Równości od rolników mogłaby się nauczyć niejedna korporacja

Statystycznie kobiety na wsi mają pod górkę. Gospodarstwa, w przeważającej części, należą do mężczyzn, a i sama praca na roli jest stereotypowo zajęciem dla krzepkiego chłopa. Jak jest naprawdę? - Mało co mnie tak bawi, jak statystyka i stereotypy dotyczące wsi. Na przykładzie rolnictwa równości mogłaby się nauczyć niejedna korporacja tłumaczy Bożena Sierańska, ambasadorka akcji #Kobietynaroli, rolniczka od 3 dekad.

 Bartosz Sendrowicz: Na czym polega tzw. kariera na wsi? 

Bożena Sierańska: Nigdy się nie zastanawiałam… 

Stuhektarowe gospodarstwo pełne nowoczesnego sprzętu, to nie kariera? 

Powiedziałbym, że pani już nawet rolniczką nie jest, tylko agro-bizneswoman. 
- (Śmiech) Lubię jak o wsi mówi się nowoczesnym językiem, mogę być agro-biznesmenką. Choć tak naprawdę od trzech dekad jestem rolniczką, producentką żywności. I nie sądzę, żebym zrobiła jakąś karierę w biznesowym tego słowa znaczeniu, to raczej określenie zarezerwowane dla osób z korporacji. 

Trochę pani przesadza, w każdym biznesie firma tej skali, co pani gospodarstwo - to sukces, kariera. 

No może, ale na pewno nigdy nie myślałam o tym w kategoriach „kariery”. Bardzo świadomie wybrałam swoją ścieżkę zawodową i od początku sprawiała mi ona bardzo dużo radości. Rozwinęliśmy nasze gospodarstwo od samego początku. Od kawałka ziemi trzy dekady temu, do niemal stu hektarów teraz. I to daje ogromne poczucie spełnienia oraz satysfakcji z rozwoju własnego biznesu. Choć momentami było niewyobrażalnie wręcz ciężko. 

Jak się zmieniło polskie rolnictwo na przestrzeni trzech dekad?  

Tak, że gdyby mi ktoś w latach 80 powiedział, co nas czeka dziś, to bym nie uwierzyła. Myślę, że wtedy nikomu nie starczyłoby wyobraźni, by uwierzyć. 
Na początku prowadziliśmy wielowarzywne gospodarstwo rolne - produkowaliśmy pomidory, sałatę, pory, selery, cebulę. Wszystkie płody rolne pakowaliśmy na „żuczka” i jeździliśmy sprzedawać na giełdę warzywną do Warszawy, na ulicę Łopuszańską. 

Deszcz, czy upał, błoto, czy skwar; tak wyglądała nasza codzienność od roku 1980 do połowy lat 90. W międzyczasie podpisaliśmy kontrakt na dostawę ziemniaków dla giganta spożywczego - PepsiCo.

Firma otworzyła w fabrykę w Grodzisku Mazowieckim i szukała dostawców ziemniaków. Usłyszeliśmy komunikat w radiu, zgłosiliśmy się zupełnie nie wiedząc, co nas czeka i…w tym roku minęło 25 lat naszej współpracy. Przyznaję jednak, że taki partner był dla nas potężnym wyzwaniem. 

Wyzwaniem? Myślałem, że raczej gwarantem stabilności i - wreszcie - lepszych czasów. 

To też, ale zanim osiągnęliśmy ten stan musieliśmy się…dotrzeć. Z wielowarzywnego gospodarstwa przestawialiśmy się na produkcję ziemniaków. Jak się okazało uprawa ziemniaka wcale nie jest taka prosta.

Na początku więc i my, i fabryka szukaliśmy właściwej jakości oraz metod pracy. Trochę metodą prób i błędów, potrzebna więc była niemała determinacja po obu stronach. Ale to była fantastyczny czas i doskonała nauka. Wiedział pan na przykład, że ziemniak żyje? 

Nie miałem pojęcia. Ale jak się ma życie ziemniaka do produkcji chipsów? 

Ziemniak za wcześnie wykopany reaguje biochemicznie, wytwarza cukier i ma złe parametry pod kątem właśnie produkcji chipsów. I niech pan sobie wyobrazi nas - raczkujących w produkcji ziemniaków, a także Frito Lay, firmę debiutującą w naszym kraju. Cierpliwie więc uczyliśmy się siebie nawzajem i zasad wielkiej produkcji ziemniaków. 

Na szczęście firma dokładała wielu starań, żeby ta współpraca kwitła. Wysyłała nas na dziesiątki szkoleń, wizytowaliśmy gospodarstwa rolne w Europie oraz w USA, dostawaliśmy sadzonki, firma pomogła też w zakupie najnowszych maszyn. 

Dzięki temu mogliśmy poznać najnowsze standardy rolnictwa, w krajach będących czołowymi producentami żywności. Warunki finansowe zapewniły nam natomiast stabilizację. Oczywiście my sami też bardzo mocno postawiliśmy na unowocześnienie naszego gospodarstwa. 

W czym na pewno pomogło wejście Polskie do UE w 2004 roku… 

Dokładnie. Przystąpienie do wspólnoty uwolniło gospodarczy potencjał wsi. My korzystaliśmy już ze środków przedakcesyjnych, później oczywiście sięgnęliśmy po dopłaty dla rolników. To wszystko pozwoliło nam i tysiącom innych producentów żywności, zmodernizować gospodarstwa. 

Bardzo dużo inwestycji na przestrzeni lat finansowaliśmy jednak kredytami, więc zawsze była niepewność wynikająca z tego, że jak coś pójdzie nie tak, to będziemy w tarapatach. Na szczęście, nie poszło źle. 

To zmiana w infrastrukturze, a co ze świadomością? Jak się zmieniła pod tym kątem polska wieś i jakie miejsce zajmują na niej kobiety? Statystyka pokazuje, że rolnictwo to typowo męskie zajęcie. 

Mało co mnie tak bawi, jak statystyka i stereotypy dotyczące wsi. Na przykładzie rolnictwa równości mogłaby się nauczyć niejedna korporacja. Gospodarstwo rolne to ogromne przedsiębiorstwo, bardzo trudne w zarządzaniu. Żeby prowadzić je z sukcesem trzeba precyzyjnego podziału ról i odpowiedzialności. I my z mężem wiedzieliśmy to od początku. 

Nie jestem i nigdy nie czułam się dyskryminowana ze względu na moją płeć. Co więcej, ja wyrosłam w etosie szacunku do pracy kobiet na wsi. Bo moja mama bardzo ciężko pracowała na roli i nigdy nie była gorzej traktowana. Wieś jest pełna bardzo silnych kobiet, sprawczych. Naprawdę, nie widziałam, żadnej dyskryminowanej kobiety w trakcie całej mojej - już użyję tego określenia - kariery. 

Według ONZ kobiety mają w rolnictwie np. problem z dostępem do ziemi. Bo na konserwatywnej wsi ziemia jest dziedziczona z ojca na syna. W Polsce też tak jest? 

Nic podobnego, mam znajomych, grono przyjaciół, w którym ziemia jest przekazywana w rodzinie od lat. I choćbym chciała to nie znajdę przypadku, gdzie syn dostał ziemię, bo…był synem. To nie ma żadnego znaczenia. 
W ogóle cała narracja o „zacofanej” wsi, stereotypizacja, mnie co najwyżej bawi. Powtórzę raz jeszcze: nigdy nie byłam w żaden sposób ograniczana, czy dyskryminowana w pracy. I żadna znana mi kobieta-rolnik też nie. 
 
Z mężem wspaniale się uzupełniamy - dzielimy się pracą w gospodarstwie, być może ja nieco bardziej odpowiadam za prowadzenie domu i sprawy formalne gospodarstwa, a on planuje pracę fizyczną. Ale jak jest potrzeba, to ja wsiadam na traktor, a on gotuje zupę. 
Wspominałam o tym, ale powtórzę raz jeszcze: - prowadzenie ogromnego gospodarstwa jest niezwykle kompleksowym zajęciem. Bez podziały ról się nie uda. Na wsi taki podział ról, uzupełnianie się, trzyma się mocno. Nie przesadzam, jak mówię, że równości korporacyjny świat możne nam pozazdrościć. 

Podobno dostęp do środków finansowych kobiety na wsi też mają utrudniony. Wie pani coś o tym? 

Kolejny mit. Mamy te same możliwości w bankach, a nawet większe, bo w tym podziale pracy sprawy księgowe i finansowe koordynuje na ogół kobieta. 

A co pani sądzi o tym, że tylko 30 proc. gospodarstw rolnych w Polsce należy do kobiet. To akurat precyzyjnie wyliczył GUS. 

To też jest jakiś mit! Nie mam pojęcia skąd się wziął. Jest współwłasność ziemi, wszystkie rolniczki, które znam w jakiejś części są właścicielkami gospodarstw. Wydaje mi się, że bliższy prawdy jest podział struktury własnościowej w stosunku 50 na 50. 

Skoro jest tak dobrze, to dlaczego zaangażowała się pani w kampanię #KobietyNaRoli? 

Bo chcę, pokazywać, że na wsi można się rozwijać, i chcę to pokazywać nie tylko w Polsce. U nas sytuacja jest przyzwoita. Ale na świecie nie brakuje kobiet, które mimo najszczerszych chęci, nie mogą mieć własnego gospodarstwa, nie mają dostępu do szkoleń i wsparcia - niezbędnych przecież w nowoczesnym rolnictwie. Właściwe wykorzystanie potencjału kobiet pozwoli zwiększyć produkcję żywności na świecie o jedną czwartą. O tym trzeba głośno mówić i rozwiązywać te trudności, co dzięki akcji #Kobietynaroli się dzieje. 
 
Kampania #Kobiety na Roli – The Crop Gap - pokazuje historię pięciu rolniczek i ich wkład w rozwój tej branży. Bohaterki prowadzą gospodarstwa w Polsce, Egipcie, Gwatemali, Indiach oraz Stanach Zjednoczonych. Celem kampanii jest pokazywanie i zwalczanie nierówności, z jakimi mierzą się rolniczki. 
Historie można obejrzeć na tej stronie. Tam też można głosować na najciekawszą opowieść, a przy okazji otrzymać kupon o wartości 25 USD, na mikropożyczkę udzielaną dowolnemu przedsiębiorcy zarejestrowanemu w systemie kiva.org.