Rosjanie emigrują do Serbii. "Przyjechałem tu z Moskwy w kwietniu, z biletem w jedną stronę"

Po ataku Rosji na Ukrainę dziesiątki tysięcy Rosjan przeniosły się do Serbii. Wielu mieszkańców tego kraju popiera politykę Moskwy, a rząd w Belgradzie nie ogłosił sankcji wobec Kremla.

Klub osiedlowy "Krov" mieści się w wąskim mieszkaniu na poddaszu w centrum Belgradu. Wyłożona drewnem sala główna przypomina zachodnioniemieckie piwnice z lat 70., w których organizowano prywatki. Zwykle spotykają się tu działacze inicjatyw kulturalnych serbskiej stolicy. Dziś około 30 młodych kobiet i mężczyzn siedzi na składanych krzesłach przed zaimprowizowaną sceną. Mówią po rosyjsku. Kto chce, może dostać mikrofon i zaśpiewać.

- Przyjechałem tu z Moskwy w kwietniu, z biletem w jedną stronę dla mnie, moich pracowników i mojego kota - mówi DW Ilja Pinsker, który zorganizował spotkanie "Open Mic". Wraz z aktorami Ilja prowadzi studio nagrań, w którym produkuje treści dźwiękowe, od muzyki po reklamy. - Od czasu ataku na Ukrainę 24 lutego sytuacja w Rosji staje się coraz bardziej nieznośna. Po prostu musieliśmy się stamtąd wydostać - mówi.

WęgielUE odcina się całkowicie od rosyjskiego węgla. Od czwartku pełne embargo

Zaraz po inwazji Ilja wraz z przyjaciółmi i kolegami wspierał Ukraińców za pośrednictwem Telegramu i innych komunikatorów z siedziby swojej firmy w stolicy Rosji. - Na przykład jeden z nas nauczył młodą dziewczynę jak prowadzić samochód za pośrednictwem czatu, aby mogła zabrać swoją rodzinę ze strefy walk. Jej matka miała atak paniki, więc nie mogła sama prowadzić samochodu - wspomina. Takie działania są w putinowskiej Rosji uznawane za zdradę, a zdrajcom grozi kara kilkuletniego więzienia.

Zobacz wideo Agencja Wywiadu przechwyciła rozmowę Rosjan: Żołnierze wiedzą o kłamstwach Kremla. "Propaganda u nas działa"

Nie wchodziło jednak w grę, by Ilja nie robił nic w sprawie wojny z Ukrainą. - Ten konflikt jest mi bardzo, bardzo bliski - wyjaśnia. - Wielu moich przyjaciół i kolegów pochodzi z Ukrainy, mieszkają tam ich krewni, niektórzy mają nawet ukraińskie paszporty. Muszę jakoś pomóc tym ludziom - mówi. Jednak już po kilku tygodniach okazało się, że taka działalność w Rosji jest zbyt ryzykowna. - Strach, że ktoś w pewnym momencie zapuka do naszych drzwi, rósł z każdym dniem. Reżim stał się coraz bardziej agresywny od czasu aneksji Krymu w 2014 roku. Jest jasne, że teraz, gdy Putin prowadzi wojnę, będzie jeszcze gorzej.

Ponad tysiąc firm na rosyjski paszport

Ale dlaczego akurat Serbia? Rząd w Belgradzie co prawda potępił wojnę Rosji przeciwko Ukrainie, ale Serbia nie popiera sankcji wobec reżimu w Moskwie. Poza tym duża część serbskiego społeczeństwa czuje się związana z Rosją ze względu na pokrewne słowiańskie języki i wspólną religię prawosławną. Nie tylko skrajna prawica w tym zachodniobałkańskim kraju otwarcie popiera wojnę Putina.

Według szacunków od końca lutego do Serbii przeniosło się od 30 do 50 tys. obywateli rosyjskich. Nie ma oficjalnych danych, ale jedno jest pewne: od początku wojny z Ukrainą dziesiątki tysięcy Rosjan założyło konta w serbskich bankach. A w serbskiej Izbie Handlu i Przemysłu zarejestrowano ponad tysiąc firm, których właściciele mają rosyjskie paszporty. W większości chodzi o firmy z sektora IT.

Złoto (zdjęcie ilustracyjne)Rosyjska gorączka złota. Rosjanie wykupują cenny kruszec na potęgę

Wjazd bez wizy

- Wybrałam Serbię, ponieważ jest to jeden z niewielu krajów, do których posiadacze rosyjskich paszportów wciąż mogą wjechać bez wizy - wyjaśnia Katja Kazina. - Ale to dość schizofreniczne, że ja, przeciwniczka Putina, trafiłam do kraju, gdzie jest wielu ludzi, którzy popierają reżim w Rosji - dodaje 34-letnia moskwianka. - Znoszę to jednak, bo wiem, że to nic w porównaniu z trudnościami, z jakimi muszą sobie radzić ludzie, którzy uciekają przed walkami w Ukrainie.

W Rosji Katja była redaktorką w wydawnictwie feministycznym. Przez lata regularnie protestowała przeciwko reżimowi Putina. W Belgradzie aktywistka dołączyła do organizacji pozarządowej Women in Black, która już w latach 90. protestowała przeciwko wojnom w Jugosławii, a od końca lutego przeciwko agresji Rosji na Ukrainę. Regularnie demonstrują też serbscy zwolennicy Putina, będący za wojną i rosyjskim zwycięstwem.

"Absolutna ignorancja na temat Rosji"

- Stosunek Serbów do Rosji jest dziwny - mówi Katja. Tak naprawdę mało kto uczy się rosyjskiego, mało kto był w Rosji. - Serbowie nie wiedzą też, jak postrzegają ich Rosjanie, którzy teraz tu mieszkają: jako powolnych, leniwych ludzi, którzy żyją na bardzo niskim poziomie - dodaje. Jej zdaniem zamiłowanie wielu ludzi w Serbii do Rosji opiera się głównie na absolutnej niewiedzy o życiu w Rosji. - Nie mówiąc już o skali represji, brutalności, jaką reżim stosuje w Ukrainie, ale także wobec własnych obywateli, czy o tym, jak zmasowana jest propaganda.

Katja nie ma dobrej opinii o wielu swoich rodakach w Belgradzie. - Tylko 50 do 100 z dziesiątek tysięcy Rosjan w Belgradzie regularnie przychodzi na nasze protesty - mówi w rozmowie z DW. - Większość Rosjan przyjechała do Serbii, bo Spotify i Netflix nie działają już w Rosji - dodaje wyraźnie rozczarowana. - Wśród nich jest bardzo, bardzo wielu apolitycznych ludzi.

Nie wszyscy Serbowie lubią Rosjan

Grupa na Facebooku "Rosjanie, Ukraińcy, Białorusini i Serbowie razem przeciwko wojnie" liczy zaledwie 3624 członków. - Ale to niewiele znaczy - wyjaśnia jej administrator Peter Nikitin. - Większość w naszej grupie to Serbowie lub osoby pochodzące z innych krajów regionu Bałkanów Zachodnich - mówi. Celem obecności na Facebooku jest przede wszystkim informowanie serbskiej opinii publicznej o działaniach przeciwko wojnie w Ukrainie, w którą zaangażowani są Rosjanie. Nikitin nazywa to "kontra-propagandą".

Serbskie społeczeństwo bardzo potrzebuje informacji o Rosjanach i Rosji, bo oprócz powszechnego rusofilstwa szybko spotyka się w Belgradzie także ludzi, którzy żywią wstręt do wszystkiego, co pochodzi z byłego Związku Radzieckiego. Kelner w restauracji "Mala Slavija" na przykład "nienawidzi w równym stopniu Rosjan i Ukraińców". - Nie mają żadnych manier i myślą, że ponieważ mają pieniądze, to wszystko im wolno - podkreśla.

Wielu Serbom przeszkadza też fakt, że przybysze z Rosji są obciążeniem dla rynku mieszkaniowego. Jeszcze przed rozpoczęciem wojny w Ukrainie w stolicy Serbii brakowało mieszkań w przystępnej cenie. "Czy Rosjanie okupują Belgrad?" pytał w kwietniu tabloid "Blic". "Rosjanie kupują mieszkania i domy weekendowe i nie przejmują się ceną" - czytamy w artykule "Blica". Agenci nieruchomości twierdzą, że czynsze w stolicy Serbii są obecnie dwukrotnie wyższe niż przed atakiem Rosji na Ukrainę.

Artykuł pochodzi z serwisu Deutsche Welle. 

 
Więcej o: