Środki bojowe mogą zabić życie w Bałtyku na sto lat. NIK ostrzega i wytyka bierność rządzącym

Według Najwyższej Izby Kontroli, spoczywający na dnie Bałtyku arsenał z II wojny światowej może doprowadzić do ogromnej katastrofy ekologicznej, która mogłaby zanieczyścić morze na sto lat. RMF FM podaje, że pismo Mariana Banasia w tej sprawie trafiło do Kancelarii Premiera. Mowa w nim jest o opieszałości państwowych instytucji.

Wraca sprawa kontroli Najwyższej Izby Kontroli, dotyczącej wraków i broni z czasów II wojny światowej. NIK sprawą zaczął zajmować się w kwietniu, wtedy w Gdańsku zorganizowano w tej sprawie panel z udziałem naukowców. Izba informowała wówczas na swojej stronie, że "w Krajowym Planie Zarządzania Kryzysowego szacuje się, że uwolnienie zaledwie jednej szóstej środków chemicznych ze zbiorników zalegających na dnie Bałtyku mogłoby całkowicie zniszczyć życie w Bałtyku na ok. 100 lat".

NIK ostrzega przed środkami bojowymi w Bałtyku

Jak podawał NIK, na dnie Bałtyku może się znajdować nawet 300 wraków, z czego około setka w Zatoce Gdańskiej. Najgroźniejsze są Stuttgart i Franken. "Z pierwszego już wydobywa się paliwo, drugi, z powodu korozji może się zapaść w każdej chwili i spowodować ogromną katastrofę ekologiczną" - informowała NIK.

>>> "17 proc. powierzchni Bałtyku stanowią martwe, toksyczne, beztlenowe strefy":

Zobacz wideo

Ogromne zagrożenie stanowi też składowisko kilkudziesięciu ton amunicji i bojowych środków trujących - wśród nich iperytu siarkowego. W sumie w morzu może znajdować się od 50 do 100 tys. ton broni chemicznej i amunicji. Tylko w rejonie Głębi Gdańskiej szacunkowo może być kilkadziesiąt ton takich materiałów. 

Rząd działa opieszale?

Kontrola rozpoczęła się, gdy szefem NIK był Krzysztof Kwiatkowski. Teraz RMF FM poinformowało, że do Kancelarii Premiera trafiło pismo z ostrzeżeniem. Podpisał je Marian Banaś. Jak twierdzi stacja, Izba wytyka rządzącym bierność instytucji wobec palącego problemu. Wymieniane są tutaj resorty gospodarki wodnej i środowiska, główny inspektor ochrony środowiska oraz wojewodowie. Według NIK, urzędy nawet nie monitorują sytuacji. Rzeczniczka Izby Ksenia Maćczak w rozmowie z Gazeta.pl poinformowała, że kontrola cały czas trwa i na jej wyniki poczekamy jeszcze co najmniej trzy miesiące. W mailu zapytaliśmy też o sprawę pisma, które trafiło na biurko premiera. NIK poinformowała nas tylko, że skierowała rzeczywiście pismo z informacją o zagrożeniu związanym ze środkami chemicznymi na dnie Bałtyku. "Rzeczywiście zwracaliśmy w nim uwagę, że korozja pojemników w których te  środki się znajdują zagrozi w przyszłości czystości wód  Bałtyku,  a  rozwiązanie tego problemu jest dzisiaj sprawą wyjątkowo pilną" - poinformowała nas Izba.