Świąteczne szaleństwo zakupowe może się źle skończyć. Tysiące osób musi spłacać cudze kredyty

Miliony Polaków ruszają na świąteczne zakupy, wielu ze względu na pandemię zdecyduje się na sprawunki w sieci. To także osoby mniej doświadczone w obcowaniu z internetem. Każdy powinien być uważny, ale szczególnie takie osoby muszą mieć się na baczności, bo niestety oszuści w sieci nie próżnują i mają coraz bardziej wyrafinowane pomysły na kradzieże naszych tożsamości. To może skończyć się dla nas bardzo źle - np. zaciągniętym kredytem czy zakupionym abonamentem na nasze dane. Na szczęście można to ryzyko zminimalizować.

Jak co roku, i tym razem grono Polaków, które ruszy na świąteczne zakupy do Internetu, będzie liczniejsze. Teraz dodatkowym czynnikiem sprzyjającym e-zakupom, poza wygodą, będzie bezpieczeństwo epidemiczne. Mimo ponownego otwarcia sklepów stacjonarnych w galeriach handlowych, część osób woli omijać takie zatłoczone miejsca.

To dotyczy choćby osób starszych, które chętniej niż do tej pory będą starały się stać za pan brat z zakupami internetowymi. I bardzo dobrze – takie nowe umiejętności są bardzo w cenie.

W poszukiwaniu prezentów świątecznym w internecie dla małżonka, dzieci czy wnuków należy być jednak bardzo uważnym. Grudniowe szaleństwo w e-sklepach to czas łowów dla oszustów, którzy czyhają właśnie m.in. na takie niedoświadczone osoby, nieobyte do końca z internetowymi zasadami bezpieczeństwa. Choć oczywiście na baczności powinien mieć się każdy – zbytnia pewność siebie też niejednego już zgubiła. Dlatego tak kluczowe jest, aby pamiętać o zasadach ostrożności.

Oszuści polują na nasze dane osobowe

Jednym z najpoważniejszych ryzyk w internecie jest utrata tożsamości, czyli sytuacja, w której oszust pozyskuje nasze dane osobowe, by zrobić z nich niecny użytek. Wykorzystując nasze dane cyberprzestępca może w naszym imieniu np. zaciągnąć kredyt, podpisać umowę o abonament komórkowy czy wypożyczyć samochód.

Dlatego trzeba wielką uwagę zwracać na to, gdzie i jakie dane osobowe podajemy. Jeśli w formularzu zakupowym w e-sklepie jesteśmy proszeni nie tylko o podanie podstawowych danych typu: imię i nazwisko, adres do dostawy, numer telefonu czy e-mail, ale także m.in. o numer PESEL – w naszej głowie powinien zabrzmieć alarm. Sklepowi ta informacja nie jest w żaden sposób potrzebna do realizacji zamówienia.

Niby to jasna sprawa, ale w szale zakupów można popełnić i takie błędy. Szczególnie, gdy oszust wykorzysta jakąś sztuczkę socjotechniczną - np. na stronie zobaczymy komunikat, że niezwykła promocja jest limitowana i tylko dla najszybszych klientów, albo wręcz zegar z nieubłaganie uciekającymi ostatnimi sekundami superokazji.

W e-sklepie można też napotkać formularz, który ma rzekomo służyć zaciągnięciu kredytu ratalnego albo wyrobieniu karty kredytowej. Jeśli obok będzie informacja, że np. "z tą kartą dostaniesz zniżkę minus 50 proc." - może to być naprawdę kuszące. Niestety, w rzeczywistości dane nie trafią do banku, ale do cyberprzestępcy!

Pamiętajmy - nigdy nie podawajmy swoich poufnych danych osobowych, gdy cokolwiek wzbudza nasze wątpliwości. Nawet na najlepszej promocji nie zarobimy tyle, ile możemy stracić, gdy nasze dane wpadną w niepowołane ręce.

Każdy może paść ofiarą oszusta

Nie zawsze utrata danych osobowych to wina naszego gapiostwa, niewiedzy, błędu, naiwności. Nawet najbardziej przezorna osoba może m.in. paść ofiarą wycieku danych z jakiejś bazy. Do wycieku danych dochodzi nie tylko ze sklepów internetowych, ale w innych miejscach.

Z wrześniowego badania Quality Watch na zlecenie Biura Informacji Kredytowej możemy się dowiedzieć, że prawie 30 proc. Polaków zetknęło się z kradzieżą tożsamości. Z analizy BIK wynika, że na skradzione dane jednej osoby przestępcy wyłudzają średnio prawie 15 tysięcy złotych, chociaż bywają i oszustwa na ponad 100 czy 150 tys. zł.

Przykłady? Pan Sebastian z Łodzi udostępnił w formularzu promocyjnym sklepu internetowego mnóstwo swoich danych i w ciągu jednej doby próbowano na niego zaciągnąć dziesięć kredytów łącznie na 80 tys. zł. Ofiarą złodzieja tożsamości stała się też m.in. pani Kamila z Rydułtów na Śląsku (do spłaty ok. 100 tys. zł).

Biuro Informacji Kredytowej podaje, że tylko w ciągu dwóch lat 2018-2019 udaremniono ponad 10,5 tys. wyłudzeń kredytów na łączną kwotę ok. 640 mln zł.

Jak chronić się przed wyłudzeniami?

Wszystkie te prawdziwe ludzkie dramatyczne historie sprawiają, że warto poważnie zastanowić się nad ochroną przed takimi problemami. A recepta wcale nie jest szczególnie skomplikowana – wystarczy uruchomić usługę Alerty BIK. Polega ona na tym, że za każdym razem, gdy ktoś będzie próbował zaciągnąć kredyt czy zawrzeć umowę posługując się naszymi danymi, otrzymamy natychmiast informację SMS-em i e-mailem. Wówczas natychmiast będziemy mogli zareagować m.in. zawiadamiając policję, a także firmę czy instytucję, w której właśnie dochodzi do wyłudzenia (alert zawiera tę informację).

Skąd Biuro Informacji Kredytowej wie, że nasze poufne dane osobowe są właśnie w użyciu? Otóż banki czy firmy pożyczkowe za każdym razem sprawdzają historię kredytową danego klienta w bazie BIK. Również m.in. firmy leasingowe, ubezpieczeniowe czy telekomunikacyjne weryfikują swoich klientów w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor, powiązanym z BIK. Słowem - BIK i BIG InfoMonitor są skarbnicą natychmiastowej wiedzy o tym, że gdzieś wykorzystywane są właśnie nasze dane w celu zawarcia umowy.

Usługa Alerty BIK działa całą dobę, siedem dni w tygodniu. Można ją uruchomić na stronie Biura Informacji Kredytowej. Założenie konta na bik.pl potrwa maksymalnie kilkanaście minut. Koszt usługi Alerty BIK to 24 zł rocznie. Nie jest to szczególnie wygórowana cena w zestawieniu ze skalą problemów, których może narobić oszust posługując się naszymi skradzionymi danymi osobowymi. Tym bardziej, że nie ma żadnej innej instytucji, która byłaby w stanie zaoferować podobną usługę i zapewnić taką ochronę.