Niemcy reagują na drastyczny wzrost cen energii. Bilet za 9 euro ważny w całym kraju. Przez 3 miesiące

Z powodu rosnących cen energii Niemcy chcą obniżyć koszty transportu publicznego - na trzy miesiące. Plan ten jednak budzi kontrowersje.

Już wkrótce rozpocznie się lato tanich podróży. Od 1 czerwca przez trzy miesiące transport publiczny w całych Niemczech ma kosztować tylko dziewięć euro. Chodzi o wszystkie rodzaje transportu miejskiego i regionalnego.

Dla porównania, w ciągu trzech miesięcy pasażerowie zapłacą za bilet 27 euro. To prawie o połowę mniej niż kosztuje najtańszy bilet miesięczny na berlińską komunikację miejską.

Bilet, nazywany „9 za 90", jest reakcją na drastyczny wzrost cen energii, spotęgowany rosyjską inwazją na Ukrainę. Jest on częścią większego pakietu ulg finansowych i ma przyczynić się do zmniejszenia zużycia benzyny oraz promowania neutralnych dla klimatu podróży transportem publicznym.

– Każdy, kto korzysta z lokalnego transportu publicznego (ÖPNV) wnosi duży wkład w uniezależnienie naszego kraju od dostaw energii z Rosji i w dążenie do neutralności klimatycznej – powiedział federalny minister transportu Volker Wissing z FDP po spotkaniu z ministrami transportu krajów związkowych, które odbyło się na początku maja.

Projekt ustawy rządu federalnego przewiduje przeznaczenie 2,5 mld euro na sfinansowanie trzymiesięcznego projektu. W tym miesiącu mają głosować nad nim Bundestag i Bundesrat.

Zobacz wideo Jak możemy ochronić swoje pieniądze przed 12 proc. inflacją? Ekspert wyjaśnia

Przez miasta i cały kraj

– W dłuższej perspektywie może to zachęcić więcej osób do korzystania z transportu publicznego zamiast samochodów – mówi DW zwolennik podróżowania koleją Jan Worth. Uważa on, że „będzie to także korzystne dla turystów, ponieważ każdy może kupić taki bilet".

Mimo że dotowany bilet jest w pierwszej linii przeznaczony dla osób dojeżdżających do pracy, by nie musiały korzystać z samochodów, może on mieć także szersze zastosowanie. Kto ma czas i nie odstraszają go wielokrotne przesiadki, może za 9 euro objechać całe Niemcy, a nawet niektóre miejsca po drugiej stronie granicy.

Jednak zdaniem Huberty Sasse, rzeczniczki Niemieckiego Stowarzyszenia Turystyki (DTV) „nawet, jeśli bilet jest atrakcyjną ofertą, ludzie wcale nie dadzą się przekonać do korzystania z transportu publicznego wyłącznie ze względu na niską cenę, zwłaszcza w ograniczonym czasie". Jak podkreśliła, „DTV od dawna domaga się szybkiej i konsekwentnej rozbudowy sieci kolejowej i infrastruktury transportu publicznego, lepszych i częstszych połączeń. Tylko wtedy takie przestawienie na transport publiczny może się udać.

Wywiady SroczyńskiegoSpringer: Architektura "dizajnerska" niszczy Mazury. Jak nie stał dom, to nie buduj!

Zaspokojenie popytu tylko w mieście

Codziennie 13 milionów osób dojeżdżających do pracy w Niemczech korzysta z pociągów regionalnych Deutsche Bahn (DB). Regularnie skarżą się oni na przepełnione i opóźnione pociągi, słabą obsługę i odwołane połączenia. Przedsiębiorstwo tłumaczy to częściowo remontem torowisk, co w dłuższej perspektywie ma poprawić warunki pracy kolei. Jak zapewniła w rozmowie z DW rzeczniczka DB Maria Menz, „dzięki nowym i przeprojektowanym pociągom zwiększymy pojemność, komfort i poprawimy jakość informacji dla podróżnych". - Ta ciągła modernizacja służy stałemu podnoszeniu atrakcyjności kolei i transportu publicznego, także w okresie obowiązywania biletu za 9 euro - dodała.

Więcej informacji z kraju na stronie głównej Gazeta.pl

Nie wiadomo, jak bilet ten wpłynie na popyt. W przeprowadzonym niedawno przez ARD sondażu 44 procent respondentów stwierdziło, że zdecydowanie lub prawdopodobnie skorzystałoby z tego biletu. W mieście odsetek ten wynosi 60 procent, a regionach wiejskich 40 procent.

Wiele osób przypuszcza, że bilet odegra niewielką rolę w tych regionach, gdzie mieszkańcy są bardziej zdani na samochody i mają znacznie ograniczony dostęp do środków transportu publicznego niż w miastach. Rzecznik Niemieckiego Związku Powiatów Reinhard Sager nie szczędzi krytyki pod adresem projektu, oceniając go jako posunięcie polityczne, które zostanie zrealizowane jedynie wielkim kosztem, nie przynosząc żadnych trwałych zmian. Jak powiedział on agencji DPA, lepiej byłoby zainwestować te miliardy w poprawę infrastruktury i jej ofertę.

Ceny prąduCeny prądu mogą wzrosnąć o 50 proc. URE sprawdza, czy nie było manipulacji

Landy mają wątpliwości

Lokalne firmy transportowe cieszą się wprawdzie z zainteresowania polityków, ale narzekają na obciążenia administracyjne. Muszą one opracować nowe platformy sprzedaży biletów specjalnych i pasażerom posiadającym dotychczasowe bilety miesięczne zrekompensować różnicę w cenie biletu w okresie trzech miesięcy. Ale największą niewiadomą jest to, co stanie się po sierpniu. W umowie koalicyjnej rząd zobowiązał się do zwiększenia wsparcia finansowego dla lokalnego transportu publicznego. Ale było to zanim inflacja i wojna w Ukrainie spowodowały gwałtowny wzrost cen energii. Ani ministerstwo transportu, ani resort finansów, oba kierowane przez FDP, nie poczyniły wiążących zobowiązań finansowych, które wykraczałyby poza bilet 9 euro.

Na konferencji ministrów transportu krajów związkowych minister z Badenii-Wirtembergii Winfried Hermann nie krył obaw, że „po miłej ofercie specjalnej ceny biletów poszybują w górę, ponieważ koszty energii i paliwa drastycznie wzrosną".

Pomimo niewiadomych i szczegółów, które trzeba jeszcze dopracować, wielu działaczy kolejowych i klimatycznych jest przekonanych, że tanie podróże tego lata wystarczą, by przekonać więcej osób do porzucenia samochodów.

Peter Cornelius, szef berlińskiego biura Stowarzyszenia Pasażerów Pro Bahn zapewnił DW, że „wiele zaangażowanych podmiotów robi teraz wszystko, aby te trzy miesiące przebiegły rozsądnie i co najważniejsze bez żadnych utrudnień dla pasażerów korzystających po raz pierwszy z transportu publicznego".

Sprzedaż biletów za 9 euro rusza już 23 maja.

Artykuł pochodzi z serwisu Deutsche Welle

 
Więcej o: