcześniej, ani później, nie była tak gigantyczna. 

92 miliardy lat świetlnych gwiezdnej podróży  

Gdzieś pomiędzy tymi odkryciami towarzyszyło nam pytanie: czy jesteśmy sami. Czy to możliwe, że wszechświat powstał tylko dla nas? O tym, jak bardzo jesteśmy samotni świadczą liczby. Ziemia położona jest bowiem w niezwykle niepozornym miejscu – niczym nie wyróżniającym się ramieniu Drogi Mlecznej. Galaktyka, której średnica wynosi ok. 100 tys. lat świetlnych, według najnowszych badań, mogłaby być domem dla 3000 inteligentnych cywilizacji.  Liczba planet, która potencjalnie mogłaby być przyjazna życiu jest jeszcze bardziej przytłaczająca. Według najnowszych szacunków w samej tylko Drodze Mlecznej mogłoby ich być 40 miliardów.  

Droga Mleczna jest jednak kosmiczną prowincją. Należy bowiem, wraz z 30 innymi galaktykami, do Grupy Lokalnej, te tworzą Supergromadę w Pannie składającą się z ponad 100 grup i gromad, a z te z kolei tworzą cały wszechświat. 

Jego średnicę szacuje się z kolei na ok. 92 miliardy lat świetlnych - oznacza to, że podróż z jednego krańca na drugi zajęłaby z prędkością światła 92 miliardy lat. 

Ten rok obfity jest w odkrycia, które zmieniają naszą wiedzę o kosmosie. Do tej pory sądziliśmy bowiem, że składa się on ze stu (tyle zakładano w epoce Hubble'a), może dwustu miliardów galaktyk (tyle oszacowano na podstawie czulszych instrumentów). Naukowcy twierdzą jednak, że może ich być aż dwa biliony. A to podnosi potencjalną liczbę planet do jedynki z dwudziestoma czterema  zerami - 10 do 24 potęgi, czyli 1,000,000,000,000,000,000,000,000. 

Dlaczego jesteśmy sami? 

Skoro zatem we wszechświecie jest, być może, nawet 200 miliardów galaktyk, a tylko w naszej galaktyce planet krążących w ekosferze jest  - według różnych szacunków - od 0,5 do 40 mld., dlaczego jesteśmy sami. Powodów może być wiele.  

Pierwszy i najważniejszy: życie może być powszechne, ale nie możemy tego potwierdzić. Nie zbadaliśmy nawet własnego układu słonecznego. Być może życie ma się całkiem dobrze np. pod lodową pokrywą Europy – księżyca Jowisza. Jego gigantyczne oddziaływanie rozciąga i ściska lodową kulę ogrzewając jej jądro. Dając tym samym szansę na to, że w głębi oceanu są warunki sprzyjające życiu.  
Być może zatem wszechświat jest pełen nieinteligentnych form życia, które nie budują statków kosmicznych, satelitów, ani smartfonów.  

Europa w naturalnych kolorach.Europa w naturalnych kolorach. NASA

Druga możliwość: inteligentne cywilizacje występują powszechnie, ale mają dokładnie ten sam problem, co my. Niewyobrażalnie wielkie odległości sprawiają, że nie mamy jak do siebie dotrzeć. Zresztą nawet oglądanie wszechświata ma w sobie pułapkę - patrzymy bowiem w przeszłość. Światłu, które dziś widzimy, zajęło bowiem miliony, a nawet miliardy lat, by do nas dotrzeć. 

SETI nadstawia uszu 

Zdając sobie sprawę z problemu odległości, od mniej więcej 60 lat amerykański instytut SETI próbuje wyłowić z kosmicznej pustki symboliczną butelkę z listem. Obecnie analizuje 11 sygnałów, które "wyglądają obiecująco".  Ponadto naukowcy wytypowali 692 pobliskie gwiazdy, wokół których życie miałoby szansę się rozwinąć.  

Niestety od czterdziestu lat obcy nie dają nam nadziei. Sygnał, który wydawał się próbą komunikacji odebraliśmy w zasadzie tylko raz – w 1977 roku. Znany do dziś "sygnał WOW" okazał się jednak ostatecznie pomrukiem komety 266 / P Christensen. W 2016 roku naukowcy stwierdzili, że sygnał radiowy tego ciała niebieskiego to prawdopodobnie słynny "WOW".  

Sygnał Sygnał "Wow" Ohio State University Radio Observatory / North American AstroPhysical Observatory

Można by zatem zadać pytanie: dlaczego naszych sygnałów emitowanych w eter nikt jeszcze nie odebrał? Odpowiedź na to pytanie jest prosta: "nadajemy" niezwykle krótko. Programy telewizyjne czy radiowe emitowane przez człowieka przemierzyły do tej pory ok. 100 lat świetlnych. Proxima Centauri, najbliższa nam, po Słońcu, gwiazda znajduje się od nas w odległości 4,24 lat świetlnych  czyli 40 bilionów km. Zasięg naszej transmisji objął do tej pory ok. kilkunastu tysięcy lat. I nadal żadnej odpowiedzi. 

Fale muszą jednak podróżować znacznie dalej i dłużej. Dla przykładu Kepler 452b, kandydatka na "drugą Ziemię" odnaleziona przez NASA dwa lata temu, znajduje się ok. 1400 lat świetlnych od nas. 

A może wszechświat żyje? 

Niezdolność do okrycia innych form życia skłoniła niektórych naukowców do wysnucia kilku ciekawych hipotez. Zasada antropiczna każe nam na przykład wierzyć, że wszechświat jest przyjazny życiu, na skutek niewyobrażalnego zbiegu okoliczności. Chodzi o to, że najdrobniejsza zmiana w prawach fizyki, które znamy, uniemożliwiłaby powstanie kosmosu takiego, jaki znamy. A więc zdolnego do utrzymania życia.

Prawdopodobieństwo właśnie takiego, a nie innego ułożenia się praw fizyki szacowane jest na 1:10 (do 229 potęgi). Niektórzy powiedzą, że to przypadek, inni ujmą te słowo w cudzysłów. Jedni powiedzą, że takie cechy wszechświata są dowodem, na istnienie Boga. Inni obojętnie wzruszą ramionami twierdząc, że wszechświat rodził się i umierał wiele razy. Są bowiem teorie zakładające, że nowe wszechświaty powstają we wnętrzu czarnych dziur. To, że jeden z nich okazał się zdolny dać życie miałoby więc być kwestią czystego przypadku. 

Wyjątkowa wyjątkowość Ziemi 

Kosmos jest wiec przyjazny życiu bo daje szansę by powstało. Bo mamy w nim odpowiednią grawitację i prędkość światła. Ale jednocześnie lista warunków, które trzeba spełnić, by życie przerwało na tyle długo, by rozwinęło się do inteligentnej postaci, jest ekstremalnie długa. Jeśli gdzieś istnieje "druga Ziemia", to jej mieszkańcy są równie wielkimi szczęściarzami co my. Wygrali w kosmicznym lotku.

Muszą bowiem posiadać planetę, znajdującą się w odpowiedniej odległości od swojej gwiazdy – na tzw. pasie życia, w którym woda nie zamarznie na kość ani nie zagotuje się niczym kosmiczny czajnik. Planeta sprzyjająca życiu musi mieć też silne pole magnetyczne, osłaniające atmosferę przed kosmicznym promieniowaniem. Bez tego życie oparte na białku ma marne szanse, by przetrwać. Brak kosmicznej tarczy może być bowiem jedną z przyczyn, dla których Mars jest jałową pustynią. Chociaż naukowcy przypuszczają, że w swojej przeszłości wyglądał w sposób zbliżony do Ziemi.  

embed

Nawet obecność Księżyca sprawia, że życiu, które wykształciło się na naszej planecie łatwiej było przetrwać. Chociaż niemal zniknęło z powierzchni i to aż sześć razy (wymieranie ordowickie, ok. 438 mln lat , dewońskie – ok. 374 mln, permskie – ok. 250 mln lat temu, triasowe – ok. 201 mln lat, kredowe – ok. 66 mln lat temu).

Ludzkość cudem przetrwała 

Szukając inteligentnego życia w kosmosie musimy pamiętać o zawiłych losach inteligentnego życia na Ziemi. Gdyby przecież nie wyginęły dinozaury, ssaki, być może, nigdy nie miały by szansy dojść do głosu. 

Naukowcy podejrzewają też, że ludzkość niemal wyginęła 74 tys. lat temu. Wtedy doszło bowiem do wybuchu wulkanu Toba na Sumatrze. Nasza planeta nie widziała równie silnej eksplozji przez dwa miliony lat. Erupcję przetrwało zaledwie parę tysięcy osobników. Badając nasze DNA naukowcy doszli do wniosku, że wszyscy pochodzimy od tej garstki. A przecież i ta niewielka grupa musiała poradzić sobie ze zmianami klimatycznymi wywołanymi przez wybuch wulkanu.  

Hawking ostrzega 

Nasze poszukiwanie życia poza Ziemią nie wszystkim się jednak podoba. Stephen Hawking, naukowiec, który w stworzeniu wszechświata widzi wyłącznie przypadek, ostrzega przed próbą znalezienia odpowiedzi na pytanie: czy jesteśmy tu sami. Może się bowiem okazać, że cywilizacja, którą odkryjemy, albo której pozwolimy się odkryć, będzie od nas potężniejsza. I potraktuje nas jak my Indian. 

Na pytanie: czy istnieje życie we wszechświecie poza Ziemią trudno odpowiedzieć jednoznacznie. Czy to możliwe, by w tak gigantycznej przestrzeni, Ziemia była jedyną planetą, na której można napisać komentarz pod tekstem?