W społecznej pętli - czy fenomen Facebooka ma coś wspólnego z uzależnieniem?

Robert Kędzierski
Dzieło Marka Zuckerberga ma ciemną stronę. Według krytyków, w tym jednego z najważniejszych inwestorów oraz byłego dyrektora, portal został zaprojektowany tak, by wykorzystać naszą naturalną podatność na uzależnienie. Badania potwierdzają: Facebook to nie kokaina, ale może być przyczyną problemów.  

Jeden z moich najwierniejszych czytelników przez długie lata pod każdym tekstem opisującym nowe funkcje Facebooka powtarzał jak mantrę, że konto na tym portalu zakładają tylko głupcy. Po co bowiem wystawiać na szwank swoją prywatność, umożliwiać publiczny dostęp do sekretów naszego życia? Po co każdego dnia zalewać znajomych zdjęciami dzieci, posiłków, strumieniem lajków i komentarzy?

Taka ocena portalu Marka Zuckerberga zawsze wydawała mi się mocno niesprawiedliwa. Skąd bowiem założenie, że posiadanie konta na Facebooku jest równoznaczne z jego maniakalnym nadużywaniem i ekshibicjonizmem?  

Oto mój profil. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że w zasadzie nie używam Facebooka. Żadnych wpisów, lajków, komentarzy ani zdjęć. Portal nie służy mi nawet do przeglądania tego, co pojawia się na profilach znajomych.  
Wystarczy jednak dokładniej się przyjrzeć, by mieć dowód na to, że jestem od niego uzależniony. Jak to możliwe? O tym za chwilę.  

Tworzyli Facebooka, dziś go krytykują 

W ciągu ostatnich miesięcy w mediach pojawiło się kilka krytycznych głosów dotyczących Facebooka. Pochodziły od osób, które były z nim w przeszłości mocno związane.  
 
Jednym z nich jest Sean Parker, jeden z pierwszych prezesów firmy. Postać nietuzinkowa, bo stojąca za sukcesem serwisu Napster. W rozmowie z serwisem Axios stwierdził: 

Stworzenie sieci społecznościowej, w tym Facebooka, wymagało odpowiedzi na pytanie: Jak skłonić użytkownika do poświęcenia serwisowi tak dużo uwagi, jak to tylko możliwe. Doszliśmy do wniosku, że musimy userowi zapewnić zastrzyk dopaminy co jakiś czas – bo ktoś polubił twój komentarz, zdjęcie, wpis. A to skłoni go, by publikować więcej treści, co da jeszcze więcej komentarzy i lajków.   

- stwierdził. I powiedział coś, co naprawdę brzmi mocno.  

To społecznościowe sprzężenie zwrotne. Wykorzystywanie słabości ludzkiej psychiki. Inwestorzy zrozumieli tę zasadę, a twórcy, ja, Mark, z pełną świadomością ją wykorzystaliśmy.  

Facebook jest więc społecznościową pętlą. Sednem funkcjonowania serwisu są reakcje użytkowników.  

Krytycznie o Facebooku wypowiada się Chamatha Palihapitiya, były pracownik Facebooka odpowiedzialny za wzrost liczby użytkowników. Podczas spotkania na uczelni Stanford Graduate School of Business stwierdził, że "stworzyliśmy narzędzie, które rozrywa społeczną strukturę społeczeństwa i wspomaga jego podział".  

Naukowcy: Facebook to nie kokaina, ale uzależnia 

Palihapitiya i Parker nie przytaczają żadnych dowodów na swoje słowa - wygłaszają jedynie opinie. Facebook w odpowiedzi na zarzuty obu panów oświadczył, że przez lata funkcjonowania serwis się zmienił. Jest w tym jakaś prawda - portal Marka Zuckerberga w ostatnich miesiącach intensywnie pracuje nad poprawą jakości treści, które są widoczne na portalu. Mocno ograniczył też "kult lajka" - czasy, w których to, jak popularny jest post, zależało tylko od Ilości kciuków w górę, to już przeszłość. A oprócz "lubię to" pojawiło się wiele innych ikonek.  

Facebook a uzależnienieFacebook a uzależnienie Ilustracja: Marta Kondrusik

Nie ulega jednak wątpliwości, że mechanizm, na jakim opiera się Facebook, nie zmienił się. Użytkownicy indywidualni wciąż lubią, gdy ktoś komentuje ich wpisy, popiera ich punkt widzenia. Lubią, gdy na portalu pojawiają się nowe treści. A właśnie ten aspekt serwisu ma związek z uzależnieniem. 

Czy portal Marka Zuckerberga działa jak narkotyk? Naukowcy to sprawdzili. Badania przeprowadzone przez Ofira Turela, psychologa z California State University, potwierdzają, że ci, którzy nadużywają Facebooka "uruchamiają" w mózgu podobne ścieżki do tych, którzy sięgają po narkotyki.  Facebook nie działa jednak na mózg tak samo jak kokaina. Sprawdzono to za pomocą rezonansu magnetycznego.  

U uzależnionych od Facebooka występuje zwiększona aktywność ciała migdałowatego i prążkowanego - obszarów mózgu współodpowiedzialnych za zachowania impulsywne. W przeciwieństwie do mózgu osoby uzależnionej od kokainy użytkownicy Facebooka nie wykazują zaburzeń w funkcjonowaniu kory przedczołowej. 

Badania potwierdziły też, że osoby, które nadużywają Facebooka dążą do jak najszybszej reakcji na bodziec. Zdjęcie, wpis, powiadomienie wywołują u nich błyskawiczną reakcję. To przynosi bardzo wymierne skutki – 35 proc. amerykańskich studentów przyznaje, że używa portali społecznościowych podczas prowadzenia. Jak bardzo są uzależnieni? Są w stanie zareagować szybciej na dźwięk powiadomienia Facebooka niż na zmianę świateł.  

Uzależnienie od Facebooka nie jest uzależnieniem od substancji. To zjawisko na styku reakcji biologicznych, psychologicznych i zjawisk społecznych. 

Facebook wpływa na to, jak siebie postrzegamy 

Inne badania przeprowadzone w USA dowodzą zależności pomiędzy częstotliwością korzystania z Facebooka a samooceną. Wniosek? Większość badanych miało tym gorsze mniemanie o sobie, im więcej czasu spędzały na portalu. Powodem jest presja związana z wyglądem - wyidealizowany wizerunek kobiety w mediach społecznościowych sprawia, że użytkowniczki serwisu chcą być szczuplejsze, piękniejsze. Mają większe problemy z zaakceptowaniem siebie.  

Syndrom FAD, syndrom FOMO 

Problem uzależnienia od Facebooka przeanalizowała też Susan Flores, psycholog kliniczny, autorka książki "Sfejsowani". Ekspertka nie ma wątpliwości, że problem uzależnienia od Facebooka jest powszechny. Ma nawet nazwę:  FAD (Facebook Addiction Disorder). 

Ekspertka potwierdza tezę postawioną przez Parkera: nasz mózg otrzymuje zastrzyk dopaminy, gdy znajdujemy satysfakcjonującą nas treść, gdy otrzymujemy komentarz lub lajk. Aktywnie szukamy treści na Facebooku i publikujemy je, bo "chcemy kolejnej dawki".  

Nie każdy, kto korzysta z Facebooka, jest od niego uzależniony. O syndromie FAD mówić możemy wtedy, gdy pojawiają się wyraźne objawy. Jednym z nich jest strach przed pozbawieniem dostępu do Facebooka. Jeśli sama myśl o tym, że ktoś kazałby nam odstawić serwis na parę dni budzi dyskomfort lub sprzeciw, można się zastanowić, czy nasza relacja z portalem jest poprawna.  

Wcześniejsze badania wykazały istnienie syndromu FOMO (z ang. Fear of missing out). Osoby, które nie mają dostępu do Facebooka boją się, że omija je coś istotnego. Mają poczucie wykluczenia społecznościowego. W skrajnych przypadkach niekontrowane korzystanie z Facebooka prowadzić może do większych problemów - nawet słyszeniem dźwięku powiadomienia, którego nie ma.  

Flores potwierdza też wyniki badań związanych z samooceną. Czy sobie to uświadamiamy czy nie, lajki umieszczone pod zamieszczonym na Facebooku zdjęciem podnoszą samoocenę. A ich brak może ją obniżać.  
  

Więcej o:
POPULARNE
NAJNOWSZE