Czechy walczą o gigafabrykę, VW faworytem. Rząd chce hojnie wesprzeć inwestora

Rząd w Pradze chce, by w Czechach powstała do 2028 roku co najmniej jedna fabryka baterii dla samochodów elektrycznych. Innego wyjścia nie ma, jeżeli czeski przemysł samochodowy ma przetrwać - komentują zgodnie eksperci.
Zobacz wideo Pływająca fabryka mleka. Ma pomóc przetrwać kataklizmy

We wtorek 27 lipca minister przemysłu i handlu Karel Havlíczek oraz szef na wpół państwowego koncernu energetycznego CEZ Daniel Benesz podpisali przyjęte dzień wcześniej przez rząd memorandum w sprawie wsparcia dla pierwszej czeskiej gigafabryki.

Czechy chcą swojej gigafabryki

Tę nazwę wprowadził sprawca elektrycznej rewolucji na drogach świata, stworzony przez Elona Muska koncern Tesla. Wielkość takiego zakładu mierzy się bowiem w gigawatogodzinach (GWh) łącznej pojemności baterii, które może rocznie wyprodukować.

Elon MuskTesla zaskoczyła analityków. Miliard dolarów zysku pierwszy raz w historii

Uruchomiona trzy lata temu w Nevadzie Gigafactory 1 Tesli i Panasonica ma dziś 37 GWh. Największą w Europie, a może i na świecie jest jednak prawdopodobnie fabryka LG Energy Solution w Kobierzycach pod Wrocławiem. 10 listopada ubiegłego roku jej koreańska centrala komunikowała: "LG Chem chce zapewnić, że fabryka baterii dla pojazdów elektrycznych w Polsce osiągnie do końca tego roku zdolność produkcyjną na poziomie 65 GWh lub wyższym, co stanowi największą na świecie zdolność produkcyjną pojedynczego zakładu i pozwoli wyposażyć [w baterie] 1 milion czysto elektrycznych pojazdów o wysokiej wydajności w ciągu roku." Firma nie ujawnia jednak, czy to się udało.

Hojna oferta dla inwestora

Według ministra Havlíczka rząd chce, by w kraju powstała przynajmniej jedna taka fabryka. Negocjuje o tym z kilkoma potencjalnymi inwestorami. Jest ich "nie więcej niż pięciu", ale rozmowy z dwoma są już "wysoce zaawansowane". To niemiecki koncern samochodowy Volkswagen i południowokoreańska grupa LG - informują czeskie media.

Gigafabryka ma kosztować co najmniej 50 miliardów koron (dwa miliardy euro) i zatrudniać 2300 ludzi. Rząd zamierza hojnie wesprzeć inwestora. Mowa jest o kilku miliardach koron zarówno w formie bezpośrednich dotacji, jak i ulg podatkowych. Według dziennika "Hospodárzské noviny", państwo dołoży się też do szkolenia pracowników fabryki i prawdopodobnie pokryje część ich płac.

Rząd zapewni także budowę niezbędnej infrastruktury komunikacyjnej, czyli dróg dojazdowych. Havlíczek twierdzi, że jest to jeden z kluczowych postulatów potencjalnych inwestorów.

Grunty, drogi, prąd i lit

Głównym partnerem przyszłego inwestora ma być koncern CEZ, który do wspólnego przedsięwzięcia wniesie grunty pod przyszły zakład, zapewni mu dostawy prądu i być może dostarczy także niezbędny do produkcji baterii lit.

CEZ oferuje aż sześć potencjalnych lokalizacji. Najprawdopodobniejszą jest zamknięta przed rokiem elektrownia na węgiel brunatny w Prunérzovie u podnóża Rudaw - gór na granicy Czech i Saksonii. Lit zaś ma być wydobywany około 60 km dalej na północny wschód, również w Rudawach, w okolicy granicznej osady Cínovec, gdzie znajduje się około trzech procent światowych zasobów tego metalu. CEZ planuje uruchomienie tam kopalni w 2025 roku, czyli zanim jeszcze ruszy gigafabryka, która ma być gotowa najwcześniej w 2026 roku.

Pod fabrykę polskich samochodów może zostać wycięty las"Himalaje hipokryzji". Rządowa ustawa pozwoli wyciąć las pod fabrykę aut

Czesi chcą Volkswagena

Koncern z Wolfsburga jest dla Czechów atrakcyjny jako inwestor co najmniej z dwóch powodów. Po pierwsze, Volkswagen chce się stać światowym liderem na rynku e-samochodów i już w marcu zapowiedział, że zbuduje w Europie sześć gigafabryk o wielkości 40 GWh każda. Jedna z nich powstanie w Europie Środkowej: w Polsce, Czechach lub na Słowacji. Czesi przekonują, że ma stanąć właśnie u nich.

Po drugie, do Volkswagena należy czeska spółka samochodowa Skoda Auto, produkująca nie tylko spalinowe octavie, superby, czy yeti, ale i elektryczne enyaqi. O ile czeską gigafabrykę będzie budował Volkswagen, to firma z Mladej Boleslavi zapewne także weźmie w tym udział. Według dziennika ekonomicznego "E15", szef VW Herbert Diess, który jest jednocześnie prezesem rady nadzorczej Skody, odwiedzi tego lata Czechy w związku z planowaną gigafabryką. To może oznaczać, że koncern jest poważnie zainteresowany umieszczeniem swojej inwestycji właśnie w tym kraju. Ale trzeba pamiętać, że Volkswagen ma także fabryki na Słowacji i w Polsce.

Koreańska alternatywa

Ponieważ koncern z Wolfsburga sam nie produkuje baterii, współpracuje z tymi, które wiedzą, jak to się robi. W już istniejących gigafabrykach w Skellefteå i w Salzgitter partnerem VW jest Northvolt AB ze Sztokholmu. Czeskie media przypuszczają, że w ich kraju technologicznym partnerem Volkswagena mógłby się stać koreański koncern LG Chem - ten sam, który ma gigafabrykę w Kobierzycach. Ale wybór jest większy. Dziennik "E15" zwraca uwagę, że w regionie są też obecni inni producenci baterii: Samsung i SK Innovation z Korei Południowej na Węgrzech, CATL i SVOLT z Chin w Niemczech, a także budująca swoją pierwszą fabrykę słowacka firma Inobat Auto, której udziałowcem jest CEZ.

"Hospodárzské noviny" nie wykluczają jednak, że koreański koncern mógłby być głównym inwestorem czeskiej gigafabryki.

Tylko ludzi brak

Największy problemem dla czeskiego przedsięwzięcia może być brak ludzi. Zdaniem cytowanego przez "E15" szefa czeskiego Stowarzyszenia Przemysłu Samochodowego Zdeńka Petzla, w Czechach nie ma ich dość nawet dla jednej gigafabryki. Potwierdza to szef związków zawodowych ze Skody Jaroslav Povszík, który w rozmowie z "E15" ocenia, że potrzebowałaby ona około 350 specjalistów z najwyższymi kwalifikacjami, a rynek pracy będzie w stanie dostarczyć ich jedynie stu, co najwyżej 150. Pozostałych trzeba by szukać za granicą. "Fabryką kierowaliby w wielkiej mierze Niemcy", twierdzi Powszík.

Cytowany przez agencję prasową CzTK analityk firmy ENA Jirzí Gavor nie ma wątpliwości, że Czechy muszą zbudować przynajmniej jedną gigafabrykę, jeżeli mają utrzymać swoją pozycję w przemyśle samochodowym. VW uważa za umiarkowanego faworyta, ze względu na jego tradycyjne powiązania z czeską gospodarką. "O ile nie przegnie ze swoimi żądaniami", dodaje Gavor. A pokusa, by stawiać wysokie wymagania, może być spora. Premier Andrej Babisz bardzo bowiem potrzebuje spektakularnego sukcesu przed rozpisanymi na październik wyborami parlamentarnymi i dlatego może być gotów na daleko idące ustępstwa.

Artykuł pochodzi z serwisu Deutsche Welle. 

 
Więcej o: