Niemcy ostro o "prowokacjach" Polski i Węgier: UE musi przeczekać lub założyć wspólnotę bez łamiących reguły

"Viktor Orban i Mateusz Morawiecki opuścili szczyt podnosząc wysoko sztandary, mówiąc o dumie i narodowym honorze. Do tego zostali nagrodzeni potężnymi sumami dla ich budżetów" - komentuje negocjacje w Brukseli dziennik "Sueddeutsche Zeitung".
Zobacz wideo

Wszystkie niemieckie dzienniki komentują w środę wyniki historycznego szczytu UE w Brukseli.

Dziennik "Frankfurter Allgemeine Zeitung" zauważa, że: "Na koniec nikt w Brukseli nie chciał przejść do historii jako ten, który opierając się przy swoich maksymalnych żądaniach w środku pandemii dodatkowo pchnął Unię Europejską w egzystencjalny polityczny kryzys. Patrząc pozytywnie oznacza to – nawet dla tych, którym rzekomo chodzi przede wszystkim o »dumę narodową« – że Unia Europejska oferuje ciągle jeszcze wiele korzyści. I nie są oni gotowi ryzykować jej rozpadu. Dlatego w czasie koronaszczytu nie doszło (jeszcze) do wielkiego wybuchu. Jednak nie da się nie zauważyć, że pęknięcia, które ciągną się przez UE stają się coraz głębsze. Czy zaklęcia typu »magia europejskiego projektu« rzucane przez prezydenta Rady Europejskiej Michela po szczycie są realne, będzie zależało od tego, jak Europejczycy przejdą przez gospodarcze zawirowania koronakryzysu".

"Unia Europejska musi przeczekać te prowokacje"

Dziennik "Sueddeutsche Zeitung" konstatuje: "Viktor Orban i Mateusz Morawiecki opuścili szczyt podnosząc wysoko sztandary, mówiąc o dumie i narodowym honorze. Do tego zostali nagrodzeni potężnymi sumami dla ich budżetów. »Obroniliśmy dumę naszego narodu« – mówił jeden. »Być Polakiem to dobra rzecz tego ranka« – dodawał drugi. Unia Europejska musi przeczekać te prowokacje i mieć nadzieję na zmianę woli wyborców. Albo musi na nowo założyć swoją wspólnotę – wyłączając z niej łamiących reguły. Teraz, gdy podzielono już pieniądze, ta dźwignia nacisku na te kraje jest już bezużyteczna. (…)

To absolutnie koniecznie, żeby 27 państw porozumiało się co do reguł, kiedy do podziału jest 1825 mld euro. To się udało, ale polityczna cena jest wysoka. Pęknięcia wewnątrz UE są bardzo widoczne. Obóz autokratów i obóz nacjonalistów przybrał na sile. Procedury, a przede wszystkim zasada jednomyślności zatrzymują proces dojrzewania wspólnoty. Dlatego teraz należałoby skoncentrować się na debacie o politycznym kształcie nowej UE. Z drugiej strony wspólnota dysponuje teraz planem kryzysowym, który wyróżnia ją świecie i oferuje szanse na przeżycie. To niemało".

Z kolei w opinii komentatora dziennika "Die Welt": "Trzeba było aż globalnego niebezpieczeństwa pandemii, by doszło do mentalnego przełomu, w którym musimy nauczyć się, że wspólnota może w przyszłości funkcjonować tylko wtedy, jeśli problemy innych państw członkowskich traktować będziemy jako nasze własne. Dopiero kiedy zapadła ta decyzja można i trzeba też uzgodnić warunki, bez których gotowość do pomocy byłaby tylko środkiem uspokajającym i odsuwającym w czasie rozwiązania problemu.

Po raz pierwszy Unia Europejska – w pewnym sensie jako korporacja, podmiot prawny – zdecydowała się zaciągnąć długi. Niesie w sobie to niebezpieczeństwo, że w tym tranzycie przez Brukselę mniej widoczna będzie odpowiedzialność za nieprawdopodobnie wielkie sumy. Niesie to w sobie jednak także pewną szansę. Unia Europejska bierze sama siebie na poważnie jako podmiot. Nie musi to być jednak krok do coraz ściślejszej unii, a nawet państwowości UE".

Dziennik ekonomiczny "Handelsblatt" podkreśla, że: "Decyzje podjęte na szczycie w Brukseli mogą w dłuższej perspektywie uczynić Europę konkurentką USA na rynkach kapitałowych. Wraz z europejskimi obligacjami, które gwarantują wszystkie państwa członkowskie, powstanie po raz pierwszy alternatywa do amerykańskich obligacji państwowych. W ten sposób europejska polityka fiskalna otrzyma więcej finansowych możliwości i będzie mogła odciążyć Europejski Bank Centralny we Frankfurcie w jego walce z kryzysem".

Artykuł pochodzi z serwisu "Deutsche Welle"

Więcej o: