Koniec zarabiania na fake newsach. Komisja Europejska ustanowiła grupę zadaniową

Komisja Europejska przyjęła nowy, zaostrzony kod postępowania ws. dezinformacji. Zobowiązuje on branżę internetową m.in. do usuwania z sieci fałszywych kont i blokowania dochodów z fake newsów.
Zobacz wideo

Unijni urzędnicy przyznają, że prace nad zaostrzeniem dotychczasowych regulacji w sprawie walki z dezinformacją przyspieszyła fala nieprawdziwych doniesień po wybuchu pandemii koronawirusa, a później zalew fake newsów dotyczących wojny w Ukrainie. Po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji w internecie bardzo szybko zaczęły krążyć doniesienia m.in. o tym, że wojna jest wyolbrzymiona, że nie jest zagrożeniem dla cywilów (dowodem mieli być Ukraińcy powracający do kraju), a uchodźcy z Ukrainy są tak naprawdę ofiarami akcji przesiedleńczej zainicjowanej przez Polskę. 

Więcej informacji na stronie głównej Gazeta.pl

- Nowy kodeks antydezinformacyjny pojawia się w momencie, gdy Rosja wykorzystuje dezinformację jako część swojej agresji militarnej przeciwko Ukrainie, a także w momencie, gdy jesteśmy świadkami ataków na demokrację w szerszym zakresie - przyznała podczas czwartkowej (16.06.22) konferencji prasowej wiceprzewodnicząca KE Vera Jourova. I dodała, że UE ma istotne zobowiązania, żeby ograniczyć obecność dezinformacji w sieci. 

Szwajcaria, Berno.W Szwajcarii podwyżka stóp procentowych. Kurs franka w górę, raty kredytów też

Bez zarobku na dezinformacji

Sam kodeks postępowania ws. dezinformacji powstał z inicjatywy Komisji w 2018 r. Podpisało go wówczas 16 firm internetowych, w tym duże platformy, jak Google, Twitter czy Meta (wtedy pod nazwą Facebook). Było to pierwsze takie porozumienie na świecie między legislatorami a branżą internetową, zobowiązujące do walki z dezinformacją. Latem ubiegłego roku Komisja Europejska podjęła się rewizji dotychczasowej umowy. Opublikowany w czwartek kodeks ma już 33 sygnatariuszy, wśród nich są nie tylko największe platformy internetowe, ale także wielu innych graczy, jak mniejsze firmy, w tym specjalizujące się w reklamie internetowej, firmy weryfikujące doniesienia medialne czy organizacje społeczeństwa obywatelskiego, oferujące konkretną wiedzę i rozwiązania w zakresie walki z dezinformacją.

Wzmocniony kodeks ma usunąć niedociągnięcia poprzedniej wersji. Po pierwsze umożliwia on rozszerzenie uczestnictwa w porozumieniu także na mniejsze firmy, a nie wyłącznie duże platformy. Zobowiązuje on też branżę do tzw. demonetyzacji fake newsów, czyli blokowania możliwości zarabiania na rozpowszechnianiu dezinformacji. W praktyce oznacza to, że podmioty przekazujące nieprawdziwe informacje nie będą np. mogły czerpać korzyści z przychodów z umieszczonych przy tych materiałach reklam. Ma to zniechęcić do szerzenia tego typu treści.

- Dezinformacja jest formą inwazji w naszą przestrzeń cyfrową, która ma namacalny wpływ na nasze codzienne życie. Platformy internetowe muszą podjąć zdecydowane działania, zwłaszcza w kwestii finansowania. Rozprzestrzenianie dezinformacji nie powinno przynosić nikomu ani jednego euro - powiedział przedstawiając nowy kodeks komisarz UE ds. rynku wewnętrznego Thierry Breton.

.Inflacja uderza Polaków w najczulsze miejsca. Dlatego to tak boli

Komisja stawia na fact checking

Poza koniecznością usuwania lub blokowania nieprawdziwych treści, platformy i firmy zobowiązały się również do kasowania lub zawieszania fałszywych kont i botów rozprzestrzeniających dezinformację. Jak jednak zapewniają unijni urzędnicy - każda użytkownik lub twórca, który uzna, że jego konto lub treści została niesprawiedliwie usunięta, będzie mógł złożyć skargę i domagać się jej przywrócenia. Internauci z kolei wyposażeni zostaną w jeszcze lepsze narzędzia do oznaczania i zgłaszania dezinformacji. Ponadto platformy będą musiały informować użytkowników, że dany materiał jest sponsorowany. Dotyczy to zwłaszcza reklam politycznych, które będą musiały być wyraźnie oznaczane oraz zawierać informacje o tym, kto jest ich zleceniodawcą, ile kosztowały i przez jak długi okres będą wyświetlane.

Chodzi o to, żeby użytkownicy mogli łatwo rozpoznawać treści sponsorowane. Żeby zweryfikować, czy wymagane informacje rzeczywiście są jawne, serwisy powinny współpracować z instytucjami weryfikującymi doniesienia (fact checkers). Zresztą KE w ogóle wzmocnić chce rolę fact checkerów w procesie walki z dezinformacją. Zgodnie z założeniami nowego kodeksu, platformy powinny korzystać z ich pracy, żeby zapewnić kontrolę treści we wszystkich krajach i językach UE.

Ale Komisja chce także zagwarantować, że wszystkie osoby trudniące się tym fachem, będą przez pracodawców odpowiednio wynagradzane za swoją pracę. Zwłaszcza, że praca ta bywa bardzo obciążająca psychicznie, bo osoby te natykają się w sieci na różnego rodzaju - nierzadko brutalne - treści. Aby skutecznie monitorować wdrażanie kodeksu, KE ustanowiła także grupę zadaniową, która ma dokonać przeglądu kodeksu i dostosować go do zmian na rynku, w tym technologicznych, rynkowych czy legislacyjnych.

Branża będzie miała teraz sześć miesięcy na dostosowanie się do zaostrzonych regulacji. Po tym terminie, czyli na początku stycznia 2023 r., platformy i firmy będą musiały przedstawić Komisji pierwszy raport z wdrożenia wymaganych zobowiązań i środków. Eksperci zauważają, że chociaż kodeks postępowania nakłada na sektor internetowy dodatkowe obowiązki, to pozostaje jednak porozumieniem dobrowolnym. W UE trwają już jednak prace nad wprowadzeniem wiążących przepisów, w tym aktu prawnego o usługach cyfrowych (DSA) który ureguluje działanie platform internetowych w UE, w tym obowiązek usuwania przez nie szkodliwych treści lub towarów sprzedawanych online. Komisja już zapowiada, że część rozwiązań wzmocnionego kodeksu zostanie ujęta w ramach DSA, także w zakresie nakładania sankcji na firmy. Jak zapowiedział komisarz Breton, bardzo duże platformy, które nagminnie będą łamać kodeks, będą ryzykować grzywny w wysokości nawet do 6 proc. swoich globalnych obrotów. 

Artykuł pochodzi z serwisu Deutsche Welle

 
Więcej o: