Po co komu lotnisko? Wielkie Iły-76 czy Any-22 wcale tego nie potrzebują

Standardowy samolot pasażerski potrzebuje do startu i lądowania długiego na dwa kilometry pasa betonu i asfaltu. Do tego utrzymanego w przyzwoitej czystości. Jest jednak szereg maszyn, specjalnie zaprojektowanych tak, aby się bez takich luksusów obyć. I mowa o tych największych. Rosjanie pokazali ciekawe wideo ćwiczeń z udziałem jednej z nich.

Nagranie wykonano w bazie ciężkiego lotnictwa transportowego Twer-Migałowo. To jedna z największych tego rodzaju w Rosji, w której stacjonuje większość zdolnych do lotów transportowców Ił-76 i An-22. Te pierwsze to konie robocze rosyjskiego lotnictwa transportowego. Jeden z nich widać na wspomnianym wideo.

Załoga maszyny ćwiczy start i lądowanie na tak zwanym nieutwardzonym pasie trawiastym. Jest on wytyczony obok tego klasycznego, betonowego. Widać wyraźnie, że musi być często wykorzystywany, bo koła samolotów wytarły trawę na znacznym odcinku.

Zobacz wideo

Najwięcej praktyki mają Amerykanie 

Takie działanie z prowizorycznych lądowisk nie jest jakąś unikalną umiejętnością Rosjan. Większość wojskowych samolotów transportowych jest do tego przystosowana, również te zachodnie. W praktyce polega to na zamontowaniu w nich wzmocnionego podwozia, dodatkowych kół, pozwalających rozłożyć nacisk na większą powierzchnię i uniknąć zapadnięcia się w grunt oraz umieszczeniu silników możliwie wysoko, aby nie musiały działać w kurzu wzbijanym z ziemi.

Nie oznacza to jednak zdolności do działania z przygodnego pola. Pas trawiasty musi być odpowiednio wybrany i przygotowany. Bez większych nierówności, przeszkód i odpowiednio twardy. Do tego wyraźnie oznaczony i regularnie sprawdzany co kilka startów i lądowań, ponieważ koła samolotów mogą zostawić głębokie koleiny, będące groźną pułapką dla następnych w kolejce. Na przypadkowym polu pewnie większość samolotów transportowych byłaby w stanie wylądować, ale tylko raz.

Możliwość działania z prowizorycznych lądowisk jest cechą szczególną samolotów transportowych. Dzięki temu maszyny mogą zaopatrywać żołnierzy w najróżniejszych miejscach. Nie potrzeba dużych, zazwyczaj silnie bronionych lotnisk. Wystarczy odpowiedni kawałek płaskiej i twardej ziemi. W ostatnich latach na szeroką skalę tego rodzaju możliwości wykorzystują w praktyce Amerykanie na Bliskim Wschodzie. Podczas interwencji na północy Syrii nawet ciężkie samoloty transportowe C-17 Globemaster III rutynowo lądowały w miejscach, które wcześniej były po prostu pustynią albo małym lądowiskiem dla samolotów rolniczych. Lotnictwo wojskowe USA ma nawet specjalny oddział komandosów (Combat Control Team), których zadaniem jest między innymi skryte dotarcie na wrogie terytorium, wytyczenie lądowiska, a następnie zarządzanie ruchem transportowców. Oferuje to trudne do przecenienia zdolności umieszczenia swoich oddziałów w zupełnie niespodziewanych miejscach.

Polscy lotnicy też trenują tego rodzaju operacje, choć oczywiście na mniejszą skalę. Wszystkie nasze transportowce, od największych C-130 Herkules, przez średnie C-295 CASA po lekkie M28 Bryza, są do tego przystosowane. Odpowiednie umiejętności opanowywaliśmy początkowo pod okiem Amerykanów. Pas trawiasty do ćwiczeń wytyczono w bazie Powidz, gdzie stacjonują nasze C-130 i gdzie regularnie pojawiają się amerykańscy lotnicy na maszynach tego samego typu.

Więcej o: