Bruksela reaguje na groźby Kaczyńskiego. "Nikt nikogo nie szantażuje. Czego się pan obawia?"

Jarosław Kaczyński grozi zawetowaniem nowego pakietu finansowego UE, ale Bruksela - przynajmniej publicznie - zapewnia o swych silnych nadziejach na ugodę budżetową w terminie.

Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla „GPC" zapowiedział weto Polski wobec nowego unijnego budżetu na lata 2021-27 oraz Funduszu Odbudowy w razie utrzymania „gróźb i szantażów” ze strony UE, przed którymi – jak wynika z wypowiedzi wicepremiera i prezesa PIS – należy bronić polskiej „naszej tożsamości, naszej wolności, suwerenności”. „Nie damy się terroryzować pieniędzmi. Nasza odpowiedź na te działania będzie jasna: nie” – powiedział Kaczyński w wywiadzie „GPC”. Konrad Szymański, minister ds. UE, nie używał dziś aż tak kategorycznych słów, ale podczas posiedzenia Rady UE ponownie zadeklarował, że Polska nie zgadza się na rozporządzenie „fundusze za praworządność” w wersji zaproponowanej we wrześniu przez niemiecką prezydencję.

Nikt nikogo nie szantażuje, panie Kaczyński. Obywatele w całej UE są zaniepokojeni o praworządność i nie chcą, by ich podatki wspierały rządy, które podważają niezależność sądownictwa lub wolność mediów. Czego się pan obawia?

– tak na słowa Kaczyńskiego zareagował dziś niemiecki chadek Manfred Weber, szef centroprawicowej frakcji Europejskiej Partii Ludowej w europarlamencie.

Zobacz wideo Horała o Kaczyńskim w rządzie: Haters gonna hate

Także Holenderka Kati Piri, wiceprzewodnicząca – drugiego co do wielkości w Parlamencie Europejskim - klubu centrolewicy zapowiedziała twardą obronę praworządności w Polsce.

Nie możemy dalej, ani politycznie, ani finansowo, nagradzać pana Kaczyńskiego i jego przyjaciół za erozję polskiej demokracji. Nie ma to nic wspólnego z „terroryzowaniem” czy „narzucaniem wartości”. Rząd polski musi zagwarantować swym obywatelom wszystkie podstawowe wolności zapisane w konstytucji i w traktatach UE

– tłumaczy Piri.  Podkreśla, że Polska, niegdyś kraj sukcesów transformacji demokratycznej, teraz „zamienia się w kraj, w którym sędziowie nie mają już swobody wykonywania swojej pracy, osoby LGBTI nie mogą być sobą, a media nie mogą swobodnie informować”. – Obywatele polscy są obywatelami UE. Unia podejmie wszelkie niezbędne kroki i wykorzysta wszystkie dostępne instrumenty, w tym budżet i Fundusz Odbudowy – przekonuje Piri.

Kto szantażuje?

Do przyjęcia rozporządzenia "fundusze za praworządność", które ma zacząć obowiązywać od początku 2021 r., trzeba większości w Parlamencie Europejskim, a w Radzie UE – przynajmniej teoretycznie – "tylko" głosów co najmniej 15 z 27 krajów Unii obejmujących co najmniej 65 proc. ludności Unii. Tyle, że to rozporządzenie jest elementem jednego pakietu budżetowego, który – na ogólnym poziomie politycznym – zatwierdził lipcowy szczyt UE. I aby to porozumienie przełożyć na akty prawne, m.in. polski Sejm musi uchwalić gwarancje finansowe dla Funduszu Odbudowy, a ministrowie w Radzie UE muszą jednomyślnie skwitować rozporządzenie z budżetem 2021-27. W praktyce oznacza to wymóg konsensusu także dla reguły "fundusze za praworządność", bo – jak Węgry i Polska wykładają w Brukseli od września – szantażujące "podejście pakietowe" oznacza, że oba kraje mogą zablokować Fundusz Odbudowy, jeśli będą niezadowolone z kształtu „warunkowości praworządnościowej”.

– To nic nowego. Warunkowość praworządnościowa jest czasem krytykowana przez kraje Unii, ale przywódcy państw Unii [na lipcowym szczycie UE] co do zasady zgodzili się na tę warunkowość. A zgoda Parlamentu Europejskiego na pakiet budżetowy bez tej zasady jest niewyobrażalna – tak niemiecki minister Michael Roth po dzisiejszej debacie Rady UE odpowiadał na nasze pytanie o deklaracje Kaczyńskiego. Roth przekonywał, że porozumienie jest osiągalne. Komisarz UE ds. sprawiedliwości Didier Reynders też uchylił się od bezpośredniej polemiki z przytoczonymi zarzutami Kaczyńskiego, ale podkreślał że nowe rozporządzenie powinno chronić budżet UE przed „uogólnionymi brakami w praworządności”, bo stroną czysto antykorupcyjną będzie zajmować się nowa Prokuratura Europejska (Polska i Węgry dotychczas nie dołączyły do tej instytucji UE).

Korupcja czy coś więcej?

Słowa Reyndersa to nawiązanie do przeciągania liny wobec niemieckiego projektu kompromisu w sprawie reguły "pieniądze za praworządność", który przewiduje możliwość zawieszania płatności w razie "złamania zasad praworządności", które mają „wystarczająco bezpośredni wpływem na właściwe zarządzanie unijnymi pieniędzmi". Ten projekt nie podoba się Polsce i Węgrom, ale jednocześnie – z zupełnie przeciwnych powodów – we wstępnym głosowaniu na „nie” były też kraje Beneluksu, Austria, Finlandia, Dania, Szwecja. Teraz liczą, że niemieckiemu rozwadnianiu tej reformy sprzeciwia się Parlament Europejski, którego negocjatorzy odrzucają zaledwie „kolejny instrument antykorupcyjny”. Oprócz zmian w systemie głosowaniu nad zawieszaniem płatności Parlament Europejski chce szerszego zakresu naruszeń, nie tylko "bezpośrednio finansowych".

Negocjatorzy Parlamentu Europejskiego i niemieckiej prezydencji w Radzie UE w poniedziałek wieczorem  nie zrobili większych postępów co do rozporządzenia „pieniądze za praworządność”. Ale dyplomaci ze sporej części krajów Unii nadal – w nieoficjalnych rozmowach – obstawiają, że jednak uda się wymęczyć kompromis w najbliższych tygodniach. Inny spór dotyczy wielkości budżetu ustalonej przez szczyt UE na 1074 mld euro – niemiecka prezydencja zaoferowała podwyższenie go o maksymalnie 10 mld euro, a Parlament Europejski dziś wieczorem zaoferował kompromis polegający na zwiększeniu budżetu siedmioletniego o 39 mld euro. Lipcowa ugoda daje Polsce około 125 mld euro dotacji z budżetu oraz Funduszu Odbudowy.

Artykuł pochodzi z serwisu Deutsche Welle.