Lukratywne interesy z Łukaszenką. Firmy z Niemiec wciąż współpracują z białoruskimi

Podczas gdy UE nakłada na białoruski reżim sankcje, niemieckie firmy nadal robią interesy na Białorusi.
Zobacz wideo Koniec z "America First"? Mapa globalnych wyzwań Bidena. "Nie ma powrotu do tego, co było przed Trumpem"

Niemiecka firma rodzinna Eickhoff produkuje narzędzia dla górnictwa i dostarcza je różnym krajom, od Rosji po Australię. Wśród odbiorców jest też Belaruskali, jeden z największych producentów nawozów sztucznych. To państwowe przedsiębiorstwo z Soligorska, zatrudniające 16 000 osób, jest ważnym źródłem dochodów państwa. Eickhol realizuje swoje dostawy do Belaruskali od 1975 roku - "niezależnie od politycznej sytuacji w kraju", jak oświadczyli przedstawiciele firmy.

Przed jedną z firm pożyczkowych - zdjecie ilustracyjnePo koronawirusie przyjdzie pandemia długów. "Żaden kraj nie zostanie oszczędzony"

Niemcy ważnym partnerem Białorusi

Na początku października przed jej siedzibą w Bochum aktywiści z biało-czerwono-białymi flagami Białorusi żądali zamrożenia wszelkich dostaw z Niemiec do firmy w Soligorsku i demonstrując w ten sposób solidarność ze strajkującymi tam robotnikami.

W czwartek (19.11.) UE zdecydowała o kolejnych sankcjach, które tym razem mają dotyczyć białoruskich firm wspierających tamtejszy rząd. Nie ma jeszcze konkretnej listy firm, jednak jest jasne, że europejskie przedsiębiorstwa będą musiały zawiesić swoje interesy z Białorusią.

Niemcy należą do czterech najważniejszych partnerów handlowych Białorusi. Według urzędu statystycznego Belstat, wartość importu z Niemiec w roku 2019 wyniosła około 1,5 miliarda euro. Niemcy sprzedają na Białorusi urządzenia techniczne, produkty chemiczne, pojazdy i tworzywa sztuczne.

Manifestacje w Mińsku106. dzień protestów na Białorusi. Dziesiątki zatrzymanych

"Biznes to biznes"

W Belaruskali strajki robotników trwają już od 17 sierpnia. Żądają oni ustąpienia prezydenta Aleksandra Łukaszenki i zaprzestania stosowania przemocy wobec pokojowych demonstrantów. Kierownictwo firmy wywierało presję na strajkujących, zabierając im premię i doprowadzając do aresztowań. Teraz 80 procent załogi nie pracuje.

Rzecznik strajkujących Gleb Sandros, który przebywa za granicą, jako pierwszy próbował kontaktować się z zagranicznymi partnerami Bielaruskali, w tym z niemiecką firmą Eickhoff. Apelował o zawieszenie dostaw na Białoruś na dwa-trzy miesiące, "aż ustaną represje".

Podczas protestów przed siedzibą firmy w Bochum mieszkający w Niemczech Białorusini przekazali jej kierownictwu list protestacyjny. W odpowiedzi dyrektor Ulf Achenbach miał poinformować, że "wspiera ruch demokratyczny na Białorusi, ale biznes to biznes i takie problemy muszą być rozwiązywane na poziomie politycznym" - powiedziała uczestniczka protestów Elisabeth Chigrin, menadżerka firmy IT w Bochum.

Przedstawiciele firmy Eickhoff podkreślili, że zatrzymanie dostaw nie będzie miało dużego znaczenia dla Belaruskali, natomiast negatywnie wpłynie na bezpieczeństwo pracy pod ziemią i na dochody pracowników. Dla Gleba Sandrosa tego typu argumenty to bezsens.

Apele do niemieckich firm

Eickhoff to jednak jedyna firma, która w ogóle odpowiedziała na listy mieszkających w Niemczech Białorusinów - informuje Anton Malkin. Wraz z grupą swoich rodaków zwrócił się on do 30 niemieckich firm z apelem o wstrzymanie współpracy z Białorusią. W Niemczech taką współpracę prowadzą między innymi Bayer, Siemens, Daimler czy Commerzbank.

W odpowiedzi na pytanie reporterów DW Commerzbank wyjaśnia, że wszystkie interesy z Białorusią są brane pod lupę i poddawane "restrykcyjnej kontroli". Siemens "uważnie obserwuje sytuację na Białorusi" i ma na celu rozbudowę infrastruktury "dla dobra białoruskiego narodu". Koncern motoryzacyjny Daimler oświadczył zaś, że przestrzega "wszelkich sankcji i embarga wobec Białorusi".

Także przedstawiciele hamburskiej firmy budowy maszyn Hauni z Hamburga, współpracującej z państwową fabryką tytoniu "Neman" w Grodnie, zapewnili, że przestrzegają "wszelkich międzynarodowych sankcji".

Potrzebny "sygnał z góry"

W Kolonii do solidarności z demonstracjami i ze strajkującymi robotnikami na Białorusi nawoływał Jörg Mährle, dyrektor regionalny niemieckiej centrali związkowej (DGB). Przedstawiciele białoruskiej społeczności w Niemczech chcą zwrócić się z apelem o wsparcie do niemieckich gmin i zwrócić uwagę opinii publicznej na problem współpracy niemieckich firm z "krwawym reżimem Łukaszenki".

Bo żeby naprawdę się coś zmieniło, niemieckie firmy potrzebują "sygnału z góry", uważa Elisabeth Chigrin. "Jeśli Niemcy na poziomie politycznym zadeklarują, że z powodu łamania praw człowieka na Białorusi trzeba wstrzymać dostawy towarów, to firmom będzie łatwiej to zrobić", uważa aktywistka.

Artykuł pochodzi z serwisu Deutsche Welle.