Niemcy stają się coraz biedniejsze. "Minął szczyt naszej prosperity"

Najpierw pandemia, potem wojna. Ceny w Niemczech rosną, a na półkach sklepowych robią się pustki. Politycy mówią o wyrzeczeniach i utracie dobrobytu.

Wojna w Ukrainie „będzie nas kosztować dobrobyt" – uważa minister gospodarki Robert Habeck. Minister finansów Christian Lindner ostrzega, że Niemcy muszą „wypracować nowe źródła dobrobytu społecznego". To przykład rzadko spotykanej jednomyślności Zielonych i FDP. Nawet opozycja uważa, że utrata dobrobytu jest nieunikniona. „Prawdopodobnie, przynajmniej na pewien czas, już minął szczyt naszej prosperity. Będzie to coraz trudniejsze" – wyjaśnia lider CDU Friedrich Merz.

Zobacz wideo

Czy Rosja, jako wiarygodny partner, będzie w przyszłości nadal zaopatrywać niemiecką gospodarkę w ropę i gaz po przystępnych cenach? W obliczu obecnej konfrontacji jest to więcej niż wątpliwe. Konsumenci w Niemczech odczuwają tego konsekwencje każdego dnia. Ceny benzyny osiągnęły rekordowy poziom. W handlu detalicznym wiele towarów mocno zdrożało. W wielu supermarketach półki z olejami spożywczymi świecą pustkami.

Jeszcze nie całkiem uporano się z koronakryzysem, a już wojna w Europie Wschodniej rozpoczyna nową erę w zamożnych społeczeństwach Zachodu. – Możemy też kiedyś marznąć w imię wolności. Możemy też przeżyć kilka lat z mniejszym poczuciem szczęści i radości w życiu – powiedział były prezydent Niemiec Joachim Gauck w telewizji ARD w połowie marca. Z kolei „Der Spiegel" zauważa: „Powracają pojęcia, które od dawna nie odgrywały żadnej roli w niemieckiej rzeczywistości: wyrzeczenie, pozbawienie, poświęcenie, niedostatek".

Nie stać na pokrycie kosztów utrzymania

Z badań wynika, że wiele osób w Niemczech już teraz ogranicza wydatki. Około jedna na siedem osób dorosłych ledwo radzi sobie z pokryciem kosztów utrzymania w związku ze wzrostem inflacji. W marcu wyniosła ona 7,3 procent, jak wynika z sondażu przeprowadzonego na zlecenie banku Postbank. Mniej niż 24 procent respondentów z gospodarstw domowych o miesięcznym dochodzie netto poniżej 2500 euro twierdzi, że z powodu wzrostu cen ledwo jest w stanie pokryć swoje regularne wydatki.

Rząd federalny przygotował dwa pakiety warte miliardy euro, aby odciążyć ludzi w związku z cenami energii i paliw. Jednak w dłuższej perspektywie państwo nie będzie w stanie naprawić sytuacji wyłącznie za pomocą środków finansowych. „Wojna na Ukrainie sprawia, że wszyscy staliśmy się biedniejsi, na przykład dlatego, że musimy płacić więcej za importowaną energię" – niedawno powiedział minister finansów Christian Lindner z FDP gazecie „Bild am Sonntag". „Ta utrata dobrobytu nie może być również przejęta przez państwo" – dodał.

Pewny dochód, możliwość realizacji pragnień materialnych – w Barometrze Dobrobytu instytutu badań rynkowych Ipsos, przeprowadzanym co kwartał od 2012 roku, właśnie te czynniki zyskują wysokie oceny, gdy ludzie są pytani o swoje postrzeganie dobrobytu.

Oczywiste kwestie uległy zachwianiu

W przeciwieństwie do kryzysów ostatnich lat, wojna na Ukrainie wstrząsa pewnymi kwestiami, które nawet w Niemczech uważane są za oczywiste. – Kolejną konsekwencją wojny na Ukrainie jest koniec korzyści płynących z warunków pokojowych w postaci spadku wydatków na zbrojenia − analizuje prezes Ifo Clemens Fuest. Budżet na obronę zostanie teraz znacznie zwiększony. – Oznacza to cięcia w usługach publicznych w innych obszarach i wyższe podatki, a więc ostatecznie mniejszy dobrobyt.

Ograniczenie prędkości, niedziele bez samochodu, zmniejszenie ogrzewania – lista propozycji przeciwdziałania kryzysowi energetycznemu nie zawiera zbyt wielu nowych rozwiązań. Samo reagowanie w krótkiej perspektywie czasowej i tak raczej nie wystarczy.

Pod nagłówkiem „Eine Inventur des fossilen Zeitalters" (Inwentaryzacja epoki surowców kopalnych) teoretyk kultury Benjamin Steiniger wypowiada się w artykule opublikowanym przez Towarzystwo Maxa Plancka już w marcu 2020 roku: „Żyjemy w miastach, do których można dojechać tylko transportem samochodowym, nosimy Goretex i nylon, odżywiamy się dzięki pomocy sztucznych nawozów, jesteśmy uzależnieni od leków; wszystko to jest oparte na ropie, gazie i węglu. Zarówno w sensie konkretnym, jak i abstrakcyjnym, nasz styl życia jest kształtowany przez paliwa kopalne w sposób, który ledwie zgłębiliśmy".

Zdaniem politologa Philippa Lepeniesa względy moralne, na przykład przy zakupie gazu i ropy od państw autokratycznych, zostały w ostatnich dziesięcioleciach podporządkowane konsumpcji. – Neoliberalna narracja rynkowa zakłada, że najwyższym stopniem wolności są swobodne decyzje konsumpcyjne – powiedział w radiu SWR2 szef Centrum Badań nad Zrównoważonym Rozwojem w Instytucie Otto Suhr przy Wolnym Uniwersytecie Berlińskim. Państwo i obywatele nagle „muszą zdać sobie sprawę z konsekwencji własnej konsumpcji w sposób o wiele bardziej dramatyczny niż kiedykolwiek wcześniej".

Trzy znaczące niepowodzenia

„Euforia globalizacji" lat 90., jak nazywa ją Lepenies, przemija. Przez dziesięciolecia Niemcy korzystały z wolnego handlu światowego, który zapewniał dostęp do tanich produktów i surowców. Między innymi dzięki temu stopy inflacji utrzymywały się na stosunkowo niskim poziomie. – Większość produktów, które kupujemy, jest obecnie wytwarzana za granicą, delikatnie mówiąc, przy niskich płacach i, mówiąc mniej delikatnie, częściowo w warunkach przypominających niewolnictwo – niedawno powiedział Carl Tillessen, autor książki, który wywodzi się z branży mody.

Zdaniem ekonomistów środowisko handlu światowego bardzo się zmieniło; nie tylko od czasu ataku Rosji na Ukrainę. – Szok wywołany przez Putina może okazać się trzecim poważnym ciosem dla globalizacji i globalnych łańcuchów dostaw w ostatnich latach, po wojnie handlowej USA-Chiny i zakłóceniach w łańcuchu dostaw spowodowanych pandemią – twierdzi DWS, spółka zależna Deutsche Bank.

Przywrócenie produkcji do Niemiec z krajów o niskich płacach zwykle oznacza wyższe ceny. Ogólna tendencja do „deglobalizacji" może zmienić przepływ towarów, a tym samym spowodować wzrost cen konsumpcyjnych – pisali ekonomiści Deutsche Zentralbank już w maju 2021 r. Cenę za walkę Ukrainy o wolność płacą więc również ludzie w Niemczech.

Artykuł pochodzi z serwisu Deutsche Welle.

Więcej o: