Szaleństwo zakupowe może zakończyć się nieoczekiwanie, nawet nie z Twojej winy. Jak chronić się przed wyłudzeniami?

Black Friday już 27 listopada, a trzy dni później - 30 listopada - Cyber Monday. W tym roku oba "święta" zakupowe będą do siebie szczególnie podobne, bo z racji ograniczeń w działalności wielu sklepów stacjonarnych handel będzie kwitł przede wszystkim w sieci. Tym bardziej należy uważać, aby podczas polowania na okazje w internecie samemu nie dać się złowić - oszustom!

Black Friday pod koniec listopada już od kilku lat jest stałym punktem w kalendarzu bardzo wielu Polaków. Można wtedy upolować w absolutnie promocyjnych cenach wymarzone rzeczy. Nie tylko dla siebie, ale i dla bliskich - przecież już niebawem Mikołajki i święta Bożego Narodzenia.

Szał wyprzedaży i rabatów w Black Friday to więc wspaniała okazja, aby zaoszczędzić setki albo i tysiące złotych na zakupie produktów, na które "czyhało" się już od dawna. Z prawdziwych promocji, rzecz jasna, opłaci się  skorzystać!

Warto z tyłu głowy mieć jednak to, że gdzie okazje, tam i oszuści. Niestety, są osoby, które to święto zakupowe mogą chcieć Ci zepsuć i obrócić w koszmar. Dlatego tak kluczowe jest, aby nie zatracić ostrożności.

Oszuści polują na nasze dane osobowe

Niewiedza albo nieuwaga w sklepie internetowym może skończyć się kradzieżą naszych danych osobowych. Oszust wykorzystując je może w naszym imieniu np. zaciągnąć kredyt, podpisać umowę o abonament komórkowy czy wypożyczyć samochód.

Dlatego trzeba wielką uwagę zwracać na to, gdzie i jakie dane osobowe podajemy. Jeśli w formularzu zakupowym w sklepie internetowym jesteśmy pytani nie tylko o podstawowe dane (typu: imię i nazwisko, adres do dostawy, numer telefonu czy e-mail), ale także m.in. o numer PESEL - powinna nam się zapalić czerwona lampka alarmowa. Sklepowi ta informacja nie jest w żaden sposób potrzebna do realizacji zamówienia.

Niby to oczywista sprawa, ale w szale zakupów można popełnić i takie błędy. Szczególnie, gdy oszust wykorzysta jakąś sztuczkę socjotechniczną - np. na stronie zobaczymy komunikat, że niezwykła promocja -90 proc. jest limitowana i tylko dla najszybszych klientów, albo wręcz zegar z nieubłaganie uciekającymi ostatnimi sekundami super okazji.

W e-sklepie można też napotkać formularz, który ma rzekomo służyć zaciągnięciu kredytu ratalnego albo wyrobieniu karty kredytowej. Jeśli obok będzie informacja, że np. "z tą kartą dostaniesz zniżkę 500 zł" - może to być naprawdę kuszące. Niestety, w rzeczywistości dane nie trafią do banku, ale do cyberprzestępcy!

Pamiętajmy - nigdy nie podawajmy swoich poufnych danych osobowych, gdy cokolwiek wzbudza nasze wątpliwości. Nawet na najlepszej promocji nie zarobimy tyle, ile możemy stracić, gdy nasze dane wpadną w niepowołane ręce.

Każdy może paść ofiarą oszusta

Oczywiście, najlepiej jest nie stracić swoich danych osobowych. Problem w tym, że czasem nie jest to kwestia naszego gapiostwa, niewiedzy, błędu, naiwności. Nie ma osoby, która mogłaby z pełną świadomością powiedzieć "mnie to ryzyko nie dotyczy".

Nawet najbardziej przezorna osoba może m.in. paść ofiarą wycieku danych z jakiejś bazy. Do wycieku danych dochodzi nie tylko ze sklepów internetowych, ale w innych miejscach. Nawet najostrożniejsza osoba może stracić cały portfel czy dany dokument tożsamości.

Z wrześniowego badania Quality Watch na zlecenie Biura Informacji Kredytowej możemy się dowiedzieć, że prawie 30 proc. Polaków zetknęło się z kradzieżą tożsamości. Z analizy BIK wynika, że na skradzione dane jednej osoby przestępcy wyłudzają średnio prawie 15 tysięcy złotych, chociaż bywają i oszustwa na ponad 100 czy 150 tys. zł.

Przykłady? Pan Sebastian z Łodzi udostępnił w formularzu promocyjnym sklepu internetowego mnóstwo swoich danych i w ciągu jednej doby próbowano na niego zaciągnąć dziesięć kredytów łącznie na 80 tys. zł. Ofiarą złodzieja tożsamości stała się też m.in. pani Kamila z Rydułtów na Śląsku (do spłaty ok. 100 tys. zł).

Biuro Informacji Kredytowej podaje, że tylko w ciągu dwóch lat 2018-2019 udaremniono ponad 10,5 tys. wyłudzeń kredytów na łączną kwotę ok. 640 mln zł.

Jak chronić się przed wyłudzeniami?

Wszystkie te prawdziwe ludzkie historie sprawiają, że warto zastanowić się nad uruchomieniem usługi Alerty BIK. Jej zasada działania jest bardzo prosta - za każdym razem, gdy ktoś będzie próbował zaciągnąć kredyt czy zawrzeć umowę posługując się naszymi danymi, otrzymamy natychmiast informację SMS-em i e-mailem. Tym samym od razu będziemy mogli zareagować m.in. zawiadamiając policję, a także firmę czy instytucję, w której właśnie dochodzi do wyłudzenia (alert zawiera tę informację).

Skąd Biuro Informacji Kredytowej wie, że nasze poufne dane osobowe są właśnie w użyciu? Otóż banki czy firmy pożyczkowe za każdym razem sprawdzają historię kredytową danego klienta w bazie BIK. Również m.in. firmy leasingowe, ubezpieczeniowe czy telekomunikacyjne weryfikują swoich klientów w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor, powiązanym z BIK. Słowem - BIK i BIG InfoMonitor są skarbnicą natychmiastowej wiedzy o tym, że gdzieś wykorzystywane są właśnie nasze dane w celu zawarcia umowy.

Usługa Alerty BIK działa całą dobę, siedem dni w tygodniu. Można ją uruchomić na stronie Biura Informacji Kredytowej. Założenie konta na bik.pl potrwa maksymalnie kilkanaście minut. Koszt usługi Alerty BIK to 24 zł rocznie. Nie jest to szczególnie wygórowana cena w zestawieniu ze skalą problemów, których może narobić oszust posługując się naszymi skradzionymi danymi osobowymi. Tym bardziej, że nie ma żadnej innej instytucji, która byłaby w stanie zaoferować podobną usługę i zapewnić taką ochronę.