"DT": Berlin i Warszawa nie potrafią się dogadać. "Od zwycięstwa PiS nie mają już takich samych priorytetów

Stan współpracy polsko-niemieckiej pozostawia wiele do życzenia, choć w Niemczech nie brakuje ludzi oraz instytucji, którzy się nią zajmują - pisze "Der Tagesspiegel".
Zobacz wideo

Dobrą ilustracją obecnych relacji polsko-niemieckich może być dwuwiersz Tadeusza Boya-Żeleńskiego o miłości: "Z tym największy jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz" - ocenia publicysta berlińskiego dziennika Christoph von Marschall. Jak wskazuje, nie brakuje instytucji i ludzi zajmujących się współpracą obu krajów, jak również zadań do załatwienia. "A mimo to niewiele spraw w stosunkach polsko-niemieckich posuwa się do przodu. Wielka koalicja w Berlinie i narodowokonserwatywny rząd PiS w Warszawie nie mają tych samych celów, a nawet nie idą w tym samym kierunku" - pisze von Marschall.

Znakomite warunki na każdym szczeblu

Według berlińskiego dziennika z żadnym innym sąsiadem, poza Francją, Niemcy nie mają tak rozbudowanej sieci instytucji i kontaktów zarówno na szczeblu międzypaństwowym, jak i regionalnym i lokalnym. Niemiecki rząd federalny ma pełnomocnika ds. Współpracy z Polską, którym od 2014 roku jest premier landu Brandenburgia Dietmar Woidke, zaś w Bundestagu działa zarówno Polsko-Niemiecka Grupa Parlamentarna, jak i nieformalna grupa parlamentarzystów, zaangażowanych w kontakty z Polską.

"Są oni otwarci na polskie wątpliwości dotyczące gazociągu Nord Stream 2 i posuwają naprzód projekt upamiętnienia w Berlinie polskich ofiar II wojny światowej, który ma juz szerokie poparcie w Bundestagu, w tym ze strony przewodniczącego tej Izby Wolfganga Schaeuble" - wskazuje autor.

Christoph von Marschall dodaje, że także w ministerstwach trzech graniczących z Polską landów niemieckich: Brandenburgii, Saksonii i Meklemburgii-Pomorza Przedniego działają wydziały zajmujące się współpracą przygraniczną, gospodarzą i opieką nad Polonią. Landy te mają też biura w województwach, z którymi współpracują w ramach Partnerstwa Odry. Do tego dochodzi blisko 300 partnerstw między miastami z Polski i Niemiec oraz około 100 tysięcy spotkań rocznie w ramach Polsko-Niemieckiej Wymiany Młodzieży, praca zainteresowanych Polską berlińskich think tanków czy też prężnie rozwijająca się wymiana gospodarcza - wylicza "Tagesspiegel".

To wszystko tworzy po niemieckiej stronie znakomite warunki dla rozwoju efektywnej sąsiedzkiej współpracy z Polską. "Gdzie zatem tkwi problem?" - zastanawia się von Marschall.

"Rozbieżne wizje partnerstwa"

"Od zwycięstwa PiS w wyborach w 2015 roku rządy w Warszawie i Berlinie nie mają już takich samych priorytetów. Wypracowały rozbieżne wizje partnerstwa" - pisze publicysta dziennika, powołując się na opinię anonimowej osoby, znającej kulisy stosunków polsko-niemieckich.

Jak dodaje, na "szczeblu międzypaństwowym niewiele dzieje się obecnie, z punktu widzenia strategii i koncepcji" rozwoju współpracy polsko-niemieckiej. Funkcja pełnomocnika polskiego rządu ds. Współpracy z Niemcami pozostaje nieobsadzona, a pojedynczy członkowie rządu, jak minister rozwoju Jadwiga Emilewicz, którzy zabiegają o ważne projekty polsko-niemieckie, nie znajdują wielkiego wsparcia.

"Premier Mateusz Morawiecki dąży do dobrych relacji z Berlinem, ale nie oponuje, gdy ludzie PiS prowadzą agitację nastawioną konfrontacyjnie" - ocenia. Polem tej konfrontacyjnej retoryki jest zazwyczaj historia. "Poseł PiS Arkadiusz Mularczyk i jego żądania 800 miliardów reparacji wojennych od Niemiec znajdują więcej posłuchu, niż minister Emilewicz" - ocenia dziennik.

Duża pusta przestrzeń

Publicysta zarzuca PiS, że nie proponuje wspólnych projektów z Niemcami, dotyczących np. stosunków z Ukrainą, Białorusią czy Rosją albo współpracy w ramach UE i NATO, a jednocześnie narzeka, gdy Angela Merkel dzwoni do Władimira Putina, sugerując, że znów dochodzi do jakichś ustaleń ponad głową Polski.

W polsko-niemieckiej współpracy powstaje duża pusta przestrzeń, co ma swoje konsekwencje. "Polska, która jest największym partnerem na wschodzie UE i NATO, zajmuje o wiele za małe miejsce w debatach o przyszłości Europy" - pisze Christoph von Marschall, wskazując, że Niemcom często brakuje "polskiej ekspertyzy" w sprawach międzynarodowych.

Artykuł pochodzi z serwisu Deutsche Welle.