Kim są giggersi? Wiele osób stało się giggersami, choć jeszcze o tym nie wiedzą

Prawdopodobnie już niespełna 10 procent pracowników w Polsce stanowią tzw. giggersi. Wielu nawet nie wie, że tworzy gig economy. Z każdym rokiem coraz więcej osób będzie się jednak o tym dowiadywać, bo to zjawisko dopiero się rozkręca.

Czym jest gig economy, kim jest giggers? Dość ciężko jest wtłoczyć te określenia w bardzo konkretne, słownikowe ramy. Ale zawsze można spróbować. Gig economy to sposób świadczenia pracy charakteryzujący się bardziej elastycznym, projektowym podejściem pracownika oraz pracodawcy do współpracy. Jest przeciwstawiany pracy na etat, przez osiem godzin, pięć razy w tygodniu. W warunkach polskiego rynku pracy zapewne można by utożsamiać go z pracą opartą o umowę zlecenie lub o dzieło albo zlecenie realizowane w ramach działalności gospodarczej. Jednak to nie prawne usankcjonowanie, co pewna filozofia działania, jest kluczem do definiowania gig economy. 

W raporcie OLX Praca ("Prognozy Przyszłości. Know How 2021") można przeczytać, że giggersi to "ludzie, którzy dzięki umiejętnościom technologicznym pracują nieustannie w trybie zdalnym z więcej niż jednym usługobiorcą, ceniący sobie niezależność i wolność". To dość trafna definicja. Giggersi to zwykle fachowcy w swojej dziedzinie, którzy nie wiążą się z jednym pracodawcą, świadcząc dla różnych podmiotów projektowe usługi. 

Giggersów cechują zdyscyplinowanie i samodzielność, a do tego, by dobrze poczuć się w pracy potrzebują niezależności i wolności, bez bezpośredniego nadzoru szefa. Cenią sobie swobodę w organizacji pracy, jej różnorodność, elastyczność i niezależność. Lubią pracę projektową – opartą na krótkoterminowych zleceniach. Muszą opanować "multizadaniowość" – tj. umiejętność uczestniczenia w wielu projektach jednocześnie. Ze zmiennymi warunkami i niepewnością radzą sobie świetnie. A nade wszystko – giggersi są zwykle prawdziwymi fachowcami w swojej dziedzinie.  

Dodatkowymi atutami gigera będą umiejętność?posługiwania się językiem obcym przydatna w podejmowaniu zleceń z zagranicy a także zaradność w radzeniu sobie z formalnościami związanymi ze składkami i podatkami. 

Gig economy nie jest dla wszystkich. Ceną za to, co dobre, może być bowiem m.in. poczucie braku stałego zatrudnienia czy gwarancji płynności finansowej. W badaniu OLX Praca na te niedogodności wskazała ponad połowa respondentów. Dodatkowo może zachodzić?obawa, że zleceniobiorca może stać się ofiarą oszustwa (wskazuje na nią 36 proc. badanych). Nieco rzadziej zwracano uwagę np. na brak benefitów pracowniczych czy konieczność samodzielnego zabiegania o zlecenia. Akurat w poradzeniu sobie z tym ostatnim problemem platformy takie jak m.in. OLX sprawdzają się idealnie.  

Podobną analizę za i przeciw gig economy powinni oczywiście poczynić także pracodawcy. Z jednej strony współpraca z giggersami oznacza zapewne niższe koszty, możliwość pozyskania najbardziej wyspecjalizowanych osób do konkretnych zadań czy efektywność i szybkość działań. Z drugiej, pracownik na etacie jest zwykle już sprawdzony, współpraca z giggersem rodzi zaś większe ryzyko niewpasowania się w specyfikę organizacji.  

Zawody dla gig economy

Istnieje szereg zajęć, które według badanych idealnie wpasowują się w model współpracy na zasadach gig economy. Według pracodawców mógłby on być przeznaczony przede wszystkim dla pracowników z grup blue- i grey-collar i dotyczyć takich branż, jak:

• utrzymanie czystości

• wprowadzanie danych

• transport – kierowcy, zwłaszcza w sytuacjach awaryjnych – atutem może być dostępność w różnych lokalizacjach

• gastronomia – praca sezonowa.

Gig economy może sprawdzić się również na stanowiskach wyższego szczebla i specjalistycznych w takich obszarach, jak:

• IT

• tłumaczenia

• korepetycje

• project management

• wdrażanie procedur

• marketing – projekty marketingowe

• reklama, copywriting

• grafika komputerowa

• dziennikarstwo

• szkolenia.

Z kolei pytani o zdanie respondenci będący w grupie pracowników uważają, że gig economy to świetne rozwiązanie przede wszystkim dla programistów. W  następnej kolejności wskazują na fachowców z dziedzin związanych z marketingiem, PR, mediami, działalnością finansową, ubezpieczeniową, sprzedażą i obsługą klienta.

Pandemia przyspieszyła zmiany na rynku pracy

Ojczyzną gig economy są Stany Zjednoczone. Według szacunków Morgan Stanley, że już w 2019 r. giggersami było tam ok. 35 proc. pracowników, a do 2027 r. odsetek ten może wzrosnąć, według prognoz, do ok. 50 proc. Gig economy rozlewa się jednak także po wielu innych krajach rozwiniętych i rozwijających się (w tym w Polsce), zwykle stanowiąc już od kilku do nawet ponad 10 proc. zasobów rynku pracy. Giggersów przybywało już przed 2020 r., natomiast eksperci nie mają wątpliwości, że katalizatorem przemian była pandemia koronawirusa i związana z nią konieczność przeorganizowania pracy w wielu gałęziach gospodarki. Prognozy ekspertów rynku pracy wskazują, że już w połowie obecnej dekady giggersem może być około co piąty pracujący Polak.

Na razie jednak pojęcie gig economy nie jest jeszcze w Polsce szeroko znane. Świadczą o tym m.in. wyniki badania przeprowadzonego przez OLX Praca we współpracy z instytutem badawczym ARC Rynek i Opinia. Wynika z niego, że o zjawisku tym nie słyszało aż 79 proc. osób, a tylko 7 proc. bez wahania odpowiedziało, że je zna. Po przedstawieniu definicji gig economy, nadal 61 proc. respondentów mówiło, że nie spotkali się z taką formą zatrudnienia. Tylko 10 proc. osób  odpowiedziało, że znają osoby, które tak pracują, a pozostałych 29 proc. dało do zrozumienia, że o gig economy czytało lub słyszało. 

Gig economy to przyszłość

Pewne jest, że gig economy postępuje i do zmian generacyjnych na rynku pracy – w ramach których pokolenia Y i Z zastępują poprzednie – pracodawcy będą musieli się dostosować. I to dostosować tak na serio, mając na względzie potrzeby (współ)pracowników, a nie tylko korzyści dla siebie. Dziś bowiem zdarza się niestety, że część osób jest "wypychanych" na samozatrudnienie nawet w gałęziach rynku pracy, gdzie wydaje się to kuriozalne – np. w ratownictwie medycznym.

Pola dla gig economy na rynku pracy są szerokie. Ta forma współpracy może sprawdzić się choćby w takich branżach jak IT, copywriting, dziennikarstwo, szkolenia, reklama i marketing, tłumaczenia, sprzedaż, finanse i ubezpieczenia, korepetycje, grafika, montaż, fotografia czy project management.

Nie jest tak, że oto na naszych oczach giną umowy o pracę i stabilność zatrudnienia. Natomiast – jakkolwiek kontrowersyjnie to może zabrzmieć – także na rynku pracy pojawia się w niektórych branżach nowy sposób myślenia, znany z zupełnie innych gałęzi gospodarki. To podejście, że niekoniecznie trzeba "posiadać" (pracownika, pracodawcę), a wystarczy móc korzystać (gdy jest to potrzebne; pracodawca z umiejętności fachowca, pracownik z najciekawszych zleceń). 

Dlatego o gig economy będziemy słyszeć coraz częściej. Eksperci są przekonani, że gig economy to zdecydowanie coś więcej niż moda – to realny trend, który przyczyni się do diametralnej zmiany warunków pracy. Firmy i rynek pracy coraz mocniej stawiają na projektowy styl pracy i jak najszybsze uzupełnianie luk kompetencyjnych w organizacji. Cechy i umiejętności giggersów są odpowiedzią na te potrzeby.