Zielone światło dla polskiego KPO. To nie oznacza odmrożenia wypłat. A "kamienie milowe" to nie TSUE

Komisja Europejska zatwierdziła KPO. To nie oznacza odmrożenia wypłat dla Polski, które są uzależnione od spełnienia warunków praworządnościowych. Ale europosłowie protestują.

Komisja Europejska przyjęła wniosek w sprawie polskiego KPO - powiedział w środę po południu (1.6.2022) Paolo Gentiloni, komisarz UE ds. gospodarczych. Polski plan był pierwszym Krajowym Planem Odbudowy (KPO), w którego sprawie odbyło się głosowanie. Wedle przecieków, przeciw jego zatwierdzeniu głosowali Frans Timmermans i Margrethe Vestager, a co najmniej troje innych komisarzy wysunęło zastrzeżenia wobec decyzji forsowanej przez Ursulę von der Leyen, szefową Komisji Europejskiej.

Von der Leyen jutro po południu przywiezie KPO do Warszawy, a w czerwcu ten dokument powinien być zatwierdzony przez unijnych ministrów finansów w Radzie UE, z czym nie powinno być bardzo dużych kłopotów.

Ursula von der Leyen i Mateusz MorawieckiKoniec sporu Polski z Komisją Europejską. Jest zgoda ws. polskiego KPO

Wiarygodność Komisji na szali?

Decyzji o KPO towarzyszyły protesty stowarzyszeń sędziowskich, organizacji praworządnościowych i wielu europosłów, że Bruksela rezygnuje z obrony państwa prawa w Polsce. - Przewodnicząca von der Leyen marnuje wiarygodność Komisji Europejskiej jako strażniczki traktatów i porządku prawnego UE. Powinna zostać za to pociągnięta do odpowiedzialności - ostrzegała holenderska europosłanka Sophie in ‘t Veld.

Jednak obrońcy Komisji odpowiadają, że zatwierdzenie KPO nie oznacza odmrożenia wypłat. Przeciwnie, Bruksela będzie czekać z uruchomieniem pierwszej raty na zmiany w sądach.

KPO to w istocie szczegółowy harmonogram reform (głównie w dziedzinie transformacji energetycznej oraz cyfryzacji) z "kamieniami milowymi" oraz innymi wskaźnikami, których osiągnięcie jest warunkiem wypłat kolejnych transz dwa razy w roku. Polski KPO był dotąd zawieszony na praworządnościowym "kamieniu milowym", ale dzisiejsza decyzja Komisji Europejskiej oznacza, że rząd Mateusza Morawieckiego przyjął warunki, które von der Leyen publicznie stawiała władzom Polski już od ostatniej jesieni. Chodzi o likwidację Izby Dyscyplinarnej, umożliwienie powrotu do orzekania sędziom odsuniętym przez tę Izbę oraz o reformę systemu dyscyplinarnego, a szczególnie zapewnienie, by zadanie pytania prejudycjalnego do TSUE oraz treść orzeczeń nie były kwalifikowane jako przewinienia dyscyplinarne. Te reformy powinny być wprowadzone do końca czerwca, by Polska mogła dostać pierwszą wypłatę z KPO w okolicach września.

Zobacz wideo Projekt prezydencki dotyczący Izby Dyscyplinarnej załagodzi spór z UE?

Różnice między "kamieniami" i TSUE

Sądowy projekt Andrzeja Dudy odblokował negocjacje, ale w KPO nie ma odniesień do prac nad tą ustawą. I Bruksela dopiero po czerwcu przystąpi do oficjalnej oceny, czy finalna wersja "ustawy Dudy" spełnia warunki von der Leyen z KPO. Wprawdzie te opierają się na lipcowym wyroku TSUE, ale nie zapewniają jego pełnego wdrożenia, co było powodem ostrej krytyki m.in. ze strony Fransa Timmermansa, wiceszefa Komisji. O ile z orzeczeń TSUE wynika bowiem natychmiastowe przywrócenie do orzekania sędziów odsuniętych przez Izbę Dyscyplinarną, to w "kamieniu milowym" z KPO zapisano, że zainteresowanym sędziom Polska musi zapewnić dostęp do postępowania odwoławczego przed niezależnym sądem - z pierwszą rozprawą w ciągu trzech miesięcy oraz wyrokiem w ciągu roku od złożenia odwołania.

Taka rozbieżność między wyrokiem TSUE oraz kamieniem milowym oznacza, że przynajmniej teoretycznie wypłata pierwszych pieniędzy z KPO nie musi zakończyć trwającego postępowania przeciwnaruszeniowego przeciw Polsce za bojkotowanie lipcowego wyroku TSUE. Nawet rosnąca o milion euro dziennie kara za bojkotowanie decyzji TSUE (dzisiaj to już 210 mln euro) w związku z "ustawą kagańcową" dotyczy nie tylko likwidacji Izby Dyscyplinarnej, lecz także m.in. zawieszenia części uprawnień Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, o której w ogóle nie ma mowy w tekście KPO.

Więcej wiadomości ze świata i gospodarki na stronie głównej Gazeta.pl>>>

Brukseli problem z KRS

Komisja Europejska od początku praworządnościowych sporów o KPO nie wiązała go ze sprawą Krajowej Rady Sądownictwa i z rozwiązaniem problemu sędziów nominowanych z jej udziałem, co oznacza, że KPO nie zajmuje się - jak przekonują praworządnościowcy - źródłem problemów sądownictwa. TSUE w swym lipcowym wyroku tłumaczy, że sam udział "neo-KRS" w powołaniu Izby Dyscyplinarnej nie jest wystarczającą przesłanką do stwierdzenia braku jej niezawisłości, ale w połączniu z innymi zmianami w polskim sądownictwie składa się efekt "dyskontynuacji systemowej" uderzającej w traktatowe obowiązki Polski.

Komisja Europejska jak dotąd publicznie zapewnia, że problemem KRS zamierza zajmować się nadal w ramach postępowania z artykułu siódmego, choć - wedle naszych informacji - trwają analizy prawne, czy nie wszcząć postepowania przeciwnaruszeniowego (z ewentualnym finałem przed TSUE). Już zresztą trwa takie postępowanie w sprawie podważania pierwszeństwa unijnego prawa przez TK oraz składu tego trybunału.

Ceny na chorwackim bazarzeOstatnie wakacje z kuną? KE wyraziła zgodę na przyjęcie euro w Chorwacji

Podczas dyskusji o KPO pewne zastrzeżenia podnosił też Didier Reynders, komisarz UE ds. sprawiedliwości, Ylva Johansson, komisarz spraw wewnętrznych oraz wiceprzewodnicząca KE Margrethe Vestager. Z kolei Czeszka Vera Jourova kładła nacisk na konieczność porządnego egzekwowania praworządnościowych "kamieni milowych". Ich osiągnięcie musi być zweryfikowane przez Komisję z udziałem przedstawicieli 27 państw. Obowiązuje zasada większościowa, ale nawet jeden kraj niezadowolony z decyzji o uwolnieniu czyjejś transzy może zażądać debaty na forum szczytu UE. To rozwiązanie wypromowane przez holenderskiego premiera Marka Ruttego w 2020 roku.

Komisja zataja prośbę Warszawy

Ogólnounijne przepisy o Funduszu Odbudowy nakazują, by każdy KPO "przyczyniał się do skutecznego sprostania wszystkim lub znacznej części wyzwań" wskazanych w dorocznych zaleceniach Rady UE. A wśród tych wskazówek dla Polski od kilku lat jest "poprawa klimatu inwestycyjnego, w szczególności przez ochronę niezależności sądów". Pomimo to Komisja Europejska na początku lata zeszłego roku była gotowa dać zielone światło dla KPO niezawierającego żadnych wymogów co do praworządności. Ale na zaledwie kilka dni przed planowanym zatwierdzeniem KPO na hamulec nacisnęła von der Leyen, gdy władze Polski - posiłkując się rozstrzygnięciami TK kierowanego przez Julię Przyłębską - zaczęły sygnalizować, że nie zamierzają wdrażać lipcowych decyzji TSUE co do sądownictwa. - To dopiero otworzyło oczy kierownictwu Komisji - tłumaczy jeden z naszych rozmówców w instytucjach UE.

Długa droga do ugody

Ugoda w sprawie KPO była bliska późną jesienią 2021 roku, kiedy jeszcze Polska mogłaby liczyć na zaliczkową wypłatę 13 proc. KPO (przepisy UE pozwalały na to tylko do końca zeszłego roku), a potem porozumienie była na wyciągnięcie ręki w marcu tego roku. Jednak rząd Morawieckiego wstrzymał swą zgodę na już z grubsza wynegocjowany tekst, zgłaszając nierealistyczne postulaty co anulowania kar TSUE dla Polski. W Brukseli odebrano to jako efekt konfliktów w obozie rządzącym o ustępstwa w sprawie sądownictwa, które - opierając się na wyroku TSUE - omijają rozstrzygnięcia polskiego TK, że orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości UE co do wymiaru sprawiedliwości nie są w Polsce wiążące.

Ostatecznie przed około dwoma tygodniami stało się jasne, że tym razem Morawiecki - po rokowaniach w Zjednoczonej Prawicy - jest gotów do porozumienia z Komisją.

KPO, którego projekt - poza częścią praworządnościową - jest dobrze czy nawet bardzo dobrze oceniany w Brukseli, ma być podstawą dla polskich wydatków z Funduszu Odbudowy (23,9 mld euro dotacji oraz 12,1 mld euro tanich pożyczek, a o pozostałe 22 mld pożyczek rząd może poprosić do 2023 roku). Kolejne transze z KPO po osiągnięciu kolejnych "kamieni milowych" (głównie w dziedzinie transformacji energetycznej i cyfryzacji) będą wypłacane do końca 2026 roku. Największe raty dla Polski są przewidywane na lata 2023-24. Następne transze mogą być wstrzymane w razie odwrotu od reform (także praworządnościowych) wymaganych oraz zweryfikowanych przez Brukselę przy poprzednich wypłatach.

Artykuł pochodzi z serwisu Deutsche Welle. 

 
Więcej o: