Co z unijnymi pieniędzmi dla Polski i Węgier? Komisja Europejska ma narzędzie nacisku

Komisja Europejska pomimo próśb i gróźb europosłów nie spieszy się ze stosowaniem zasady "pieniądze za praworządność". Ale narzędziem nacisku jest KPO.

Rozporządzenie, które pozwala na zawieszenie lub nawet redukcję funduszy unijnych (z budżetu UE i Funduszu Odbudowy) dla tych krajów Unii, gdzie dochodzi do naruszeń praworządności z "dostatecznie bezpośrednim wpływem na zarządzanie funduszami UE i ochronę interesów Unii" (lub takim "poważnym ryzykiem") formalnie obowiązuje już od stycznia. Jednak Komisja Europejska wciąż go nie stosuje, bo na szczycie UE z grudnia 2020 r. obiecano Polsce i Węgrom (w zamian za uchylenie ich weta wobec pakietu budżetowego UE), że Bruksela najpierw poczeka na wyrok TSUE, do którego oba kraje zawnioskowały o unieważnienie przepisów "pieniądze za praworządność" jako niezgodnych z traktatami unijnymi. Tak złożona konstrukcja – uwzględniwszy długość unijnych procedur – odwleka groźbę finansową płynącą z nowych przepisów prawdopodobnie na czas już po węgierskich wyborach z wiosny 2022 r., co było celem premiera Viktora Orbana.

Parlament Europejski od początku protestował przeciw takiemu zamrożeniu reguły "pieniądze za praworządność" i wzywał Komisję już w trzech kolejnych rezolucjach, by wreszcie zaczęła stosować te przepisy. A w czerwcu europosłowie zagrozili, że zaskarżą Komisję do TSUE za lekceważenie swych obowiązków, ale – jak okazało się kilka dni temu – to także nie zadziałało. Ursula von der Leyen, szefowa Komisji Europejskiej, napisała bowiem do Davida Sassoliego, przewodniczącego europarlamentu, że Komisja… stosuje to rozporządzenie. "Parlament Europejski [w swych zarzutach] nie przywołuje żadnego konkretnego lub możliwego do stwierdzenia naruszenia ze strony Komisji" – napisała von der Leyen.

Restauracja, zdjęcie ilustracyjne.Media: Rząd szykuje bat na niezaszczepionych. Możesz nie wypić kawy w kawiarni

To pismo było odpowiedzią na formalne "wezwanie do działania" skierowane przez Sassoliego w imieniu europarlamentu z - przewidzianym unijnymi traktatami - dwumiesięcznym terminem, który minął 24 sierpnia. Teraz Parlament Europejski ma do dwóch miesięcy na zaskarżenie Komisji, ale to przeciąganie liny trwa już tak długo, że groźba w zasadzie traci na praktycznym znaczeniu. Średnia długość postępowań TSUE to bowiem około 19 miesięcy, a jeśli TSUE zgodzi się na tryb przyspieszony – około 10 miesięcy. Zanosi się zatem, że reguła "pieniądze za praworządność" może zostać wcześniej odmrożona wskutek wyroku TSUE kończącego sprawę wniosku Polski i Węgier o jej unieważnienie. Rozprawę zapowiedziano na październik, a wyrok TSUE zapadnie zapewne po kolejnych kilkunastu tygodniach. 

Zobacz wideo Biedroń o Funduszu Odbudowy: "Obajtki" już zacierają ręce. Naszą odpowiedzialnością jest pilnowanie ich

Boi się głównie Orban

Komisja Europejska czeka na wyrok TSUE z finalizacją swych "wytycznych" do "pieniędzy za praworządność", ale zapewnia, że już od stycznia pod tym kątem monitoruje sytuację w krajach Unii. I na twierdzeniu o tych prowadzonych już ocenach opiera się argumentacja von der Leyen z pisma do Sassoliego, co rozwścieczyło europosłów zaangażowanych w tę sprawę. – Widziałam wiele legalistycznych bzdur, ale to jest bezprecedensowa prowokacja. Być może prawnicy Komisji Europejskiej przybijają sobie piątkę, ale czegoś nie dostrzegają. Otóż, to nie jest zniewaga dla Parlamentu Europejskiego. To zniewaga dla obywateli unijnych – tak pismo von der Leyen skomentowała Sophie in ‘t Veld, holenderska liberałka z frakcji "Odnowić Europę". 

Reguła "pieniądze za praworządność", która jest oparta na dwóch "zapalnikach" (systemowe naruszenia praworządności plus związane z nimi bezpośrednie i konkretne zagrożenie dla unijnych pieniędzy) może być wkrótce ryzykowna dla Węgier, ale przynajmniej w bliskiej przyszłości – mniej dla Polski. Unijne fundusze wedle ocen Brukseli są nadal bowiem wydawane w Polsce poprawnie, a zatem brak jednego z dwóch "zapalników". Natomiast kłopot z finansowaniem niektórych projektów w "strefach wolnych od ideologii LGBT" to inny spór, który bezpośrednio nie podpada pod "pieniądze za praworządność". Po części jest rozwiązywany przez sądy administracyjne, które – na wniosek rzecznika praw obywatelskich – unieważniły już niektóre samorządowe uchwały o "strefach".

Andrzej DudaDuda podpisał "lex Izera". "Prezydent wydał wyrok na polskie lasy"

KPO nadal się mrozi

Jednak Bruksela używa teraz krajowych planów odbudowy (KPO) do nacisków na Budapeszt i Warszawę. O ile domaga się od Węgier konkretnych reform co do prokuratury (w kontekście ścigania przekrętów finansowych), to polski KPO - choć już w połowie lipca był gotowy do zatwierdzenia przez Komisję - został nagle przyhamowany w kontekście sporu o wykonywanie lipcowych decyzji TSUE co do Izby Dyscyplinarnej i innych elementów polskiego systemu dyscyplinarnego dla sędziów.

Komisja dała władzom Polski czas do 16 sierpnia, by – pod groźbą kar finansowych - opowiedziały co do podporządkowania się prymatowi TSUE w tej dziedzinie. Odpowiedź od rządu Mateusza Morawieckiego nadeszła w terminie, ale Komisja informuje, że nadal ją "analizuje". Vera Jourova, zajmująca się praworządnością wiceszefowa Komisji, planuje na ten poniedziałek [30.8.21] i wtorek wizytę w Warszawie, ale Komisja nie podaje, do kiedy zamierza zakończyć swą "analizę". 

Artykuł pochodzi z serwisu Deutsche Welle

 
Więcej o: