Jak zmienił się rynek restauracji? Polacy zamawiają coraz więcej, nawet w pandemii

Pandemia nie zmieniła rosnącego trendu. Polacy coraz chętniej zamawiają jedzenie do domu, sięgając przy tym po wyspecjalizowane serwisy i aplikacje internetowe. Jak na rozwijaniu tego kanału dystrybucji zyskiwać mogą restauratorzy? Nie tylko ułatwia im to przetrwanie ciężkiego okresu, ale także pozwala budować pozycję na przyszłość.

Epidemia koronawirusa sporo namieszała. Po złagodzeniu przepisów ponownie je zaostrzono, przez najbliższe tygodnie Polacy nie tylko nie odwiedzą ulubionej kawiarni czy restauracji, ale nawet nie będą mogli wyjechać na zimowy wypoczynek. Na szczęście dla restauracji i klientów ulubionymi daniami wciąż można się cieszyć – zamawiając je na wynos lub dowóz.

Polacy lubią zamawiać jedzenie do domu. Rynek rośnie

Po to wygodne rozwiązanie polscy konsumenci chętnie sięgają od lat, cieszyło się ono coraz większą popularnością zanim jeszcze nasze zwyczaje zmieniła epidemia koronawirusa. Według szacunków Pyszne.pl w latach 2015-2019 rynek dostaw jedzenia wzrósł z 5 do 7 mld zł. Z kolei według badań PMR w roku 2017 restauracje przywiozły do domów zamówienia o wartości 5,5 mld zł, z czego zamówienia internetowe stanowiły 0,6 mld zł. Zeszły rok  przyniósł wyraźny wzrost – wartość zamówień przywiezionych wyniosła 6,6 mld zł, w tym zamówień internetowych 1,3 mld zł. Dane dotyczące całego rynku restauracji dowodzą, że dostawy stają się nowym, powszechnym kanałem sprzedaży. Bo o ile branża rośnie rocznie o kilka procent, to segment dostaw wzrasta o 40-50 proc. rok do roku.

Dostawy kluczowe dla restauracji w lockdownie. Jak pozyskać klientów?

Dla restauracji możliwość dostarczania jedzenia klientom w czasie pandemii okazała się kluczowa. Mogą zresztą nie tylko łatwiej przetrwać burzę związaną z obecną sytuacją, ale także budować i rozwijać skuteczny kanał sprzedaży. Właściciele lokali mają do dyspozycji kilka sposobów pozyskiwania zamówień – poprzez własne strony internetowe, przekierowując do nich np. użytkowników z mediów społecznościowych czy reklam online, komunikując możliwość zamawiania na zewnątrz lokalu – na specjalnych tablicach czy na szybach. Mogą też podjąć współpracę z wyspecjalizowanymi firmami.

Jedną z nich jest Pyszne.pl, serwis do zamawiania jedzenia, który otwiera drzwi do ponad 2,5 mln swoich użytkowników. Podjęcie współpracy z jedną z największych tego typu firm w Polsce ma swoje zalety. Główną z nich jest szerokie dotarcie do klienta. Pyszne.pl oferuje dwa modele współpracy: z dostawami po stronie restauracji lub – z wyższą prowizją – po stronie serwisu.

- Części restauracji nie opłaca się organizować własnej dostawy, szczególnie na początku przygody z dowozami. W miarę wzrostu ilości zamówień, jakie otrzymują poprzez kanał online, doradzamy rozważenie przejścia na własnych kurierów. Oczywiście generuje to konkretne koszty związane między innymi z zatrudnieniem ludzi, ich ubezpieczeniem, koordynacją ich pracy, wynajmem lub zakupem środków transportu, ich eksploatacją, zakupem toreb termicznych. Własna dostawa umożliwia jednak uruchomienie własnych kanałów sprzedaży online, a w przypadku współpracy z Pyszne.pl – przejście na prowizję 13 proc. Obecnie taką prowizją objęte jest około 90 proc. zamówień przekazywanych przez nas do restauracji – wyjaśnia Arkadiusz Krupicz, współzałożyciel i dyrektor zarządzający.

Biorąc pod uwagę różne możliwości pozyskiwania klientów online, warto spoglądać nie tylko na koszty, ale też na obrót, jakiego dane rozwiązanie jest w stanie dostarczyć. Czy współpraca z serwisem przy prowizji na poziomie 13proc. jest opłacalna? Zależy to oczywiście od czynników takich jak food cost czy optymalizacja strefy i modelu dostaw dla konkretnej lokalizacji. 

Jakie rozwiązania wybrać, czym kierować się budując własny program dostaw, czego oczekują w tym względzie konsumenci? Z doświadczeń Pyszne.pl w tym aspekcie można korzystać za darmo. Serwis udostępnił opracowany z ekspertami poradnik dający odpowiedź na wiele tego typu pytań. Pozwoli znaleźć wiele praktycznych rozwiązań na problemy pojawiające się w zakresie dostaw.

Z czego wynika popularność serwisów i aplikacji do zamawiania jedzenia?

Jednym z restauratorów, który wykorzystuje platformy do zamawiania jedzenia jako jedno z narzędzi do przetrwania wyjątkowo trudnego okresu dla branży jest Beniamin Vafidis, współwłaściciel greckiej restauracji Meze by Teo Vafidis & Sons w Warszawie. Przyznaje, że planowali uruchomienie dostaw. – Nie spodziewałem się jednak, że tak szybko staniemy przed związanymi z tym wyzwaniami. Największym z nich jest pozyskanie klientów. Dlatego zdecydowaliśmy się na współpracę z serwisami takimi jak Pyszne.pl, które mają dzięki swojej rozpoznawalności bardzo dużą bazę klientów – wyjaśnia.

Danie serwowane przez restaurację MEZEDanie serwowane przez restaurację MEZE fot. restauracja MEZE

Pozyskiwanie klientów kosztuje. – Aby móc obecnie dostarczać restauracjom zamówień na skalę taką, jak na przykład w 2019 roku, kiedy przekazaliśmy do lokali niemal 15 milionów zamówień, od wielu lat konsekwentnie inwestujemy w marketing. To nasz największy, a zarazem najważniejszy koszt, który bezpośrednio powoduje, że póki co nie jesteśmy rentowni – stwierdza Arkadiusz Krupicz.

Vafidis podkreśla, że rozwiązania platform są też dopracowane technicznie, intuicyjne w obsłudze. Pracuje nad nimi cały sztab ludzi, co dla indywidualnej restauracji bez gigantycznych nakładów byłoby trudne do osiągnięcia.

– Serwisy do zamawiania jedzenia dysponują flotą kurierów, która jest w stanie obsłużyć wszystkie zamówienia – nawet w godzinach szczytu. Ja sam, zatrudniając dwóch kurierów, miałbym problem z dostarczeniem 5-6 zamówień na godzinę. Aplikacja rozwiązuje więc problem logistyczny związany z chwilową nadwyżką zamówień – wyjaśnia Beniamin Vafidis.

Tego samego zdania jest Kuba Aleksandrowicz, dyrektor marketingu sieci Pasibus. – Rozwijaliśmy dostawy od samego początku działalności. Z czasem stawały się one coraz istotniejszą częścią biznesu, a obecnie są kluczowe – wyjaśnia.

Danie serwowane przez PasibusDanie serwowane przez Pasibus fot. restauracja Pasibus

Współpraca z serwisem nie na wyłączność

Vafidis  podkreśla też, że współpraca z serwisami nie wyklucza rozwijania własnego systemu sprzedaży internetowej. – Mamy własną stronę, zamówienia tam złożone dowozimy na terenie całej Warszawy. Do realizacji zamówień do klientów położonych bliżej wykorzystujemy serwisy do zamawiania jedzenia. Przy ilości zamówień, które otrzymujemy, daje nam to pewność, że ktoś przyjedzie po jedzenie i dowiezie je w odpowiednim czasie. Nadal uczymy się tego, jak zachowują się użytkownicy aplikacji. Gdy będziemy gotowi przejąć odpowiedzialność za ten element usługi, przejdziemy na model własnej dostawy.

Aleksandrowicz również przyznaje, że współpraca z serwisem pozostawia otwarte drzwi do rozwijania własnego systemu sprzedaży online. – Zbieramy zamówienia na własnej stronie, oprócz tego jesteśmy obecni na wielu platformach. Wychodzimy z założenia, że wszędzie jest jakaś nisza. Jeśli wyłączymy jedną z platform, nie oznacza to, że klienci z niej korzystający będą nadal do nas trafiać, tyle że innym kanałem. Poszczególne kanały nie kanibalizują się. Dlatego im nas więcej w różnych miejscach, tym korzystniej dla wszystkich – stwierdza restaurator.

Dodatkowe wsparcie marketingowe dla restauracji

Współwłaściciel MEZE przyznaje, że aplikację serwisu można traktować po prostu jak koło ratunkowe. Gdy restauracja nie prosperuje wystarczająco dobrze, w zamian za prowizję na poziomie 30 proc. otrzymuje dodatkowe zamówienia, które pozwalają się utrzymać, zapłacić rachunki, opłacić zespół.

Dla przedstawiciela Pasibusa współpraca z serwisami to z kolei przede wszystkim forma promocji. – Ktoś wchodzi na Pyszne.pl, szuka restauracji, trafi do nas, jedzenie mu zasmakuje, a później przyjdzie do lokalu lub zostanie naszym stałym klientem. Nie ukrywam, że to nam się sprawdza – stwierdza. 

– Dołączając do serwisu, skorzystaliśmy ze zwolnienia z prowizji przez pierwszy miesiąc – nic teraz nie płacimy, a otrzymujemy dodatkowe zamówienia. To miły gest z ich strony w dobie pandemii – dodaje Beniamin Vafidis.

Zmiany w branży restauracyjnej

Przedstawiciele branży nie mają wątpliwości, że rynek po roku 2020 się zmieni. Przewidują, że znaczenie dostaw jedzenia będzie rosło, dostrzegają też szansę na pojawienie się nowych konceptów, takich, jak dark kitchen. Jedzenie z nich będzie dostarczane do domów, biur, firm przez zewnętrznych partnerów. Rozwój delivery nie będzie jednak oznaczał odwrotu od wychodzenia na miasto. - Gdy tylko zakończy się lockdown, ludzie ruszą do restauracji. Będą chcieli jak najszybciej wrócić do doświadczeń, które lubią, na przykład siedzieć ze znajomymi w restauracji w sobotę. Było to już widać w miesiącach letnich – przyznaje przedstawiciel Pasibusa. 

Beniamin Vafidis również ma nadzieję na powrót do normalności. Podtrzymuje ją postawa klientów. – Zaraz po ogłoszeniu lockdownu goście zjawiali się tłumnie, w geście solidarności zamawiając jedzenie z odbiorem osobistym. Przyjeżdżali specjalnie z najdalszych części Warszawy. Wsparło nas to na początku, nie mogło jednak długo trwać – na co dzień każdy ma swoje zajęcia, obowiązki…i tutaj zaczyna się rola serwisów – opowiada.

Najbliższe tygodnie branża restauracji nadal będzie musiała oprzeć na dostawach. Przed świętami rząd zdecydował bowiem, że lokale gastronomiczne pozostaną zamknięte dla gości co najmniej do 17 stycznia 2021 roku. Współpraca z serwisami do zamawiania jedzenia może więc okazać się skutecznym sposobem na utrzymanie relacji z klientami, a po otwarciu drzwi restauracji - na udział w coraz bardziej atrakcyjnym rynku delivery.