Minęło 10 lat od katastrofy w Fukushimie. Utylizacja skażonej gleby potrwa do 2045 roku

Dziesięć lat temu tsunami zniszczyło elektrownię jądrową w Fukushimie. Walka z promieniowaniem w strefie zamkniętej to herkulesowe zadanie na dziesięciolecia.

Najpierw mija się hałdy pełne ułożonych w stos worków, potem przechodzi pod taśmociągami na palach. W końcu zwiedzający staje przy barierce i zagląda do ogromnego dołu. Na jego dnie kilka koparek i buldożerów porządkuje ogromne ilości ziemi, którą wysypują ciężarówki. – Uszczelniamy dół siedmioma warstwami plastikowej folii, aby zapobiec wyciekowi materiałów radioaktywnych do wód gruntowych – wyjaśnia Takahiro Hasegawa, wiceszef tymczasowego składowiska odpadów po dekontaminacji w Fukushimie.

Zobacz wideo Po epidemii SARS miał powstać system zapobiegania wybuchom pandemii. Dlaczego zawiódł?

To ogromny projekt. Zaledwie rok po katastrofie nuklearnej w marcu 2011 r. robotnicy w maskach i kombinezonach ochronnych rozpoczęli usuwanie promieniotwórczego materiału z miejsc, w których przebywali i przemieszczali się ludzie – 840 kilometrów kwadratowych w 52 miastach. Robotnicy zeskrobali górną pięciocentymetrową warstwę gleby ze wszystkich powierzchni – pól, klombów, parków, placów zabaw. Spryskali również dachy domów, drogi i ścieżki, filtrowali skażoną wodę. Przycięto drzewa, żywopłoty i krzewy, zebrano liście i ściółkę. Wydano na ten cel 24 miliardy euro.

Mniejsze promieniowanie

Rezultat tych gigantycznych porządków jest trudny do oszacowania. Jak mówi gubernator prefektury Fukushima Masao Uchibori, poziom promieniowania znacznie się obniżył – na przykład w mieście Fukushima z 2,7 mikrosiwertów do 0,1 mikrosiwerta na godzinę. – Ten poziom nie jest wyższy niż w innych miastach na świecie – mówi Uchibori. Spadek nie jest jednak spowodowany wyłącznie dekontaminacją. Deszcz i wiatr, a także naturalny rozpad cząstek radioaktywnych również miały w tym swój udział.

W odróżnieniu od awarii reaktora w Czarnobylu 35 lat temu, w Fukushimie nie eksplodował rdzeń reaktora pełen uranu i plutonu, ale wodór wydobywający się ze zbiorników ciśnieniowych zawierających promieniujący jod i cez. Jod ulega szybkiemu rozpadowi, a dla cezu-137 okres połowicznego rozpadu wynosi 30 lat. 80 procent wycieku odpłynęło do morza. Dzięki tym szczęśliwym okolicznościom, Fukushima może znów nadawać się do zamieszkania.

Wszystkie nakazy ewakuacji dla miast w strefie zamkniętej zostały już zniesione. Władze nadal jednak klasyfikują 337 kilometrów kwadratowych jako „strefy, do których trudno wrócić”. Są to duże obszary w miejscowościach bezpośrednio sąsiadujących z elektrownią jądrową oraz w korytarzu biegnącym na północny zachód. Byli mieszkańcy mogą wjechać do tych stref tylko za pozwoleniem i nie mogą tam nocować. Ze względu na promieniowanie wynoszące ponad 50 milisiwertów rocznie, nie przeprowadzono tam dotychczas żadnego odkażania. Według badań przeprowadzonych przez Greenpeace, nawet większość odkażonych obszarów jest nadal skażona cezem. Powracający tam byliby zatem narażeni przez dziesiątki lat na działanie większe niż limit 1 milisiwerta rocznie – mówi Shaun Burnie, ekspert Greenpeace ds. energii jądrowej.

Transport milionów worków

14 milionów niebieskich i czarnych plastikowych worków po dekontaminacji, z których każdy zawierał jeden metr sześcienny bioodpadów, przez długi czas zaśmiecało krajobraz w 100 tys. miejsc. Często leżały one na miejscu o wiele dłużej niż obiecane trzy lata. W międzyczasie ciężarówki przewiozły dziesięć milionów worków na tymczasowe składowisko, a pozostałe cztery miliony trafią na składowisko do wiosny 2022 r. Tam dźwigi w fabryce podnoszą worki na przenośnik taśmowy i rozrywają je ostrym chwytakiem. W dużych metalowych bębnach ich zawartość jest kruszona, przesiewana i sortowana. Ziemia jest spiętrzana w dołach o głębokości do 15 metrów. Pozostałe odpady są spalane na miejscu, a popiół trafia na oddzielne składowisko.

Na tymczasowe składowisko rząd japoński jest w trakcie wykupywania 2400 prywatnych działek otaczających elektrownię jądrową Fukushima Daiichi. Jego powierzchnia wynosząca 16 hektarów odpowiada 2200 boiskom piłkarskim i jest pięciokrotnie większa od elektrowni atomowej z sześcioma reaktorami. Minister środowiska Shinjiro Koizumi mówi o trudnej decyzji, którą muszą podjąć prywatni właściciele gruntów. Już 75 procent z nich rozstało się z ziemą, a niewielka liczba jedynie wydzierżawiła działki państwu. Dzieje się tak dlatego, że rząd w Tokio obiecał mieszkańcom prefektury Fukushima, że tymczasowe składowisko będzie istniało tylko do 2045 roku.

Utylizacja do 2045 roku

Ministerstwo środowiska planuje wykorzystać pozostałe 24 lata na maksymalne zmniejszenie ilości materiału. – Planujemy utylizować glebę o radioaktywności poniżej 8000 bekereli na kilogram – wyjaśnia wiceszef tymczasowego składowiska odpadów radioaktywnych, Hasegawa. Dla dwóch konkretnych zastosowań rozpoczęły się już testy pilotażowe. Po pierwsze, skażona ziemia ma być zakopywana w podbudowie dróg, a po drugie, na głębokości 50 cm pod polami warzywnymi.

Geochemik Ian McKinley z Zurychu, który pracował jako konsultant ds. zarządzania odpadami radioaktywnymi w Japonii, uważa, że takie zastosowania mają sens. – Cez przywiera do innych materiałów i jest bardzo nieruchomy – wyjaśnia. – Przez zakopanie w ziemi tworzy się osłonę przed promieniowaniem.

Strategia ta oznaczałaby jednak, że materiały radioaktywne z Fukushimy zostałyby rozproszone po całym kraju. Na to z kolei nie zgodzi się wielu Japończyków spoza dotkniętego regionu.

Artykuł pochodzi z serwisu DW.com.