Podaj adres, dostaniesz piwo, czyli jak Niemcy walczą z pandemią

Niemcy bardziej przejmują się koronawirusem niż Polacy. Do takiego wniosku można dojść po nawet bardzo krótkim pobycie u naszego zachodniego sąsiada.

Pojechaliśmy na kilka dni do Norymbergi – samochodem. Nocleg w mały hotelu w samym centrum miasta, długie spacery po mieście, muzea, posiłki w ogródkach i oczywiście piwo z lokalnego browaru – jednym słowem przyjemne mikro wakacje dla dwóch osób, takie jak lubimy.

To, że podejście Niemców do koronawirusa jest inne niż w Polsce, widać było już na pierwszej stacji benzynowej, na której się zatrzymaliśmy w drodze do Norymbergi. Nieliczna obsługa pracuje w maseczkach zakrywających usta i nos oraz w jednorazowych rękawiczkach. Nie widać, by ktoś ułatwiał sobie życie noszeniem maseczki na brodzie lub z nosem na wierzchu. Przed wejściem na drzwiach przypomnienie, że do środka można wejść tylko w maseczce.

Poza tym dla klientów płyn do dezynfekcji w kilku miejscach stacji – w tym w toalecie - i dużo oznaczeń w środku i na zewnątrz budynku o konieczności utrzymania dystansu co najmniej 1,5 m.

Część stołów na stacji była oklejona taśmą – nie wolno było z nich skorzystać, wyłączony z użycia był też co drugi pisuar w toalecie, by przypadkiem nie stać zbyt blisko siebie.

Do drobnego posiłku na stacji dostaliśmy bezpłatnie mały "dezodorant" z płynem dezynfekującym.

Zobacz wideo Tak Bill Gates wyobrażał sobie przyszłość w 1999 roku. Skąd on to wiedział? [TOPtech]

W hotelu ostrzeżenia i winda dla jednej osoby

Dotarliśmy wczesnym wieczorem do hotelu w Norymberdze, obsługi już nie było. Weszliśmy więc po wyjęciu kluczy ze skrzynki na zewnątrz budynku. W środku, podobnie jak na stacji, wiele oznaczeń przeciwepidemicznych – w tym o konieczności poruszania się po hotelu w maseczkach, obowiązku korzystania z małej windy równocześnie tylko przez jedną osobę i z niewielkiego basenu przez nie więcej niż 6 osób na raz.

To Niemcy, więc hotel był ekstremalnie czysty, wydawało się, że jest pusty – dopiero rano odkryliśmy, że są inni goście. Szybko przemykali korytarzami w maseczkach do wyjścia lub na taras, gdzie były wydawane śniadania. 

Czytaj więcej: Ponowne otwarcie Heliosa. Jakie obostrzenia sanitarne będą obowiązywały w kinach?

Koronawirus. Maseczki nigdy na wolnym powietrzu i zawsze w budynkach

Z hotelu wyszliśmy na pierwszy spacer po mieście. Praktycznie nikt na ulicy nie chodzi w maseczkach. Może w ciągu całego pobytu spotkaliśmy kilka osób, które miały na twarzach maseczki na zewnątrz budynków.

Natomiast wszyscy ubierają maseczki, jak chcą wejść do jakiegokolwiek budynku – od dowolnej restauracji lub baru, przez muzea aż po sklepy. Nie spotkaliśmy nikogo w supermarkecie, kto by jej nie miał prawidłowo ubranej. Podobnie było w muzeach – całe zwiedzanie tylko w maseczkach zakrywających usta i nos. Ludzie nie zdejmowali ich, nawet jeżeli oglądali coś pojedynczo w salach wielkości sali gimnastycznej lub większych.

Czytaj więcej: LOT wznowił loty międzynarodowe. W wakacje dostępne ponad 70 kierunków. "Polacy chcą korzystać z urlopu"

Podaj adres, dostaniesz piwo

Naprawdę zdziwiliśmy pod koniec pierwszego spaceru. Podeszliśmy do jednego z działających ogródków, podszedł kelner – oczywiście w maseczce – i zaprowadził nas do stolika. Dał nam menu i… formularz z długopisem do wypełnienia. Wpisuje się do niego swoje dane kontaktowe, w tym telefon, adres i mejl. Do tego godzinę i datę odwiedzin w restauracji. Lokale zbierają te kartki (są różnej wielkości, nie ma jednego wzoru), przekazują władzom i gdyby okazało się, że ktoś w ogródku był zarażony, to potem łatwiej będzie dzięki tym kartkom odszukać osoby, z którymi mógł mieć styczność.

Tych kartek wypełniliśmy w Norymberdze kilkadziesiąt – jedząc na mieście śniadanie, obiad, lody, pijąc piwo. Zawsze dostawaliśmy je do wypełnienia. 

Czytaj więcej: Remdesivir. Amerykańska firma ustaliła cenę leku na koronawirusa. Kuracja kosztuje kilka tysięcy złotych

Koronawirus w Polsce 

Do formularza w restauracjach szybko się przyzwyczailiśmy, podobnie jak do ubierania maseczki przed wejściem do dowolnego budynku. Przez to trochę zabawnie było w Polsce zaraz po powrocie. Przejeżdżamy granicę i zatrzymujemy się na pierwszej stacji paliw. Ubieramy oczywiście maseczki po wyjściu z samochodu, wchodzimy do środka. Na stacji nikt nie miał jej ubranej – łącznie z obsługą. Wyglądaliśmy trochę jak kosmici. Cóż… Widocznie nad Wisłą udało się zwalczyć wirusa, Niemcom natomiast jeszcze nie.

Czytaj więcej: Masowe zwolnienia w Lufthansie. 22 tys. etatów mniej. Pracę straci co piąty manager

Tekst pochodzi z bloga Portaltechnologiczny.pl.

Więcej o: