Nie puścisz dziecka do szkoły od 1 września? Grozi za to grzywna 10 tys. zł

Niepuszczenie dziecka do szkoły od 1 września będzie oznaczało naruszenie obowiązku szkolnego. To z kolei grozi grzywną w wysokości 10 tys. zł. Wyjątkiem będzie sytuacja, gdy dziecko będzie chore, albo kwarantanną będzie objęty któryś z członków rodziny mieszkających z dzieckiem.

O to, czy rodzic może nie puścić dziecka do szkoły w nowym roku szkolnym w związku z obawami przed zakażeniem koronawirusem, "Rzeczpospolita" zapytała Ministerstwo Edukacji Narodowej. Jak opisuje, z odpowiedzi resortu wynika, iż zatrzymanie dziecka w domu będzie możliwe tylko, gdy mieszka z nim osoba objęta kwarantanną lub gdy absencja w szkole jest uzasadniona chorobą.

Zgodnie z prawem oświatowym, niespełnianie obowiązku szkolnego - rozumiane jako nieusprawiedliwiona nieobecność w szkole przez ponad połowę dni w miesiącu - podlega egzekucji "w trybie przepisów o postępowaniu egzekucyjnym w administracji". Oznacza to groźbę grzywny w wysokości nawet 10 tys. zł.

Nauka jest obowiązkowa do 18. roku życia. Dzieci i młodzież mają obowiązek nie tylko uczęszczać do szkoły (od 7. roku życia), ale także do zerówki (w wieku 6 lat).

Należy przy tym jednak pamiętać, że grzywny nie są nakładane "z automatu". Za egzekwowanie realizacji obowiązku szkolnego odpowiadają samorządy, a te raczej nie powinny się kwapić z karaniem rodziców.

MEN: od 1 września większość dzieci do szkół

Zgodnie z decyzją Ministerstwa Edukacji Narodowej, w nowym roku szkolnym dzieci będą uczyły się stacjonarnie w szkołach. Wyłącznie w regionach o najpoważniejszej sytuacji epidemicznej możliwe będzie nauczanie zdalne lub hybrydowe.

Obecna sytuacja epidemiczna pozwala na to, aby w przytłaczającej większości szkół spokojnie rozpoczynać zajęcia 1 września

- mówił w czwartek w TVP Info minister Dariusz Piontkowski. Kilka tygodni temu na obawy rodziców szef MEN odpowiadał z kolei, że "rodzic nie jest epidemiologiem".

W podobnym tonie wypowiada się Wojciech Andrusiewicz, rzecznik Ministerstwa Zdrowia.

Na dziś 1 września to termin, w którym dzieci powinny rozpocząć edukację. Jeśli będą jakieś wyłączenia czy zdalna nauka, to będą one wprowadzane punktowo

- komentował w piątek Andrusiewicz.

Entuzjazmu i odwagi przedstawicieli rządu nie podzielają jednak epidemiolodzy i lekarze. 

Otwarcie szkół jest kwestią bardzo dyskusyjną. Jestem głęboko rozdarty wewnętrznie. Z punktu widzenia epidemiologicznego, zwłaszcza jeśli będziemy obserwowali rosnącą liczbę zakażeń, nie powinniśmy puszczać dzieci do szkół. Ale drugi kraniec skali to są względy edukacyjne i psychologiczno-socjologiczne

- mówi w rozmowie z Gazeta.pl wirosolog dr hab. Tomasz Dzieciątkowski.

Pierwszy września jest może symboliczną, ale bardzo złą datą do rozpoczęcia nauki w szkołach

- powiedział z kolei w Polsat News prof. Andrzej Fal, komentując plany Ministerstwa Edukacji Narodowej. Lekarz stwierdził, że jeśli liczba zakażeń będzie rosła [w piątek była najwyższa w historii - red.], dzieci nie powinny iść do szkoły.

Zobacz wideo Pandemia trwa, a wakacje się kończą. Uczniowie mają wrócić do szkół