"Cięliśmy, kupowaliśmy, drukowaliśmy". W trakcie epidemii postawili na przyłbice z 3D, potem otworzyli sklep

Czy dało się wyjść obronną ręką z pierwszego uderzenia koronakryzysu? Tak, jeśli firmy miały możliwość szybkiego przestawienia produkcji. Warszawski Sygnis zamiast drukować w 3D gadżety i prototypy, zaczął tworzyć wymazówki i przyłbice, a na jakiś czas otworzył nawet własny sklep z artykułami ochronnymi.

Pandemia koronawirusa mocno uderzyła w polską gospodarkę. Dla wielu firm był to cios, po którym mogły się nie podnieść, inne ratowały się zwolnieniami, środkami z tarczy, czy po prostu rezygnowały z segmentów, które najmocniej odczuwały skutki ograniczeń. Kto mógł, w trybie ekspresowym przestawiał produkcję, stawiał na nowe rozwiązania.

W uprzywilejowanej sytuacji znaleźli się właśnie ci, którzy mogli reagować szybko. Jeśli dodatkowo, nawet w niewielkim stopniu, produkcja czy usługi związane były z epidemią lub szeroko pojętą medycyną - można mówić nawet o małym sukcesie. 

To sytuacja, o której mówiła tuż przed rozwinięciem się epidemii w Polsce ministerka rozwoju Jadwiga Emilewicz. - Paradoksalnie, epidemia koronawirusa może być szansą dla polskich przedsiębiorców - przekonywała. Choć spadła na nią za takie tezy fala krytyki, to rzeczywiście niektórzy szansę wykorzystali.

W tę narrację wpisuje się warszawska firma Sygnis New Technologies, zajmująca się doradztwem technologicznym i drukiem 3D. Już wcześniej współpracowała z placówkami medycznymi (drukuje na zamówienie różne przyrządy, m.in. laboratoryjne), miała więc wiedzę i podstawy do tego, by lekko zmodyfikować swoje plany.

Jak opowiada Gazeta.pl Marek Lorent-Kamiński z Sygnis, krótko po wybuchu epidemii firma zaczęła produkcję stojaków laboratoryjnych i stabilizatorów do robotów laboratoryjnych. To niewielkie przedmioty, raczej niepozorne, ale są niezbędne przy np. testach na koronawirusa. Tak się złożyło, że takie testy przeprowadzała i przeprowadza Warsaw Genomics, która działa po sąsiedzku na Wydziale Chemii UW. Stojaki trafiły więc tam, a w ciągu trzech miesięcy (marzec-maj) przeprowadzono 100 tys. testów. Dodatkowo Sygnis udostępniło projekt stojaków na wolnej licencji, by każdy, kto ma dostęp do druku 3D, mógł stworzyć własne.

Zobacz wideo Między Donaldem Trumpem a Chinami. Jak WHO znalazła się w centrum globalnego sporu

Zamiast gadżetów - przyłbice. Firma technologiczna otworzyła nawet sklep na jakiś czas

Po rozpoczęciu tego projekt, Sygnis ruszyła z dwoma innymi, znowu zbliżonymi do tematyki koronawirusa. Zrezygnowano z projektów dla sektora HoReCa i branży reklamowej. Zamiast drukować np. gadżety dla branży eventowej (która przez epidemię na kilka miesięcy zamarła), produkcję przestawiono na przyłbice.

- Kupowaliśmy folię, cięliśmy, drukowaliśmy. Tak powstało łącznie około pięciu tysięcy przyłbic, które sprzedawaliśmy bez marży w naszym sklepie. Nastawiliśmy się wyłącznie na zwrot kosztów produkcji. Oprócz tego część produktów dostarczaliśmy nieodpłatnie do instytucji publicznych i szpitali w ramach dwóch akcji crowdfundingowych - wspomina Lorent-Kamiński.

Sklep - to kolejna zmiana w związku pandemią. Showroom firmy przy al. Solidarności zamienił się z miejsca spotkań z kontrahentami w placówkę do sprzedaży sprzętu ochronnego. - Ruszył na początku maja, działał miesiąc, zamieściliśmy tam też bazę wiedzy na temat obostrzeń, wytycznych WHO, koronawirusa. Przerwaliśmy projekt, gdy udało nam się ponownie wynająć miejsce Projektowi Alpha, który nagrywał tam treści edukacyjne i naukowe - dopowiada Lorent-Kamiński.

embed

Koronakryzys dla niektórych stał się szansą

Czy koronawirus uderzył w firmę? Częściowo tak, bo musiała wycofać się z niektórych projektów, jak te w branży eventowej, ale teraz łapie nowe, dodatkowe. Druk 3D może być stosowany nie tylko jako narzędzie do prototypowania, ale również do wytwarzania docelowego produktu. Firmy zgłaszają się więc z projektami, a pierwotne wersje produktów można szybko przetestować. Efekt: oszczędzają pieniądze.

Pandemia zmieniła sytuację rynkową, więc takie "odskocznie" były po prostu potrzebne. Sygnis zapewnia też, że gdy nad innymi firmami wisi widmo zwolnień, oni decydują się na zatrudnianie.

- Przyjechały do nas nowe maszyny do druku, w trochę niefortunnym momencie, bo niespecjalnie mogliśmy z nich w pełni korzystać. Mamy jednak przed sobą duży projekt, w którym przeszliśmy z fazy planowania do fazy realizacji. Produkcja specjalistycznych akcesoriów medycznych na skalę ogólnokrajową - zapewnia Lorent-Kamiński, dodając, ze właśnie takie spore przedsięwzięcia dają nadzieję nie tylko na czas koronakryzysu, ale i na przyszłość.

embed