Donald Trump od lat ma powiązania biznesowe w Turcji. Wraca pytanie o konflikt interesów

Decyzja Donalda Trumpa o wycofaniu wojsk amerykańskich z części terenów w Syrii kontrolowanych przez Kurdów (co bardzo pomogło Recepowi Tayyipowi Erdoganowi), zwróciła uwagę na prywatną działalność amerykańskiego prezydenta. Krytycy Trumpa nie przebierają w słowach.
Zobacz wideo

Wiele wskazuje na to, że Donald Trump wspiera Recepa Tayyipa Erdogana i ułatwia mu prowadzenie, co najmniej dyskusyjnej, polityki wewnętrznej i zagranicznej, równocześnie będąc zaangażowanym prywatnie w Trump Towers w Stambule - dwa duże wysokościowce mieszczące mieszkania, biura, sklepy i multipleks kinowy.

Donald Trump ma inwestycje w Turcji

- Ja mam mały konflikt interesów, ponieważ w Stambule mam naprawdę duży budynek i to jest wyśmienity biznes - te słowa powiedział nie kto inny, tylko sam Donald Trump w grudniu 2015 roku w trakcie wywiadu ze Stephenem Bannonem, wtedy ultraprawicowym publicystą, a później jego bliskim doradcą.

Bannon spytał, co Trump zamierza z tym problemem zrobić, ale prezydent USA na to pytanie już precyzyjnie nie odpowiedział.

Zobacz też: Pentagon: tureckie wojska ostrzelały jednostki amerykańskie. Władze Ankary zaprzeczają

Trump Towers zostały oddane do użytku w 2012 roku. Wcześniej zarówno sam Trump, jak i jego córka Ivanka byli w Turcji co najmniej kilka razy w interesach, dogrywając szczegóły dużej inwestycji. A kiedy budynki ukończono, Ivanka Trump, córka obecnego prezydenta USA, na Twitterze dziękowała Erdoganowi, że zjawił się na uroczystym otwarciu nowej inwestycji Trump Organization w Stambule. Deweloperem, który zbudował Trump Tower Istanbul, jest turecki milioner Aydin Dogan, z Trumpem ma partnerstwo licencyjne.

I można byłoby o tym zapomnieć, podobnie jak o tym, że w trakcie wspomnianego wywiadu z Bannonem w 2015 roku Trump komplementował prezydenta Turcji, opowiadając o tym, że silny przywódca, który świetnie walczy z Putinem, gdyby nie ostatnia decyzja Białego Domu i kilka wcześniejszych ewidentnie wspierających "sułtana".

Czytaj także: Turecka ofensywa w Syrii. Amerykański komandos: Po raz pierwszy w życiu się wstydzę

Polityka administracji Trumpa wobec Erdogana

I tak np. dwa lata temu Trump gratulował Erdoganowi wygranej w referendum konstytucyjnym, które de facto sankcjonowało wprowadzenie w Turcji miękkiej dyktatury i które, co dodaje pewnego smaczku, było skrytykowane wcześniej przez amerykański Departament Stanu.

Trump i jego rzecznik prasowy zignorowali też incydent z 2017 roku, kiedy w trakcie wizyty Erdogana w USA jego ochroniarze zaatakowali na ulicy protestujących przeciwko ich szefowi. Amerykański prezydent opowiadał wtedy o wielkiej przyjaźni łączącej go z przywódcą Turcji.

No i latem tego roku Trump przekonał republikańskich senatorów, by nie nakładać żadnych sankcji na Ankarę za to, że kupiła rosyjski system antyrakietowy. Zaprosił ich do Białego Domu i poprosił o pewną "elastyczność".

Teraz do tej listy doszedł najpierw telefon do Erdogana i chwilę potem decyzja o wycofaniu amerykańskich wojsk z północnej Syrii.

Krytycy tej decyzji nie przebierają w słowach. Wśród nich jest między innymi Paul Krugman, amerykański noblista w dziedzinie ekonomii i publicysta "New York Timesa", który na Twitterze ostro napisał, że Trump zdradził Kurdów między innymi właśnie dlatego, że "ma interesy biznesowe w Turcji" i uważa Erdogana za twardego przywódcę w swoim stylu.   

W sumie jest całkiem sporo tych, na pierwszy rzut oka, bezinteresownych aktów sympatii Białego Domu wobec tureckiego reżimu. Jeżeli faktycznie za tym wszystkim stoją interesy Trumpa w Turcji, to żyjemy w całkowicie nowych czasach.

Brutalnie związki Trumpa z Turcją skomentował dla NBC News Richard Painter, prawnik z administracji George’a W. Busha, który obecnego prezydenta często krytykuje. Najpierw powiedział, że Turcja była demokracją, która przewraca się i zmierza w złym kierunku. A potem zadał retoryczne pytanie. - Czy możemy sobie wyobrazić, że Roosvelt lub jego rodzina prowadziłaby interesy w Niemczech w latach 30.?

Napięcie na linii Waszyngon - Ankara za prezydentury Donalda Trumpa.

Krytycy prezydenta nie wspominają jednak, że od kiedy Donald Trump objął ten urząd, relacje na linii Waszyngton-Ankara nie należą do wzorowych. Amerykański prezydent wielokrotonie ostro krytykował Erdogana za kontrakty wojskowe z Rosją. Turcja kupiła od Moskwy system rakietowy S-400, co bardzo nie spodobało się sojusznikom Ankary w NATO, zwłaszcza w amerykańskiej administracji.   

Turcja jest częścią programu budowy amerykańskich myśliwców F-35, dlatego Stany Zjednoczone groziły sankcjami. Pod koniec czerwca 2019 roku ambasador USA przy NATO Kay Bailey poinformowała, że obecność w jednej armii F-35 i rosyjskiego systemu rakietowego może wpłynąć negatywnie na wykorzystanie nowoczesnych myśliwców. Waszyngton obawia się, że rosyjski sprzęt może okazać się niebezpieczny dla amerykańskich maszyn i tymczasowo wstrzymał szkolenie tureckich pilotów przyszłych myśliwców. Relacje Turcji i Stanów Zjednoczonych od wielu miesięcy znajdują się w impasie. Jeszcze za czasów poprzedniego amerykańskiego prezydenta, Baracka Obamy, Waszyngton odmówił ekstradycji do Turcji Fetullaha Gullena, głównego wroga tureckiego prezydenta. Za czasów Donalda Trumpa pojawiły się kolejne spory - między innymi wokół więzionego w Turcji amerykańskiego pastora.

Więcej o: