Paul Krugman: Gdyby Trump był tak sprytny jak Orban, amerykańska demokracja byłaby już martwa

Amerykański ekonomista i laureat Nagrody Nobla z dziedziny ekonomii, Paul Krugman ocenia w wywiadzie z dziennikiem "Handelsblatt", że szanse na ponowny wybór Trumpa na prezydenta USA są mniejsze niż 50 procent.
Zobacz wideo

„Demokracja jest zagrożona. Jeśli Trump wygra następne wybory, to w ciągu roku będzie tu podobnie, jak na Węgrzech. Węgry nie są całkiem autorytarnym państwem, ale zerwały z ważnymi demokratycznym wartościami” – uważa Paul Krugman.

Jego zdaniem, Trump „dzieli kraj, zastrasza wolne media, a nawet przedsiębiorstwa, mając na celu ustanowienie czegoś w rodzaju kapitalistycznego nepotyzmu”. To model węgierski, a częściowo widzimy go już w USA” – powiedział Krugman. W jego opinii „trumpizm” nie zniknie wraz z Trumpem. „To wielki trend, widoczny już od lat 90., nie tylko w USA, ale wszędzie. My mieliśmy jeszcze szczęście, bo Trump nie jest zbyt zdyscyplinowany i pracowity. Gdyby był tak sprytny i działał w tak przemyślany sposób, jak Viktor Orban, amerykańska demokracja byłaby już martwa” – dodał.

Europa jak Japonia 20 lat temu

Według Krugmana, biorąc pod uwagę zarzuty wobec Trumpa, amerykańscy demokraci nie mogli nie wszcząć postępowania prowadzącego do impeachmentu. „Najważniejsza jest dla mnie jedność demokratów. To nie jest oczywistość. Gdy porównamy to z sytuacją na Węgrzech albo w Polsce, demokracja przegrywa tam z powodu podzielonej opozycji” – ocenił.

W rozmowie z niemieckim dziennikiem Krugman przedstawia pesymistyczną prognozę dla gospodarki światowej. Obawia się, że gospodarka światowa nie ma już zdolności „absorpcji szoku”. „Europejski Bank Centralny nie ma już możliwości obniżenia stóp procentowych, a pole manewru amerykańskiego Fed są ograniczone. Jeśli chodzi o politykę finansową, też nie wygląda to dużo lepiej. Z wyjątkiem Niemiec, które fundują sobie absurdalną debatę na temat «czarnego zera», w Europie niemal nie ma możliwości przeciwdziałania kryzysowi za pomocą środków polityki finansowej” – ocenił.

Uważa on, że wśród największych zagrożeń dla gospodarki są te, związane z demografią i starzeniem się społeczeństwa. Przykładem jest Japonia. Według niego 20 lat temu gospodarka tego kraju wpadła w deflację, co miało związek ze zmniejszeniem się liczby ludności. „Europa dziś wygląda jak Japonia 20 lat temu. Także Chiny mają problem demograficzny. Tylko w USA sytuacja wygląda lepiej, jeśli chodzi o przyrost naturalny i imigrację. Jednak także tutaj pozytywny trend słabnie, co oznacza, że wszystkie strefy gospodarcze zmierzają w jednym kierunku – w dół. I to jest niepokojące” – powiedział Krugman.

Obliczalne skutki brexitu

Jego zdaniem nie można wykluczyć, że skutkiem brexitu będzie recesja w Wielkiej Brytanii i w UE. „Jeżeli dojdzie do zawarcia umowy o wolnym handlu między UE a Wielką Brytanią, uważam, że skutki (brexitu) będą obliczalne. Oczywiście to nie to samo, co unia celna. Będą granice i kontrole graniczne, co powoduje koszty. USA i Kanada mają umowę o wolnym handlu, bez unii celnej, i dobrze sobie z tym radzą. Niebezpieczna jest jednak faza przejściowa. Czy między Calais a Dover ustawią się 100-kilometrowe korki, jak wielu się obawia? Także to może wywołać recesję w UE i w Wielkiej Brytanii” – powiedział Krugman.

Ocenił także, że wiele problemów, z którymi zmaga się unia walutowa, pozostaje nierozwiązanych, chociaż najgorszy kryzys euro jest już za nami, co jest zasługą byłego szefa EBC Mario Draghiego. „Bez Draghiego i jego londyńskiej obietnicy, że zrobi wszystko, by uratować euro, unia walutowa zawaliłaby się w 2012 roku. To była prawdopodobnie najważniejsza interwencja w historii banków centralnych. Ale należy zauważyć, że system, który zależy od tego, czy ma wybitnego szefa, nie jest dobrym systemem” – ocenił Krugman.

KE może pokonać Trumpa w wojnie handlowej

Zdaniem ekonomisty chociaż ekspansywna polityka finansowa USA przynosi efekty, żaden cel, jaki postawił sobie prezydent Donald Trump, nie został osiągnięty. Pomimo obniżek podatków spadają inwestycje przedsiębiorstw, a produkcja przemysłowa kurczy się, choć wprowadzono cła karne, mające ją chronić.

Krugman przyznał, że jest zaskoczony tym, jak bardzo w dół pociągnęły gospodarkę wojny handlowe. „Nie doceniłem wielkiej niepewności w gospodarce. Konflikty handlowe są powodem spadających inwestycji przedsiębiorstw” – powiedział.

Jego zdaniem, jeżeli dojdzie do eskalacji konfliktu handlowego między USA a UE i wprowadzenia przez Waszyngton 25-procentowych ceł na samochody, „rozpęta się piekło” i możliwa byłaby recesja w Europie. „Ale jeśli chce się rozpocząć spór, trzeba mieć też dobrą strategię, jak go wygrać. Trump nie bierze pod uwagę tego, że UE jako gospodarka jest na równi z amerykańską. Może mocno zaszkodzić USA i odwrotnie” – powiedział. Według Krugmana Bruksela zareagowałaby wprowadzeniem wobec USA ceł, które uderzyłyby przede wszystkim tzw. swing states, które przesądzają o wynikach wyborów w USA. „W 2002 roku prezydent George W. Bush wprowadził cła na stal, a UE odpowiedziała długa listą środków odwetowych, wymierzonych celowo regiony USA o politycznym znaczeniu. W UE wiele spraw idzie źle, ale Komisja Europejska wie, jak prowadzi się wojny handlowe. To może szybko bardzo źle się potoczyć. Na to Trump nie jest przygotowany” – ocenił Krugman.

Artykuł pochodzi z serwisu "Deutsche Welle"